niedziela, 26 listopada 2017

Cud w Świdnicy?



W Świdnicy po raz kolejny powrócono do sporu na temat wykorzystania w celach promocyjnych pamięci o niemieckim asie lotnictwa z okresu I wojny światowej Manfredzie von Richtchofenie. Bezpośrednim powodem dyskusji jest zamiar przeznaczenia 130 tys. zł na akcję marketingową, w tym budowę repliki samolotu „Czerwonego Barona”. Władze miasta wiążą z tym pomysłem nadzieje na przyjazd rzeszy turystów. Twierdzą, że będą nim zachwyceni pasjonaci historii z całego świata. Przeciwnicy traktują go, jako popularyzację pruskiego militaryzmu. Przypominają, że brat Manfreda dowodził bestialskim nalotem Luftwaffe 1 września 1939 r. na pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia wojskowego Wieluń. Podczas tego aktu terroryzmu miasto zrównano z ziemią, a pod gruzami poniosły śmierć setki cywilów.

Moim zdaniem, pojedynczy happening nie przyniesie ani zakładanych korzyści, ani negatywnych skutków. Po prostu, jego siła oddziaływania będzie zbyt nikła, gdyż w Świdnicy w ruinę popadły pamiątki po Richtchofenie, a nowych akcentów związanych z historią lotnictwa obecnie się nie planuje.

Kładę akcent na słowo „obecnie”, gdyż chcę przypomnieć inicjatywę, której wdrożenie może  przynieść Świdnicy korzyści, a jednocześnie godzi strony spierające się o postać niemieckiego pilota. W listopadzie 2013 r. przedstawiona została publicznie koncepcja zagospodarowania parku przy ul. Sikorskiego. Autor korzystając ze wsparcia ówczesnych władz miasta opracował projekt, którego wiodącym motywem było przypomnienie wybitnych lotników walczących podczas I wojny światowej na różnych frontach, wśród nich Polaków. Był to pomysł nowatorski, przez co mógł budzić zainteresowanie zarówno świdniczan, jak i naszych gości. Idea łącząca w jednym miejscu pamięć o żołnierzach wrogich armii, na pewno ma wymowę antywojenną.  O szczegółach można przeczytać pod linkiem, który podaję na końcu tekstu. 

Dlaczego prezydent Beata Moskal-Słaniewska i rządzące miastem SLD odrzuciło pomysł stworzenia Parku Asów Lotnictwa? Być może jest to przejaw programowej negacji zamierzeń poprzedników. Można też domniemywać, że nie rozumieją sensu różnicowania charakteru świdnickich parków (łączna powierzchnia to prawie 64 hektary).  Niewykluczone, że szczytem ich aspiracji jest urządzanie ładnych rabatek z kwiatami. Za tą hipotezą przemawia rezygnacja z instalacji w Parku Centralnym plenerowych interaktywnych stanowisk do zabawy-nauki. W miejscu, gdzie pierwotnie planowano zbudowanie kaskad wodnych, na których dzieci poznawałyby na przykład jak działa hydroelektrownia lub śluza wodna, ma powstać ogród różany.  Argumentacja? - bo tak było przed wojną! 

Tak, czy inaczej, nietuzinkowe zagospodarowanie parku przy ul. Sikorskiego jest jeszcze możliwe. Co prawda, w ogłoszonym przetargu na prace w nim nie ma mowy o elementach związanych z historią lotnictwa. Skoro jednak władze miasta przez ponad rok korygują projekt budowy basenu, a ostatnio znacząco zmieniają także projekt budowy stadionu, mogłyby także zmodyfikować swe zamierzenia dotyczące parku. Wykazując się kreatywnością i determinacją można ciekawie go urządzić, a dodatkowo uzyskać hit promocyjny. Czy nadzieja na to, jest wiarą w cud? W Świdnicy parę cudów się zdarzyło, więc mimo wszystko chcę pozostać człowiekiem wiary.

http://swidnica24.pl/park-asow-lotnictwa-w-swidnicy-foto/