niedziela, 27 marca 2016

Wielkanocny rachunek prawdopodobieństwa.




Jest taki filmik w sieci, który warto zobaczyć przed przeczytaniem tego tekstu.

http://www.nowiny24.pl/sport/koszykowka/art/9209462,okropny-rzut-z-polowy-boiska-zapewnil-jej-wygrana-w-wysokosci-5000-dolarow-wideo,id,t.html

Prawdą jest, że pani z filmu miała niesamowitego farta. Niby proste: tu rzuca, tam piłka się odbija i wpada, gdzie trzeba. Na gruncie mechaniki wszystko oczywiste. W wymiarze ludzkiego doświadczenia, zdecydowanie mniej, bo któż potrafiłby powtórzyć ten wyczyn, choć trafione rzuty z połowy boiska czasem się zdarzają.

Mam powody, żeby w ostatnich miesiącach szczególnie często sięgać po różaniec. Gdy we wtorek wziąłem go do ręki, podczas modlitwy uświadomiłem sobie, że zdarzyło się coś absolutnie wyjątkowego. Na pewno wytłumaczalnego, choć o niezmiernie nikłym prawdopodobieństwie. Gdyby przyrównać to do zdarzenia z filmiku, bohaterka musiałaby mieć chyba zawiązane oczy i trafić do kosza kilka razy z rzędu. Wiem, że nigdy jednoznacznie nie rozstrzygnę, jak było możliwe, to co mi się zdarzyło. Nie uzyskam pewności, co do natury tej niespodzianki.

Przypadek ten, to jednak nic wobec  wydarzenia, o którym w Wielkanocny poranek przypomniały światu  bijące dzwony. Pewien Człowiek, jeden jedyny taki w całej historii, powiedział o sobie, że jest prawdą, drogą i życiem. Więcej, On zgłosił roszczenie, że pokona śmierć. Mało tego, Jego uczniowie twierdzą, że tego dokonał.  Niedorzeczność? Czy piłka po wpadnięciu do kosza może odbić się od parkietu, poszybować pod sufit hali, a potem ponownie wrócić w to samo miejsce? I tak wiele razy? Nikt jeszcze takiego numeru nie wykonał. 

Trzy sytuacje. Zastanawiam się nad ich realnością. Autentyczność pierwszej gwarantuje film i widzowie na trybunach, ale przecież nie takie manipulacje już robiono. O prawdziwości drugiej przekonałem się osobiście. Czy mogę jednak bezwarunkowo polegać na swoich obserwacjach lub absolutnie wykluczyć, że bezwiednie przyczyniłem się do jej zaistnienia? A cóż dopiero, mam sądzić o trzecim z opisanych zdarzeń? Minęło od niego ponad dwa tysiące lat! Przez cały ten czas dla jednych zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem i uzasadnieniem sensu życia. Dla innych kłamstwem, głupstwem lub zgorszeniem. A dla mnie? Liczą się przede wszystkim dwie rzeczy.

Pierwsza to odpowiedniość treści Ewangelii i serca człowieka. Opisane w historycznych źródłach przesłanie Jezusa, jak nic innego, co znam, jest tak bardzo zgodne z moimi wymogami dobra, miłości i wolności. Dlatego, wprost nie mieści mi się w głowie, że Jego słowo nie zawiera prawdy. Druga, to pamięć, że dokładnie tak samo traktowali Go uczniowie. A o tym, że nie żyli złudzeniami, lecz trzymali się faktów, świadczy  gotowość ponoszenia ofiary dla potwierdzenia prawdziwości składanego świadectwa. Wszakże apostołowie, i nie tylko oni, oddali za to swe życie. Czy poświęciliby je, gdyby nie mieli pewności. Dla porównania - jakie jest prawdopodobieństwo, że tak samo postąpiliby świadkowie rzutu z połowy boiska, gdyby ktoś zażądał od nich wyparcia się, tego, co przecież widzieli na własne oczy? 

Chociaż w różnym stopniu, a jednak przyjęcie do wiadomości istoty każdej z trzech przedstawionych historii ma w sobie jakiś pierwiastek wiary. To coś zupełnie innego niż matematyka – nie podaje ona jednoznacznego sposobu dochodzenia do poprawnego wyniku. Jednak paradoksalnie, wiara może przynosić nawet prawdziwsze rezultaty. A na pewno, ważniejsze dla życia. Dlatego, do wszystkich dobrych życzeń składanych w tych dniach dołączam jeszcze jedno. Podczas Świąt Wielkanocnych znajdźmy chwilę czasu, żeby porozmyślać o rachunku prawdopodobieństwa.