czwartek, 13 sierpnia 2015

Dziki na klepisku.


Mam wątpliwości, czy prezydent Beata Moskal-Słaniewska, zgodnie ze swoim hasłem wyborczym, rzeczywiście jest bliżej ludzi. Zdecydowanie potwierdziło się jednak, że przynajmniej czasem, bierze pod uwagę to, co mieszkańcy mówią i piszą. Tyle tylko, że reakcja na te głosy  bywa zadziwiająca.

Konkretnie, chodzi mi o skwer przy ul. Franciszkańskiej. Faktem jest, że nie wszystkim podobał się rodzaj nasadzonej tam zieleni, a niektórym także zagłębienia w posadzce skweru kryjące oprawy iluminacji świetlnej. Ostatnio także ja wtrąciłem swe trzy grosze do dyskusji o placu. Dla mnie problemem było kiepskie utrzymanie roślin (jak mogą wyglądać np. trawy można zobaczyć nieopodal, przy hotelu „Fado”). Zwracałem uwagę, że przez brak ich należytej pielęgnacji następuje wręcz totalne zachwaszczenie (wpis na blogu w dn. 26 czerwca „Dziki na chwastowisku”) gazonów i kwater posadzkowych.

Najwyraźniej pani prezydent wzięła sobie do serca głosy obywateli i „pogodziła” wszystkich. Po kilku miesiącach zastanowienia, wybrała styl działania propagowany niegdyś przez pewnego jegościa z Białegostoku – nie będzie niczego. Zdemontowano elementy iluminacji- bo, po co nam takie fanaberie poprzedniej władzy? Wykopano wszystkie rośliny – bo, w jakim celu trudzić się utrzymaniem zieleni wymagającej troski nieco większej niż np. popularne bratki? Zasypano kwatery w posadzce ziemią- bo dlaczego ma być nierówno, skoro, jak widać po śladach zostawionych na powstałych klepiskach, świetnie się chodzi i jeździ po nich na tzw. szagę? Jeszcze jeden drobiazg- przy okazji wykopków zniszczono i pozostawiono nie naprawiona jedną z kamiennych płyt. Ale któż z obecnej władzy przejmował by się czymś, co  „betonuje Świdnicę”?

I co dalej? Nic, pełny spokój. Czy tak zostanie na stałe? Trudno powiedzieć, być może nie. W każdym razie, od trzech tygodni koszmarek przy ul. Franciszkańskiej straszy. Dlatego ludzie, którzy przychodzą tam posiedzieć na ławeczkach lub dać się pobawić dzieciom figurami dzików, z niedowierzaniem pukają się w czoło. Nie mogą się nadziwić, że władza podejmuje tak niedorzeczne decyzje, demolując poprzedni wystrój placu bez zaproponowania niczego w zamian . Dodam od siebie, że fatalny jest także termin, w jakim wykonano „rozwałkę” lub, jak ktoś woli, „ siermiężną urawniłowkę” placu.  Jesteśmy wszakże w pełni sezonu turystycznego. Choćby jutro w świdnickim Rynku zapowiadany jest zlot właścicieli ekskluzywnych samochodów.  Jakie wrażenia odniosą świdniczanie i goście, widząc skwer w obecnej postaci?

Zawsze drażniło mnie, gdy ktoś na wyrost przedstawiał się, jako tzw. głos ludu. Dlatego wyłącznie we własnym imieniu (choć wiem, że podobnie myśli wielu świdniczan), apeluję do pani Beaty Moskal-Słaniewskiej, żeby czym prędzej ponownie nadała skwerowi estetyczny wygląd i charakter miejsca do odpoczynku.