sobota, 11 lipca 2015

Śmieszne rzucanie granatem. Brawo ona.


Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Beata Moskal-Słaniewska obszernie odpowiadała na pretensje części świdniczan o remont ul. Sikorskiego. Pani prezydent mocno dziwiła się ich reakcjom. Tłumaczyła rzecz oczywistą, że podczas prac występują pewne uciążliwości, ale warto wykazać cierpliwość, bo nowa droga będzie lepsza i bezpieczniejsza.

Przyznam, że po raz pierwszy od dawna zgadzałem się z tym, co mówiła BMS. Wyszło jednak na to, że chyba ona sama przestała się z tym zgadzać. Wysłała bowiem, list do mieszkańców Os. Młodych, których przeprasza z powodu mającej się wkrótce rozpocząć przebudowy ul. L. Zamenhofa, Ceglanej i E. Plater. Treść i forma odezwy sugeruje, że inwestycja ta jest bezsensowna, a projekt techniczny wadliwy. Co najgorsze, z pisma wynika, że miasto, wbrew przekonaniom BMS, zmuszone będzie współfinansować roboty na drodze. Jest to nieprawdą, bo koszty budowy ponosi inwestor stawiający nieopodal galerię handlową.

Skoro jednak, zdaniem BMS dzieje się tragedia, trzeba napiętnować jej sprawców. Pani prezydent zaliczyła do nich Wojciecha Murdzka i mnie. Nie wiem, czy za chwilę wypomni nam także inne zbrodnie. Przyznać muszę, że dopóki rządziliśmy Świdnicą, sporo nabroiliśmy w dziedzinie dróg, także przygotowując kilka zadań na ten rok. Obecna władza właśnie je realizuje lub przystąpi do nich za chwilę. Oczywiście, jeśli po drodze (nomen omen) czegoś nie zepsuje. Dla mniej zorientowanych z pamięci przypominam kilka z tych zadań: przebudowa ul. Sikorskiego, przebudowa ul. Kliczkowskiej, budowa ronda u zbiegu ul. Wałbrzyskiej, Polej Drogi i J. Kochanowskiego, przebudowa ul. Wałbrzyskiej, budowa ul. Sudeckiej (nowe osiedle domów jednorodzinnych pomiędzy ul. Bystrzycką i Westerplatte), przebudowa ul. Spółdzielczej.

 Najwyraźniej BMS pisząc swój list miała intencję „dokopania” nam. Jak wiele innych rzeczy, które robi, wyszło to w stylu komediowo-samobójczym. Przykładem jego stosowania jest zachowanie pewnego dzielnego wojaka, który chciał wykonać atak granatem. Wyciągnął zawleczkę, a potem……..rzucił ją w kierunku  swych wrogów, resztę niebezpiecznego narzędzia zostawiając w dłoni.  

Nie lubię makabry, więc kończę ten tekst. Jednak dla wywołania uśmiechu pani prezydent dedykuję jej swój  pomysł na korektę scenariusza pewnej reklamy, często emitowanej w telewizji.

Ja plus moja historia.

Umiem ruszać uszami.

Umiem zrobić rurkę z języka.

Umiem nie oblizać się po pączku.

Umiem nie rumienić się przy pisaniu bzdur.

Umiem odwracać kota ogonem do góry.

Umiem robić ludziom wodę z mózgu.

Umiem nawet przepraszać, że za cudzą kasę poprawiają się świdnickie drogi.

Umiem strugać z siebie głupka.

Wszystko umiem.

Brawo ja.

wtorek, 7 lipca 2015

Im naprawdę może się udać!


Sobotę spędziłem w Katowicach. Postanowiłem na własne oczy zobaczyć Konwencję Programową PiS i zjednoczonej prawicy,  której tak wiele miejsca poświęcają media. Co o niej myślę?

1.      Zaskoczyła mnie otwartość PiS, mającego opinię wyjątkowo hermetycznego środowiska. Żeby wejść na salę, gdzie odbywały się  panele dyskusyjne, wystarczyło jedynie wpisać się na listę gości. Nikt mnie nie pytał kim jestem i skąd się tam wziąłem. W ciągu minuty otrzymałem identyfikator upoważniający do wejścia na sale obrad oraz książkę zawierającą skróty wystąpień wszystkich panelistów występujących tego dnia.

2.      Nie powiem, że wszystko, co tam słyszałem, budziło mój zachwyt. Przekonałem się jednak, że to środowisko stanowi liczna grupa osób, które same w sobie są osobowościami, a łącznie posiadają ogromny potencjał intelektualny. I wcale wiodącymi postaciami nie byli obecni posłowie lub członkowie tzw. zakonu. Zdecydowanie najbardziej błyszczeli specjaliści, z których tylko część pełni obecnie funkcje polityczne lub publiczne.

3.      Sądząc po zróżnicowanej tematyce paneli i ich wysokim poziomie merytorycznym, wygląda na to, że PiS bardzo poważnie i odpowiedzialnie  przygotowuje się do przejęcia władzy. Oczywiście, dostrzegałem też elementy, odgrywające głównie rolę wizerunkową. Któż jednak tego nie robi? Dla mnie taka konwencja jest zdecydowanie bardziej sensowna niż powtarzające się „produkcyjniaki” w wykonaniu pani premier Kopacz, odwiedzającej kolejne zakłady pracy.

4.      Nie wiem, czy PiS i współdziałające z nim ugrupowania wygrają wybory. Jestem jednak spokojny, że bardzo realistycznie oceniają stan Polski i wiedzą co chcą osiągnąć, zdobywając władzę. Jestem też pewien, że stawiają sobie realizację celów odpowiadających obecnym wyzwaniom i dobrze służących Polsce. Co ważne, sadzę, że w dużym stopniu wiedzą, jak je osiągnąć. Im naprawdę, może się udać!

czwartek, 2 lipca 2015

Pomagam prezydent Beacie Moskal-Słaniewskiej. Bezinteresownie!


Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej okazało się, że prezydent Beata Moskal-Słaniewska pilnie śledzi moją aktywność w Internecie. Postanowiłem to wykorzystać i poprzez kolejny tekst pomóc jej w ogarnięciu ważnej sprawy. Robię to, bo szkoda mi pani prezydent, gdy publicznie wypowiada niedorzeczności na temat Parku Centralnego, usiłując usprawiedliwić rezygnację z jego rewitalizacji. Nie wnikam, czy nikt z urzędników nie przekazuje  BMS podstawowych informacji, czy może pani prezydent ma dystans do przekazywanej wiedzy. W każdym razie przykro jest obserwować, jak błądzi, żyjąc w obłoku  fałszywych przekonań.

Przede wszystkim chcę jej uświadomić, że nie jest prawdą, jakoby „poprzednia ekipa” nie przygotowała całościowej koncepcji rewitalizacji Parku Centralnego. Kompleksowe opracowanie znajduje się od kilku lat w Urzędzie Miejskim. Jeśli BMS ma kłopot w jego identyfikacji to podpowiem, że chodzi o dokument z wieloma obrazkami. Kilka z nich jest szczególnie charakterystycznych, więc opiszę je, żeby łatwiej było rozpoznać. Takie kolorowe „prostokąciki” ustawione pionowo, to „brama światła”, czyli wejście do parku od strony ul. Sprzymierzeńców vis a vis Szkoły Podstawowej 315. Wielobarwna „harmonijka” ustawiona ukośnie w przestrzeni, to zlokalizowane  obok klubu muzycznego „Łaźnia” zmodernizowane schody pomiędzy dawnym cmentarzem a terenem parku. „Pudełeczka z płotkami” to planowana przystań dla kajaków i miejsce do grillowania.  „Wężyk”’ znajdujący się w okolicach dawnego ogrodu różanego, to kaskada wodna z zamontowanymi na niej stanowiskami dla dzieci, które bawiąc się, w praktyce poznawałyby podstawy hydrotechniki.   „Chałupki” rozsiane wśród drzew przy rondzie, to interaktywne stanowiska badawcze, na których dzieci ( a może i dorośli) dokonywałyby doświadczeń ilustrujących naturę różnych zjawisk przyrodniczych.  Gdyby te wskazówki były niewystarczające dla rozpoznania koncepcji, można szukać obrazków ze zrewitalizowana halą sportową, którą chcieliśmy przekształcić w Interaktywne Centrum Edukacyjne (takie małe „ Centrum Kopernik”). W ostateczności trzeba się rozglądać za  „ptaszkami” unoszącymi się nad kopcem zajmowanym kiedyś przez Światowida. Tego chyba nie sposób pomylić z czymś innym.

 

Nieśmiało zwrócę jeszcze uwagę na inne kolorowe „kratki” zawarte w koncepcji. Każda z nich jest podpisana. Nie pamiętam, być może oprócz słów polskich, umieszczono przy nich także łacińskie wyrazy. Proszę się jednak nie przerażać. Są to nazwy roślin przewidzianych do nasadzenia w miejscach oznaczonych na planie parku kolorami z tychże „kratek”. Piszę to, żeby rozwiać wyrażaną przez BMS obawę o  marginalne potraktowanie przez poprzedników spraw zieleni parkowej.

Jeśli poszukiwania koncepcji zakończą się powodzeniem, warto skupić się na innych ważkich problemach podnoszonych przez panią prezydent. Martwi się ona, jak dojechać lub dojść do Parku Centralnego. Uprzejmie informuję, że jest to wykonalne. Temu służy przede wszystkim zmodernizowana gruntownie ul. Śląska z dogodną ścieżką rowerową. Między innymi w tym celu wykonano w ubiegłym roku przebudowę ul. Pionierów. Z tych samych powodów ułożono nową nawierzchnię chodnika ul. Sprzymierzeńców. Dla pieszych z kierunku pl. Grunwaldzkiego użyteczne będą nowe alejki w zrewitalizowanym Parku Kasprowicza. A integracji przestrzeni parku z sąsiednim terenem rekreacyjnym służy przebudowa wiaduktu na Polnej Drodze oraz planowane do wykonania w tym roku chodniki wzdłuż zalewu.  Przy okazji warto wyprowadzić BMS z błędu, że do obsługi Parku Centralnego kluczowe znaczenia ma ul. Lipowa. Jej rolą jest obsługa przyszłego osiedla mieszkaniowego, które powstanie w okolicach byłego szpitala. W związku z tym budowa tej drogi powinna być traktowana przede wszystkim, jako obowiązek  dewelopera (i przez niego sfinansowana), a nie inwestycję  miasta konieczną do komunikacji z parkiem.

Słusznie BMS troszczy się o miejsca do parkowania samochodów.  Duża ich ilość może być dostępna bezpośrednio po drugiej stronie ul. Śląskiej. Tak przewidywał projekt aquaparku, a potem całościowa koncepcja rewitalizacji terenu OSiR-u. Być może pani prezydent pamięta, że niedawno, podczas spotkania z mieszkańcami Kraszowic mówiłem o tym. To było wtedy, gdy  zebrani usłyszeli, że w Świdnicy nie powstanie żaden aquapark (nawet skromny), bo są pilniejsze potrzeby. Otóż, odniosłem wrażenie, że BMS nie zamierza  brać pod uwagę tej koncepcji, a może nawet jej nie zna. Nawiązuję do tej sprawy, bo istotne jest, żeby parking zbudować z sensem, czyli uwzględnić przyszłościowe zagospodarowanie całości terenu, a w szczególności fakt, że przy ul. Śląskiej można wydzielić atrakcyjną działkę pod zabudowę kubaturową. Parking nie powinien z nią kolidować.

Absolutnie zgadzam się z BMS, że w Parku Centralnym ważna jest woda, a dokładniej jej fatalny stan. Wbrew pozorom nie jest to problem nadmiernie skomplikowany, a jego rozwiązanie absolutnie nie utrudnia prowadzenia prac rewitalizacyjnych na terenie parku. Pod koniec ubiegłego roku spotkałem się z przedstawicielem zarządcy „wody”, który zapewnił mnie, że jeśli miasto sfinansuje oczyszczenie stawów ( w tym wywiezienie mułu) „od ręki” możliwe jest zawarcie stosownego porozumienia. Z oczywistych względów nie mogłem  sfinalizować sprawy, ale nie jest to chyba szczególnie trudne dla pani prezydent, która chętnie opowiada o swych znakomitych relacjach z otoczeniem. Koszt tej operacji nie jest też monstrualny i stanowi ułamek oszczędności, jakie miasto uzyskało wskutek wyjątkowo udanego rozstrzygnięcia przetargu na I etap rewitalizacji parku. Niestety, bez uzasadnionego powodu BMS rozwiązała umowę z tanim i rzetelnym wykonawcą.  

 

Mógłbym jeszcze sporo dodać w sprawie Parku Centralnego, ale kończę, żeby nie nadwyrężać sił pani prezydent, gdy będą jej referowali mój tekst. Żeby było jasne, te życzliwe podpowiedzi sformułowałem całkowicie bezinteresownie. Prezydent Beata Moskal-Słaniewska może z nich korzystać nawet nie wspominając o źródle ich pochodzenia.

piątek, 26 czerwca 2015

Dziki na chwastowisku.


Sensacyjką ( bo raczej nie sensacją) ostatnich dni stały się zmagania prezydent Beaty Moskal-Słaniewskiej z wymogami obowiązującego prawa antykorupcyjnego. Przyznam, że jej manewry ze zbyciem udziałów w spółce nie ekscytują mnie. Sądzę, że płonne są nadzieje ludzi liczących na to, że sprawa ta spowoduje usunięcie BMS ze stanowiska. Moim zdaniem nawet najbardziej fatalny prezydent ma na tyle oleju w głowie, żeby nie dać się wyautować w ten sposób.
Znamienne jest jednak milczenie osób, które jeszcze niedawno miały bardzo wiele do powiedzenia na temat przejrzystości reguł życia publicznego (modne słowo „transparentność”). Ludzie ci z wyrachowaniem formułowali bzdurne insynuacje lub krzywdzące oskarżenia rzucające cień na politycznych rywali BMS. Gdzie są dzisiaj?  Najwyraźniej kundelki podwinęły ogony i zamiast ujadać, udają że wszystko jest O.K, choć nie jest. Przynajmniej w zakresie stylu postępowania i dobrego smaku, ale pewnie szkoda prądu na dociekania, czy BMS prezentuje się jako osoba z tzw. klasą.
 
Moim zdaniem, jest wiele ważniejszych powodów do krytycznej oceny działań pani prezydent niż gierki udziałami jej własnej spółki. Niektóre powtarza się szczególnie często, jak np. rezygnację z organizowania Festiwalu Reżyserii Filmowej lub Kongresu Regionów. Choć przyznam, że po dosyć żenującym poziomie przeprowadzonego pod rządami BMS jubileuszu 25-lecia samorządu terytorialnego (kto uczestniczył, wie o czym mówię) , dostrzegam pewne zalety, tego że obecna władza nie porywa się na poważniejsze przedsięwzięcia. Rażące niedociągnięcia organizacyjne i świecąca pustkami sala teatralna stanowiłyby raczej antypromocję Świdnicy. Chociaż, może jestem zbyt surowy? Przecież wielkim zmartwieniem BMS podczas obchodów ćwierćwiecza  świdnickiego samorządu było prawdopodobnie to, jak nie zauważyć, że połowa tego okresu przypada na całkiem udane rządy ekipy prezydenta Murdzka. A jeśli się ma takie priorytety, trudno zadbać o jakość całości.
Wczoraj na Facebooku zauważyłem zabawny mem przedstawiający BMS jako patronkę niespełnionych obietnic. Nie gorączkujmy się jednak, przed nią jeszcze długi okres rządzenia, więc zdarzą się pewnie i dobre rzeczy. Dla mnie ciekawą kwintesencją sposobu działania obecnej władzy jest jej stosunek do  motywów świdnickiego dzika. W weekend był on bohaterem sympatycznego festynu w Rynku ( dla porządku przypomnę, że po raz pierwszy zdarzyło się to przed rokiem za ancien regime J), podczas którego władza miała szansę się „produkować’ wobec publiczności. Niestety, nieco mniej budujące jest to, że nieopodal,  na ul. Franciszkańskiej, otoczeniem powszechnie lubianego dzika- bibliotekarza stało się chwastowisko. Dorodne mlecze, osty i inne chwasty panoszą się w posadzkowych kwaterach i gazonach przeznaczonych na zieleń ozdobną. Któż jednak po reorganizacji przeprowadzonej w Urzędzie Miejskim nadmiernie przejmował by się placem zbudowanym przez poprzedników?  A przecież urządzając nowe rabatki kwiatowe w różnych częściach miasta, warto nie marnować tego, co już jest.
 
Czy to jest mniej oczywiste niż obowiązek zaprzestania działalności gospodarczej przez panią prezydent? Nie sądzę.

środa, 10 czerwca 2015

Plecionkarze i młotkowi.


Pszczelarz, tancerz, operator maszyn leśnych oraz koszykarz-plecionkarz. Bynajmniej, nie przedstawiam listy uczestników następnej edycji „Idola”. Są to przykłady zawodów, jakie można uzyskać w systemie polskiego szkolnictwa zawodowego. Wybrałem kilka z nich, żeby zilustrować, jak wielka jest ich różnorodność. Piszę o tym w nawiązaniu do wczorajszej decyzji Rady Powiatu o likwidacji IV LO w Świdnicy.  Panowie starostowie i stojąca za nimi murem koalicja postawili na swoim. Pozostaje pytanie – co dalej? 

Odpowiedzi na nie warto szukać, w związku z koronnym argumentem podnoszonym przez zwolenników likwidacji szkoły. Twierdzą oni, że zbyt wielu młodych mieszkańców naszego powiatu decyduje się na naukę w liceach  ogólnokształcących zamiast w szkołach zawodowych, dla których subwencja oświatowa jest większa aż o 21 procent. Dlatego ignorując fakt ewidentnego zainteresowania „mundurówką”, unicestwiono ją, przymuszając w ten sposób młodzież do wyboru którejś z istniejących szkół zawodowych. Rozwiązanie to jest logiczne tylko pozornie.

Nikt nie zadał sobie bowiem, trudu przeanalizowania, czy popyt na „mundurówkę” może się nam po prostu opłacać. Wszakże podawano przykłady powiatów, w których takie inicjatywy dopiero raczkują (czyżby rządzili tam masochiści i tumany?). IV LO miało nad nimi przewagę dobrej marki, którą wypracowało sobie w czasie dziesięcioletniej pracy. Dlatego znacząca część jego uczniów przyjeżdżała do Świdnicy spoza naszego powiatu. W rezultacie do budżetu trafiała „idąca” za nimi subwencja oświatowa. Jednak zamiast  zbudować szkołę jeszcze bardziej atrakcyjną, przyciągającą większą ilość przybyszów z Polski, zrobiono coś zupełnie przeciwnego.  I to w czasie, gdy właśnie na horyzoncie pojawia się szansa na dobrą koniunkturę.

Ogłoszony przez Ministerstwo Obrony Narodowej program utworzenia (wreszcie!) obrony terytorialnej przewiduje jej powiatową strukturę. Obrona terytorialna zawiera w sobie nie tylko komponent ściśle wojskowy, pewnie miły dla wielu uczniów IV LO. Skuteczny system musi także zawierać elementy  ratownictwa medycznego, ochrony ludności cywilnej, pomocy w zwalczaniu skutków klęsk żywiołowych  i wiele innych aspektów, które w oczywisty sposób łączą się ze specyfiką szkoły „mundurowej”. Ponadto warto zauważyć ewidentny wzrost zainteresowania przeróżnymi formami turystyki i rekreacji kojarzącymi się z elementami obronności. Bez trudu można znaleźć wakacyjne lub weekendowe oferty dla ludzi, którzy chcą pobiegać po lesie z pneumatycznymi karabinkami, przeżyć namiastkę przygody survivalowej itp. Ktoś musi przecież potrafić zorganizować te przedsięwzięcia, dobrać i naprawić niezbędny sprzęt, zadbać o bezpieczeństwo uczestników. Dlaczego osobami przygotowanymi do pełnienia tych ról nie mogą być absolwenci świdnickiej „mundurówki”? Aż się prosi, żeby w zgodzie z interesem powiatu i wielokrotnie   potwierdzonymi preferencjami młodzieży stworzyć placówkę, która zagospodaruje istniejącą niszę rynkową w dziedzinie szkolnictwa ponadgimnazjalnego. Wystarczy przekształcić szkołę ogólnokształcącą w zawodową, pozostawiając jej dotychczasowy ryt, a jednocześnie wzbogacając profil kształcenia. Niestety, z bardzo obszernego uzasadnienia uchwały o likwidacji szkoły wynika, że nie przeprowadzono sensownej analizy w tym  względzie.

Zapewne zmiany ogólniaka w szkołę zawodową nie dokonuje się łatwo, ale jest to możliwe. Ktoś zapyta, jaki zawód można by zdobyć w tak zmodyfikowanej  „mundurówce”. Obecnie w oficjalnym wykazie zawodów, które stanowią załącznik do Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z 26.06.2007 znajdujemy na przykład następujące pozycje: technik ochrony fizycznej osób i mienia, ratownik medyczny, technik pożarnictwa. Nie jest to jednak zbiór ostatecznie zamknięty, lecz podlega rozszerzeniu w miarę pojawiania się  realnych potrzeb społecznych. Dowodem na to są następujące zawody, które od niedawna są do uzyskania w polskiej szkole: technik obsługi turystycznej, technik turystyki wiejskiej, asystent osoby niepełnosprawnej. Czy nie jest możliwe przekształcenie IV LO w szkołę zawodową oferującą zdanie matury, a jednocześnie dającą szansę na zdobycie kwalifikacji, które są poszukiwane na rynku pracy w sektorze „obronność”? Kto może powiedzieć, że taka szkoła nie byłaby hitem edukacyjnym? Dlaczego nie zgodzono się, aby rozpoznać w praktyce tę możliwość, przynajmniej na rok odkładając decyzję o likwidacji? Dlaczego wybrano opcję najbardziej prymitywną – zneutralizowania protestujących nauczycieli i zaniechania wysiłku na rzecz pozytywnych zmian w IV LO?

Członkowie koalicji rządzącej powiatem mają w większości dyplomy wyższych uczelni, a niektórzy uważają się za ekspertów w dziedzinie edukacji. Sprawiają jednak wrażenie jakby byli, co najwyżej absolwentami kierunku kształcenia technik koszykarz- plecionkarz ( z całym szacunkiem dla producentów wyrobów z wikliny) – po prostu plotą, plota, plotą…… Niestety, czasem idą dalej i zachowują się jak uczestnicy kursów operatorów młotów pneumatycznych - głusi na sygnały z zewnątrz r…….ą, r…..ą, r……..ą.

niedziela, 17 maja 2015

Na minutę przed prezydencką debatą.



Sztaby wyborcze kandydatów prześcigają się w realizacji pomysłów, jak na ostatniej prostej zjednać sobie wyborców. Ja już dokonałem osobistego wyboru. Dlatego na kilka minut przed rozpoczęciem debaty telewizyjnej, być może przesądzającej o wyniku głosowania, zestawiam, nie tylko na własny użytek, argumenty na rzecz poparcia Andrzeja Dudy.

Prezydent największą rolę odgrywa w trzech dziedzinach: reprezentacji Polski, jako głowa państwa, polityki zagranicznej i polityki obronnej. Kilka słów o każdym z tych zagadnień.

Jak obecny prezydent radzi sobie z zadaniami reprezentacji Polski oraz budowaniu jej autorytetu ( nie wspomnę o tzw. majestacie Rzeczypospolitej), każdy widzi. Lista małych wpadek i całkiem sporych kompromitacji jest ogromna. Niestety, trudno zaprzeczyć, że pierwszy obywatel stał się synonimem obciachu. Szkoda miejsca na rozwijanie tematu.

O tym, że można w skomplikowanych relacjach międzynarodowych skutecznie bronić interesów państwa pokazały dużo mniejsze od nas Węgry. Kwintesencją polskiej polityki zagranicznej ostatnich lat był „hołd berliński” ministra Sikorskiego oraz podpisanie się pod postanowieniami paktu klimatycznego, który jest ewidentnie destrukcyjny dla ekonomii  naszego kraju. Pod patronatem Bronisława Komorowskiego, na użytek walki z prezydentem Lechem Kaczyńskim i PiS-em, wbrew elementarnym faktom ignorowano zagrożenie ze strony Rosji i absolutnie błędnie układano relacje z nią. Nie zmieniła tego nawet katastrofa smoleńska. Dopiero po agresji na Ukrainę, niczym nawróceni neofici, obecny prezydent i ministrowie zaczęli prześcigać się w antyrosyjskiej retoryce i czynieniu pustych gestów, wykorzystywanych przeciwko nam przez rosyjską propagandę. Wybranie Donalda Tuska na „króla” Europy nie może przesłonić faktu, że Polska jest osamotniona. Kraje „starej” unii promują przede wszystkim własne racje i traktują nas protekcjonalnie. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej, którym mieliśmy ambicje przewodzić, nie liczą się z nami lub są niechętne. USA są zdezorientowane naszą chwiejnością. Rosja jest wobec nas otwarcie wroga. Tak wygląda bilans ostatnich lat w polityce zagranicznej, w której na mocy konstytucji i utrwalonej praktyki wielka rolę odgrywał Bronisław Komorowski. Nie wierzę, że podczas swej drugiej kadencji dokonałby sensownych korekt. Czy jest do tego zdolny Andrzej Duda? To się dopiero okaże, ale jest na to uzasadniona nadzieja. Tym bardziej, że kandydat publicznie ogłosił, że w przypadku zwycięstwa ważną osobą w jego kancelarii będzie prof. Krzysztof Szczerski. Jego bardzo wysokich kompetencji w sprawach międzynarodowych nikt rozsądny nie może podważyć.


Bronisław Komorowski będący ministrem obrony narodowej a potem prezydentem miał ogromny wpływ na stan naszej obecnej obronności. Do niedawna mało się o niej mówiło, bo tworzono obywatelom iluzję bezpiecznej Europy. Fakty są takie, że Wojsko Polskie może „zaimponować” potencjalnym agresorom jedynie ilością generałów, bo nawet nie ich jakością. Nominacje generalskie nierzadko wywołują zdumienie kadry oficerskiej. Wielu doświadczonych żołnierzy, między innymi pilotów i weteranów misji wojskowych opuszcza armię. Przyjęto kompletnie chybioną koncepcję organizacji sił zbrojnych, pomijając całkowicie konieczność istnienia obrony terytorialnej. Program Narodowych Sił Rezerwowych sami jego twórcy uznali za absolutną pomyłkę. Przez lata nie zmieniono dyslokacji jednostek wojskowych. Wschód Polski jest praktycznie odsłonięty, a stany osobowe w tej części Polski są najniższe. Ostatnie zmiany w systemie dowodzenia (sztab generalny, rodzaje wojsk, minister) pogłębiają chaos zarówno w czasie pokoju, jak i podczas ewentualnego zagrożenia wojennego. Dopuszczono do znacznej destrukcji przemysłu zbrojeniowego. Jest to między innymi praprzyczyna ostatnich kontrowersji dotyczących śmigłowców. Jaką nieudolność, zakrawającą wręcz na sabotaż, wykazywano w ciągu ostatnich 10 lat w związku z produkcją np. armatohaubicy „Korab” wie każdy, kto choć trochę interesuje się militariami. Owszem, podejmowano także dobre decyzje, jak choćby dotyczące dwóch nadmorskich dywizjonów rakietowych lub transporterów „Rosomak”. Jednak to za mało, bo nawet F16 na tle, których Bronisław Komorowski prezentował się w kampanii wyborczej mają tylko w części wykorzystywany swój potencjał z powodu braku odpowiedniego uzbrojenia i wystarczającej ilości wyszkolonych pilotów. Negatywnie na naszą zdolność do obrony rzutuje także niewystarczająca wiarygodność wobec jedynego sojusznika, który ma możliwość przeciwstawienia się Rosji. To jest jeden z powodów dla, których są opory w oddaniu nam do dyspozycji lub rozmieszczeniu w Polsce najnowocześniejszych systemów uzbrojenia. W tym kontekście reakcja naszych władz państwowych na Smoleńsk, gdzie oprócz prezydenta zginęli NATO-wscy generałowie, a na pokładzie samolotu znajdowała się wojskowa aparatura łączności, zdecydowanie wykracza poza obszar symboliki i emocji. Polska samodzielnie nie wygra wojny z Rosją. Jednak czy możemy liczyć, że broniąc się zadamy agresorowi straty zniechęcające go do podjęcia decyzji o ataku lub dotrwamy do momentu odsieczy wojsk NATO? Jej warunkiem jest trzymiesięczna samodzielna obrona? Czy ktoś dostrzega jej realne szanse. Jeśli nie, najbardziej racjonalną decyzja jest błyskawiczna zmiana na stanowisku zwierzchnika sił zbrojnych. Jest nim Prezydent RP.

Nie chcę przedłużać tekstu o wątki zarzucanych Bronisławowi Komorowskiemu powiązań z dawną i obecną agenturą. Nie podejmuję się rozstrzygać o ich prawdziwości. Przyznam jednak, że jeśli prezydent podczas przesłuchania przez prokuratora nie potrafi odpowiedzieć na pytania dotyczące raportu z likwidacji WSI i zasłania się brakiem pamięci nawet co, do faktu, czy czytał ten raport, to nie wygląda dobrze. Być może kwestie te poruszone będą podczas rozpoczynającej się za chwilę debaty.  Nie sądzę, żeby zmieniła ona moją ocenę dotychczasowej pracy obecnego prezydenta i rozwiała nadzieje na dobrą kadencję Andrzeja Dudy. Jeśli okażę się inaczej, będę miał odwagę przyznać się do pomyłki.




środa, 13 maja 2015

Cisza nad aquaparkiem.


Najpierw przypomnę pewną wypowiedź na temat aquaparku dla Świdnicy.

„Natomiast warto w niedługim czasie powrócić do pomysłu kompleksu, który zawierałby nowoczesny basen kryty i dodatkowe atrakcje, w tym na pewno brodzik dla dzieci, basen do nauki pływania dla maluchów czy kompleks saun. Taki obiekt, wart ok. 25-28 mln zł., byłby możliwy do realizacji i utrzymania.”

Jeśli ktoś nie pamięta, jest to stanowisko Beaty Moskal-Słaniewskiej  opublikowane 9 listopada 2014 roku na portalu świdnica24.pl. Redakcja w ramach kampanii wyborczej stawiała wówczas różne pytania kandydatom na prezydenta. Obecna pani prezydent odpowiedziała wtedy, że „wypasiony” aquapark  jest zły, ale taki „szyty na miarę” owszem, jak najbardziej tak. Zresztą, pogląd taki wyrażany był przez nią i jej środowisko przez wiele miesięcy wcześniej, więc sprawiał wrażenie trwałego i solidnie przemyślanego. Przedwczoraj okazało się, że jest zupełnie inaczej. Pani prezydent jednoznacznie stwierdziła, że w Świdnicy nie będzie żadnego parku wodnego. 

Ciekawe są okoliczności, w jakich poznaliśmy prawdę. Stało się to podczas spotkania z mieszkańcami. Będąc jego uczestnikiem, zapytałem wprost o aquapark w kontekście przyszłości obiektów OSiR przy ul. Śląskiej. Pani prezydent wyraźnie nie miała ochoty odpowiadać na pytanie. Dopiero zdecydowana interwencja radnego Wiesława Żurka spowodowała, że nie udało się jej wykpić od odpowiedzi.

Dlaczego upomniałem się o tę sprawę? Po pierwsze, wielokrotnie mieszkańcy zdecydowanie opowiadali się za powstaniem parku wodnego. Po drugie,  elementarna logika wskazuje, że właśnie teraz jest najwyższy czas na podjęcie decyzji. Pamiętajmy, że w wyniku głosowania mieszkańców w ramach Budżetu obywatelskiego kwota 1.2 mln została przeznaczona na modernizację basenu otwartego przy ul. Śląskiej. Niezależnie od tego, w ubiegłym roku wykonana została koncepcja całościowego urządzenia terenu OSiR zakładająca powstanie między innymi kameralnego aquaparku, który tworzyłby spójną całość ze zrewitalizowanym basenem otwartym. Takie obiekty funkcjonują w Europie i mają bardzo wiele zalet, o których nie chcę się tu rozpisywać. Ważne jest, że są to kompleksy bardzo efektywne ekonomicznie. W naszym przypadku zapewniałyby także możliwość odnowy biologicznej dla sportowców oraz atrakcję dla gości kampingu i domu wycieczkowego funkcjonujących przy OSiR. Przyciągnięcie do Świdnicy turystów i uczestników obozów sportowych ewidentnie jest korzystne, bo zostawiają tu pieniądze. Jeśli ta logiczna koncepcja ma być realizowana, prace projektowe konieczne dla zadania  ujętego w Budżecie obywatelskim muszą uwzględniać docelową perspektywę. Jeśli nie, okażą się wyrzucaniem pieniędzy.

Nie dociekam, dlaczego Beata Moskal-Słaniewska diametralnie zmieniła zdanie w sprawie aquaparku. Na pewno nie dlatego, że sytuacja finansowa miasta okazała się gorsza niż kiedyś sądziła. Gdyby tak było, nowa władza nie uchwalałaby prawie na każdej sesji nowych, znaczących wydatków. Nie broni się także teza, że utrzymanie parku wodnego zrujnuje budżet. W przeciwieństwie do zanegowanego przez opozycję w ubiegłej kadencji projektu „dużego” obiektu, który dawał ogromną szansę na samofinansowanie, „mały” aquapark musi być dotowany. Jednak przy mądrym zaprojektowaniu i wykorzystaniu atutów wskazanych wyżej, nie musi być to wsparcie bardzo kosztowne. Zresztą, czy inne obiekty, których budowę zapowiada pani prezydent będą służyły do zarabiania pieniędzy? Oczywiste, że nie.

Być może mają rację ci, którzy uważają, że całościowa koncepcja rewitalizacji terenu OSiR  obejmująca rekreację wodną, ale również między innymi  przystosowanie lodowiska krytego do funkcji całorocznej hali widowiskowo- sportowej, a także powstanie krytej trybuny na stadionie piłkarskim ma tylko jedną wadę wykluczającą realizację - projekt ten przygotowano w czasie prezydentury Wojciecha Murdzka. A może prawda jest banalnie prosta? W kampanii wyborczej opłacało się „ściemniać’ mieszkańców, a dzisiaj realizuje się swój prawdziwy pomysł na miasto. Niestety, okazało się, że oprócz festiwalu reżyserii, Kongresu Regionów, Parku Centralnego i paru innych rzeczy także aquapark się w nim nie mieści. Sorry, taki mamy klimat?

Przyznam, że nie interesuje mnie szczególnie, jak swoją wiarygodność wobec świdniczan traktuje pani prezydent. Jakąś zagadką pozostaje, jednak co myślą o sprawie aquaparku radni, posłowie i niektórzy dziennikarze – dotychczasowi orędownicy koncepcji obiektu „na miarę” Świdnicy. Na razie nie ujawniają swoich opinii. Być może gdzieś w zaciszu, po raz kolejny testują giętkość swych kręgosłupów. Jest cicho, cichutko.