wtorek, 27 stycznia 2015

Nudziarzom i hejterom.




Jakiż ten świat jest przewidywalny, wręcz nudny!
Moje działanie wywołane zapowiedzią koncertu zespołu Vader wywołało reakcje dokładnie takich, jak się spodziewałem. Odezwał się chór adwersarzy piszących o cenzurze, wolności słowa, sztuce, patologiach w Kościele itp. czyli o wszystkim, tylko nie istocie sprawy. Dlatego uważam, że chórzyści dobrze by zrobili, gdyby zamiast powielania sloganów typowych dla panoszącej się poprawności politycznej zechcieli odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy istnieją dobro i zło, czy nie istnieją?

I nie chodzi nawet o wymiar metafizyczny tych pojęć - nie chcę wymagać od nich zbyt wiele. Na potrzeby tej dyskusji wystarczy pewnie odwołanie się do codziennego doświadczenia życiowego. Czy dyskutanci rozróżniają (niezależnie od swego światopoglądu, wiary lub niewiary w Boga, religijności) czyny dobre od złych? Jeśli nie, to nie powinni się trudzić się czytaniem dalszego ciągu. Jeśli jednak odróżniają, to warto ich zapytać jeszcze o to, czy jakikolwiek pierwiastek dobra odnajdują w piosenkach epatujących opisami krwawych rzezi, wezwaniami do gwałtu i okrucieństwa, bluźnierstwem oraz pochwałami piekła i szatana? Wybrane cytaty z dorobku Vedera przytoczyłem w poprzednim wpisie.

Można, jak mój sympatyczny znajomy Marek, uważać, że słowa te są bez znaczenia, gdyż sympatycy tej muzyki nie rozumieją przekazywanych im treści lub są na nie impregnowani. Moim zdaniem, to jednak teza nieprawdziwa. Każdy przytomny człowiek przyzna, że otwarcie się na przekaz zła w krystalicznej jego postaci nie jest obojętny dla osobowości człowieka. Jeśli któryś mędrek uważa inaczej, niech obali podstawowe kanony jakiegokolwiek wychowania. Jego naczelną zasadą niezależnie od kultur i religii jest zawsze to samo- promowanie dobra, deprecjonowanie zła.

Marne jest także tłumaczenie mi przez Marka, że wszystko jest O.K, bo „rock to rodzaj sztuki”. Po pierwsze, nie każdy rock nawiązuje do satanizmu, zresztą ja także lubię mocne brzmienia. Po drugie, „rodzajem sztuki” (dokładniej poezji   uprawianej z dziewczyną), pewien młodzieniec tłumaczył niedawno zarżnięcie nożem swoich rodziców. Nie wydaje mi się, żeby z akceptacją przyjmowali to wyjaśnienie rodacy dowiadujący się o zbrodni ze wszystkich ogólnopolskich mediów. Wartości artystycznych tego czynu pewnie nie będzie też brał pod uwagę sąd.

Nie twierdzę, że każdy kontakt z mrocznym rockiem przemienia człowieka w zwyrodnialca. Podobnie nie każde przyjęcie działki amfetaminy prowadzi do nałogu, a każde cudzołóstwo do perwersji seksualnych. „Fajna zabawa” kończy się jednak, gdy na przykład czyjś syn rujnuje sobie życie, jako narkoman, a czyjaś córka gimnazjalistka na imprezie jest tak pijana, że nawet nie pamięta, kto ją zgwałcił.  

Brutalne? Nierzeczywiste? Niestety, w realu w ten sposób weryfikuje się prawdziwość bezmyślnych opinii wygłaszanych przez dyskutantów, którzy są przekonani, że igranie ze złem, nie jest proszeniem się o kłopoty. Najlepiej przetestować sensowność takich poglądów w odniesieniu do bliskich sobie osób. Polecam tę metodę wydawcy lokalnego tygodnika, który jak twierdzi zdołał odkryć w twórczości Vadera istotne wartości i uznaje ich koncert za wydarzenie.  Ponieważ nie życzę mu źle, zachęcam, żeby zanim swoim córkom, których szczęśliwe buzie prezentuje na facebooku zaaplikuje dużą dawkę owych „wartości”, prześledził statystyki samobójstw. Jeśli poszuka, znajdzie też doniesienia medialne o wyczynach otumanionych dewiantów, którym się wydawało, że uczestniczą w jakiejś natchnionej, tajemniczej misji Antychrysta.

Oczywiście, każdy zrobi jak uważa. Respektowana jest przecież rzymska zasada „Volenti non fit iniuria” (Chcącemu nie dzieje się krzywda). Ja uważam koncert Vadera za zło, ale jeśli ktoś ma ochotę na udział - proszę bardzo, życzę miłych wrażeń. Jednak z powodów opisanych wyżej, uważam, że wydarzenia takiego nie powinny organizować instytucje kultury podległe pani prezydent miasta. Trochę dlatego, że jej to nie przystoi i byłoby ewidentnie sprzeczne z wymową innych podejmowanych przez nią publicznie gestów. A trochę dlatego, że tłumaczyła likwidację festiwalu reżyserii filmowej, jego niedostatecznym poziomem artystycznym.  Nie da się chyba uzasadnić, że planowany koncert jest pod tym względem lepszy.

Tyle mam w tej sprawie do powiedzenia. Przynajmniej tym, którzy nawet, jeśli się ze mną nie zgadzają, potrafią to rzeczowo uzasadnić i ze zrozumieniem podejść także do moich racji. Pozostałym „chórzystom” spokojnie, bez żadnej emocji, traktując to nie, jako ich ocenę, lecz obiektywny fakt napiszę tak: nie jesteście przeciwnikami cenzury, nie jesteście bojownikami o wolność, nie jesteście antyklerykałami. Nie jesteście nawet cynikami. Jesteście durniami. Po prostu.  

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Kopyto i zapach siarki.



W miniony piątek Rada Miejska uchwaliła budżet na rok 2015.
-Dlaczego nie zrobiła tego na sesji grudniowej?
-Bo nowa pani prezydent chciała mieć możliwość dogłębnego przeanalizowania projektu przygotowanego jeszcze przez prezydenta Wojciecha Murdzka.
-Jakie zmiany wprowadziła po namyśle trwającym półtora miesiąca?
- Same „kosmetyczne” korekty z jednym wyjątkiem- 230 tys. przesunęła z promocji miasta na imprezy kulturalne realizowane przez ŚOK. To ma być podobno „oczko w głowie” nowej władzy, gdyż jak powiedziała pani Beata Moskal-Słaniewska: „ośrodek najlepiej wykonuje zadania z zakresu kultury”.
- Czy widać już efekty nowej polityki kulturalnej miasta?
- Oczywiście, że tak.

Pod koniec lutego na zaproszenie ŚOK „zaszczyci” Świdnicę swoją obecnością „wybitny” zespół muzyczny o nazwie Vader. Media już zapowiadają, że będzie to wielkie wydarzenie. Wreszcie powieje wielkim światem w naszym prowincjonalnym miasteczku, którym na szczęście od pewnego czasu rządzi nowy prezydent z postępową koalicją SLD- PO! Zachęcony anonsami medialnymi poszukałem w Internecie tekstów piosenek grupy. Przyznam, że robią wrażenie. Przynajmniej na mnie. Fragmenty zamieszczam poniżej. Zainteresowanych pogłębieniem wiedzy odsyłam do portalu www.tekstowo.pl

Oświecone władze miasta i zespół pracowników ŚOK ( może lepiej, że nie potrafię imiennie wskazać, kto przyczynił się do zakontraktowania tak „znakomitej” kapeli) chcę jedynie zachęcić do kojarzenia pewnych faktów. Zupełnie niedawno cały świat zelektryzowało morderstwo popełnione w Paryżu przez muzułmańskich fanatyków. Zaraz potem bardzo wielu rozsądnych ludzi zwracało uwagę na skutki demontażu system wartości, na którym zbudowano cywilizację Zachodu. Tłumaczyli, że stajemy na straconej pozycji wobec każdej ideologii, która stosuje brutalną siłę, gdyż coraz bardziej wyzbywamy się własnej tożsamości,  a przez to argumentów na rzecz obrony naszego świata. Dokładnie takie są skutki rozmaitych perwersji, które aplikuje się znudzonym, żądnym prymitywnych podniet lub sfrustrowanym ludziom pod pozorem uprawiania sztuki.

Nie wiem, czy członkowie zespołu Vader są rzeczywiście satanistami, czy tylko w celach komercyjnych na scenie groźnie łypią oczami i wydobywają z gardzieli charkot o bzdurnej treści. Tak, czy inaczej propagują ewidentne zło, prowadzące do destrukcji. Dlatego nie powinno być dla nich miejsca na scenie ośrodka kultury utrzymywanego z podatków świdniczan. Przynajmniej ja uważam, że nowe władze miasta ruszając „z kopyta” w dziedzinie kultury nie powinny rozsiewać zapachu siarki.

Niestety, wygląda na to, że inny pogląd ma w tej sprawie pani prezydent i jej niezwykle dobrze wykształcony zastępca zajmujący się kulturą. W związku z tym, zwrócę się do nich z listem zawierającym prośbę o zreflektowanie się i korektę działań podejmowanych przez ŚOK.

Poniżej wybrane urywki „liryki” prezentowanej przez Vader.


Przechodząc przez pusty dom
Widzę coś na ścianie
Skrzyżowane patyki na ścianie
I klęczącego faceta mówiącego do metalowego posążku
Bóg jest Martwy! MARTWY! HALLELUYAH!

Smród spalonych ciał
Leżące zmasakrowane dziewice bez twarzy
Facet patrzący się w niebo
Śpiewający pieśni i jedzący piasek zmarnowania
Bóg jest Martwy! MARTWY! HALLELUYAH!



Świątynia śmierci w oparach mgieł
Ofiarny ołtarz szkarłatną zlany krwią
Upiorne oblicze w blasku czarnych świec
Wejdź! Płomienie spalą twoją duszę

Płonie świat
Płonie krzyż
Ginę ja
Giniesz ty

Ognia żar
Gorąca krew
Pewny bądź -
- Dostanie cię szatana gniew
Szatana gniew
Szatana gniew
Szatana gniew

Krzyk z otchłani piekieł
Płacz grzesznych, nędznych dusz
Taniec powstałych z grobu ciał
Opętany szaleńczy wir
Szatana gniew
Szatana gniew
Szatana gniew
Szatana gniew

Wielki sąd
Krwawy sąd
Bestii śmiech
Ognia swąd

Kozła znak
Kości stos
Grobu chłód
Śmierci głos

Woła...

Krzyk z otchłani piekieł
Płacz grzesznych, nędznych dusz
Taniec powstałych z grobu ciał
Opętany szaleńczy wir
Szatana gniew
Szatana gniew
Szatana gniew
Szatana gniew




Ukrzyżuj Pana
On niedługo powinien zstąpić do mnie
Wasze dusze są przeklęte, wasz Bóg upadł
By wiecznie mi służyć
Piekło czeka...

Poświęć życia wszystkich,
Wiem że oni wkrótce zginą
Ich dusze są przeklęte, aby gnić w Piekle
I utrzymywać ogień głęboko w środku
Piekło czeka...
Skórzani ludzie, zakuci w stal
Na plechach czujesz ich wzrok - dziki wzrok
W ciszy nocy łańcuchów zgrzyt
Dziki krzyk rozrywa mrok

Nadchodzi krwawej rzeźni dzień
Więc pięść stalową wznieś
Litości nie miej w sercu swym
Ty niesiesz GWAŁT I ŚMIERĆ
Ty niesiesz STRACH I ŚMIERĆ

Stalowe ostrze Twojego miecza
Tysiące głów kruszy i tnie
Niewinna krew, tysiące ciał
Twój okrzyk śmierci grzmi:
GIŃ PSIE !!!!


wtorek, 20 stycznia 2015

Falowanie i spadanie.



Czy ktoś pamięta jeszcze piosenkę zespołu Maanam „Raz dwa raz dwa”? Kora śpiewa w niej między innymi tak:

„Miraż tworzenia, złuda istnienia
Im wyżej skaczesz, tym bliżej dna

Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie
Ruch, magnetyczny ruch, ściana przy ścianie.”

Dlaczego przypominam ten tekst? Bo kojarzy mi się ze stylem działania nowej świdnickiej władzy, a w szczególności ze sprawą obwodnicy.

Przypomnę, że Wojciech Murdzek wystąpił z inicjatywą włączenia się mieszkańców w konsultacje ogłoszone właśnie przez ministerstwo. Jego apel spotkał się z oburzeniem pani prezydent miasta, która zasugerowała, że sama już wszystko świetnie załatwiła, więc aktywność świdniczan nie ma specjalnie dużego znaczenia. Jednak chwilę potem zorganizowała w marketach akcję zbierania przez radnych i urzędników podpisów pod stosowną petycją. Czy w takim razie ma to sens, czy nie ma?

Wspólnota Samorządowa nie zamierza rywalizować z nikim (także z panią Beatą Słaniewską-Moskal) pod względem ilości mieszkańców zachęconych do zajęcia stanowiska odnośnie tej inwestycji. Wystarczy nam, że uruchomiliśmy proces, którego władze miasta nie planowały, choć był konieczny. Założony sobie cel osiągnęliśmy. Szkoda tylko, że zamiast prostego gestu akceptacji, spotkaliśmy się z zarzutami, że nic w tej sprawie nie zrobiono przez ostatnie 12 lat. Trole, które tak twierdzą nie zająkną się nawet, że nie byłoby dzisiaj, o czym pisać do premiera i ministra gdyby nie starania poprzedników na rzecz obwodnicy. O realizacji ”małej obwodnicy” nie wspomnę. Ale cóż- takie tam „falowanie i spadanie” i „ściana przy ścianie”.

Zresztą to nie jedyny przykład, jak obecna władza interpretuje rządy poprzedników. Z telewizyjnej wypowiedzi pani prezydent dowiedziałem się, że w minionym tygodniu podjęła wysiłek, aby „zaszczepić” (dosłownie) w Urzędzie Marszałkowskim pomysł remontu ulicy Wałbrzyskiej. To świetnie. Tyle tylko, że owo „zaszczepienie” dokonało się, gdy byłem jeszcze wiceprezydentem miasta. Śmiem nawet twierdzić, że ewidentnie „szczepka się przyjęła” już w październiku ubiegłego roku. Czyż to nie „ruch, magnetyczny ruch”?

Meandry myślenia, postaw i nastrojów nowej władzy widoczne są także w sprawie budżetu obywatelskiego. Koniecznie chcieliby coś zmienić, bo ich zdaniem dotychczas było „be”, ale nie wiedzą co, aby przekonać świdniczan, że pod nowymi rządami nastąpi „cacy”. A sprawa nie jest prosta, bo budżet obywatelski funkcjonował dobrze. Natomiast, niektóre propozycje formułowane obecnie przez reformatorów są wręcz infantylne. Jednym słowem „im wyżej skaczesz, tym bliżej dna”.

I na koniec jeszcze słowo o polityce mieszkaniowej. W tej dziedzinie podobno Świdnica stoi nad przepaścią. Jednak pani prezydent zapowiada duży krok naprzód. Ogłoszono nawet, że tworzony jest nowy program mieszkaniowy. Jeszcze nie wiadomo, jaki przyjmie kształt, ale oczywiście będzie lepszy niż dotychczas. Ta pewność zderza się z faktem, że pracownicy odpowiedzialni w urzędzie za gospodarkę mieszkaniową parę dni po zapowiedzi jego powstania nic nie wiedzieli o nowym programie. Czyżby powstawał program- widmo? Nie, to tylko „miraż tworzenia, złuda istnienia”.

A teraz refren „raz- dwa, raz-dwa, raz- dwa….” i solówka na gitarze, więc falujmy i spadajmy. Wszakże trwa karnawał. Jeszcze trwa.

Na marginesie, piosenka jest fajna. Tekst dostępny pod linkiem:

Wykonanie:

Polecam:)
  

sobota, 10 stycznia 2015

Epoka lodowcowa?



Coraz liczniejsze są doniesienia, że nowa pani prezydent miasta decyduje o zaniechaniu wielu ważnych dla miasta przedsięwzięć zapoczątkowanych w okresie prezydentury Wojciecha Murdzka. Widać bardzo wyraźnie, że Beata Moskal –Słaniewska i towarzysze nie mają serca do szeregu dobrych, sprawdzonych i akceptowanych przez świdniczan pomysłów. Dlatego odkładają je do lamusa lub do „zamrażarki”. Coraz realniejsze jest, że tej zimy na naszych oczach rozpocznie się świdnicka epoka lodowcowa. 
Naprawdę rozumiem, że nowa władza potrzebuje czasu do ogarnięcia wielu spraw i ma prawo według swojego uznania kształtować politykę miasta. Jednak po tym, co mówią jej przedstawiciele i zwolennicy na temat budżetu obywatelskiego, słupek rtęci ewidentnie spada daleko poniżej zera.

Wczoraj media podały, że nie będą realizowane dwa wybrane przez mieszkańców projekty – zagospodarowanie terenu nad Zalewem Witoszówki i plaża nad Bystrzycą. Jako powód podano, że inwestycje te powstać mają w miejscach nie należących do miasta, więc nie można ich wykonać. Pragnę przypomnieć, że w pierwszej edycji budżetu aż pięć zadań zrealizowano na gruntach nie będących naszą własnością. Naprawdę, jest to do zrobienia, pod warunkiem, że się tego chce.

Podniesiono zarzut wobec budżetu obywatelskiego, że zawczasu nie wykonano ( a podobno było to konieczne) uzgodnień z instytucjami, które mogą oprotestować projekty. Rzeczywiście, teoretycznie jest takie ryzyko. Jednak rozwiązanie jest identyczne  jak wyżej- postarać się o akceptację. A nie słychać nic o heroicznej, lecz przegranej przez nowe władze batalii  o uzyskanie niezbędnych zgód. Zamiast tego, sugeruje się rzekome zaniedbania poprzedników podczas weryfikacji wniosków do b.o.  

Oczywiście, podczas ich analizy brano pod uwagę realność wykonania. Kierowany przeze mnie Zespół Konsultacyjny uzgodnił zasadę, że pod głosowanie poddane będą wszystkie wnioski, których realizacji nie można wykluczyć. Dla pozostałych przyjęto domniemanie wykonalności. To trafne założenie (w pierwszej edycji 100 procent zadań zrealizowano lub realizacja jest na ukończeniu ). Podejście takie było sensowne jeszcze z innego powodu. Skoro obywatele przedstawili prawie 100 propozycji, a w głosowaniu wybierali kilkanaście z nich, szczegółowe opracowanie wszystkich zadań byłoby bezsensowne. Zdecydowanie lepiej jest skoncentrować się na tych, które ostatecznie decyzją mieszkańców znajdą się w budżecie miasta uchwalanym przez Radę Miejską.  
Żeby nie było niedomówień, taki sposób postępowania zespołu akceptowany był przez jego członków reprezentujących kluby radnych SLD- Janusz Solecki, PO- Krzysztof Grudziński, ŚFR- Rafał Ząbczyk i WS.  Trzy pierwsze z wymienionych tworzą dzisiaj koalicję.

Gdyby ktoś usiłował pokrętnie dowodzić, że nowa pani prezydent obnażyła niedostrzegane przez innych wady budżetu obywatelskiego, mam dodatkową informację. Rezultaty głosowania drugiej edycji b.o przedstawione były na sesji we wrześniu ubiegłego roku. Ani podczas jej trwania, ani podczas rozmowy przed kamerą portalu Świdnica 24 pani Beata Moskal-Słaniewska nie formułowała podobnych zastrzeżeń. Raczej wyrażała obiekcje, że głosować można było także na projekty przygotowane przez Miasto (siłą rzeczy szczegółowiej przeanalizowane), a nie wyłącznie na proponowane ad hoc przez świdniczan (z zasady pozbawione uzgodnień, kosztorysów itp.).

Nie chcę spekulować na temat motywów działania nowej władzy. Być może przeżywa szok poznawczy, bo uwierzyła, podobnie, jak wielu świdniczan, że problemy rozwiązują się same. Ponieważ Wojciech Murdzek i współpracownicy rzadko mówili o trudnościach, można było  odnieść wrażenie, że wystarczy tylko wypowiedzieć odpowiednie życzenie i sprawa jest załatwiona. Jeśli by tak było, każdy mógłby być skutecznym prezydentem. Rzeczywistość jest jednak inna. Każdy większy, czy mniejszy sukces wymaga wysiłku urzędników miejskich, a tam gdzie ich możliwości i kompetencje nie wystarczą, także ewidentnego zaangażowania prezydenta. Nie da się inaczej. Żadnym rozwiązaniem nie jest ucieczka od problemów lub wymyślanie nieprawdziwych pretekstów usprawiedliwiających zaniechania.   

W piątek przyjrzałem się pracom prowadzonym na budowie ul. Kliczkowskiej. Byłem pod wrażeniem, jak wiele brygad pracuje, żeby dotrzymać bardzo napiętego terminu wykonania tej inwestycji. Decydując się na nią krótko prze wyborami, mieliśmy świadomość istniejącego ryzyka, ale w interesie Świdnicy podjęliśmy wyzwanie. Dzisiaj ruch tam panujący jest argumentem, że może mój pesymizm nie jest do końca uzasadniony. Naprawdę, wbrew innym faktom chciałbym wierzyć, że nie pokryje naszego miasta gruba warstwa długotrwałej zmarzliny.  





środa, 31 grudnia 2014

Tango miejskie.




Żaden dzień roku nie kojarzy się bardziej z tańcem niż 31 grudnia. Zacząłem sobie przypominać lekcje sprzed lat i podstawowe kroki pokazywane przez trenera. Na przykład tango: dwa wolne, potem dwa szybkie, wolny, znowu dwa szybkie i na końcu ponownie wolny.  Jednak ostatni dzień roku, to także czas podsumowań, a mnie wciąż „kręcą” sprawy miasta. Pewnie, dlatego połączenie dwóch dziedzin moich zainteresowań doprowadziło mnie do zaskakującego (także dla mnie samego) skojarzenia. Wydaje mi się, że pod wodzą obecnej prezydent Świdnicy, nowa władza postępuje w rytmie tanga. Czyż nie? Prześledźmy jej pierwsze kroki. Ja widzę je tak.

Pierwszy krok wolny- uchwalanie budżetu na 2015 rok. Można to było zrobić, jeszcze w grudniu, ale stwierdzono, że nie ma powodu do pośpiechu. Projekt przygotowany jeszcze przez prezydenta Murdzka (traktowany obecnie, jako prowizorium) zapewnia spokojne funkcjonowanie miasta. W związku z tym można jeszcze przez jakiś czas popracować nad zmianami, które spowodują, że prezydent Moskal-Słaniewska uzna, że budżet jest w pełni jej autorstwa. I bardzo dobrze.

Drugi krok wolny- dobór ekipy, która rządzić będzie Świdnicą przez najbliższe cztery lata. Wcześniej nie zdarzyło się w historii naszego samorządu, żeby w miesiąc po wyborach nie było wiadome, kto zostanie wiceprezydentem lub żeby nie powołano rzecznika prasowego. Zamiast tego jakieś dziwne funkcje w urzędzie zaczęły pełnić osoby, które nie miały do tego formalnych uprawnień. Na przykład stałym gościem prezydenta i pierwszego zastępcy oraz uczestnikiem „przesłuchań” urzędników przez Beatę Moskal-Słaniewską był Adam Markiewicz. Co więcej, poufne dokumenty osobowe trafiały do rąk osoby, o której się mówi, że w przyszłości będzie zajmowała się przetargami. Na razie pełniła rolę kogoś w rodzaju „personalnej”. 

Pierwszy krok szybki- ustalenie przez Radę Miejską wynagrodzenia nowej prezydent.  Chodzi oczywiście o szybkość, z jaką popierający ją radni uznali, że powinna zarabiać tyle, co poprzedni prezydent. Warto pamiętać, że Wojciech Murdzek takiej pensji doczekał się dopiero po sześciu latach sprawowania urzędu. Wcześniej zarabiał mniej i dopiero efekty jego pracy przekonały radnych do dania mu podwyżki. A skoro, mowa o pieniądzach, warto odnotować, że w niespełna trzy tygodnie po swoim zaprzysiężeniu pani prezydent zdążyła wypłacić nagrody pracownikom urzędu. Nie jakieś wielkie- najwyższa podobno wynosiła 1800 zł. To się nazywa szybkość w działaniu!

Drugi krok szybki połączony ze zwrotem do pozycji promenady- wycofanie się z deklaracji obniżenia mieszkańcom opłat za odpady komunalne. To naprawdę spektakularna „figura” zwrot. Wcześniej przedstawiciele SLD wielokrotnie twierdzili, że opłaty są zbyt wysokie, a miasto „dorabia” się na swych obywatelach. Siedem dni po zaprzysiężeniu Beaty Moskal- Słaniewskiej, podczas sesji Rady Miejskiej świdniczanie usłyszeli, że obniżenie opłat nie jest możliwe.

Krok wolny w pozycji otwartej promenady- ściśle wiąże się z poprzednim. Na tej samej sesji zadecydowano, że miasto jednak nie przejmie odpadów z nieruchomości niezamieszkałych (firmy, biura, działki). Najbardziej ucieszyli się ci, którzy obecnie pozbywają się śmieci po cichu, na koszt mieszkańców. Pozostaną bezkarni przynajmniej jeszcze przez pół roku. Ogłoszono, bowiem że tyle czasu potrzebuje nowa władza, żeby przeanalizować sprawę.  Dziwię się, bo nowy wiceprezydent pracował kilka lat w PUO, więc chyba ma niezłą orientację w sytuacji. Nad czym będą się, więc zastanawiać rządzący Świdnicą? Nie mam pojęcia, bo wszystkie analizy i propozycje korekt zostały przygotowane i czekały tylko na wdrożenie. Na pocieszenie obywatelom „robionym w jelenia” zapowiedziano przeprowadzenie jakiś kontroli, które mają ukrócić nielegalne pozbywanie się odpadów. To niedorzeczność nadająca się na określenie „ściema” roku. O szczegółach w innym wpisie, bo nie da się tego wyjaśnić w dwóch zdaniach.

Krok szybki- „pogonienie” wykonawcy przebudowy Parku Centralnego. Akurat w tym przypadku nowa władza nie marudziła. Ponieważ firma nie trzymała się harmonogramu (opóźnienie około miesiąca), miasto odstąpiło od umowy. Mogło tak postąpić, ale czy powinno? Wykonawca jest dosyć wiarygodny, a inwestycja realizowana jest wyłącznie ze środków budżetu, nie ma więc żadnego zagrożenia, że z powodu zmiany terminu stracimy jakieś dofinansowanie. Nadrobienie zaległości w trochę martwym sezonie zimowym jest dosyć prawdopodobne. A jeśli nawet się to nie uda, zakończenie inwestycji miesiąc lub dwa później nie będzie chyba wielkim nieszczęściem. Zwłaszcza, że ponowienie przetargu i wyłonienie nowego wykonawcy także zajmie podobny okres czasu. Powstaje jednak ryzyko, że zapłacimy zdecydowanie więcej. Firma „Zbylbruk” była tańsza nawet o ponad 2.5 mln zł od konkurencyjnych i nie zgłaszała w trakcie przetargu uwag do dokumentacji. Nie jestem pewien, czy podobnie postąpią inni uczestnicy ponowionego postępowania? W każdym razie ja na miejscu obecnych władz, nie spieszyłbym się tak bardzo z unieważnieniem umowy. Wygrać możemy na tym niewiele, a przegrać całkiem sporo.

Ponowny krok szybki- zapowiedzi dodatkowych pieniędzy na oświatę. Na spotkaniu z dyrektorami szkół nowa prezydent zapowiedziała dodanie im pieniędzy. Mają być jednak skierowane nie wprost na edukację dzieci, lecz na …..dodatkowe etaty administracyjne! Złośliwi twierdzą, że trzeba gdzieś upchać ludzi, którym się obiecało pomóc. Wkrótce przekonamy się, czy to prawda.   

Ostatni wolny krok i przyjęcie pozycji zamkniętej- spowolnienie wydawania Kart Dużej Rodziny. Program ten szczególnie doceniany przez prezydenta Murdzka wymyślono i wdrożono w Świdnicy wcześniej niż w całej Polsce. Zwróciło to uwagę na Świdnicę, a w dowód uznania otrzymaliśmy nagrodę w wysokości 350 tys. zł nagrody. Pracownik urzędu, który zajmował się tworzeniem i wydawaniem tych kart świdniczanom dowiedział się dzisiaj, że nie będzie z nim przedłużona umowa o pracę na dalsze miesiące. Gdyby nie poprzedni krok, może uwierzyłbym, że celem jest walka z biurokracją.

No to sobie potańczyliśmy. Na razie to pierwsze, jeszcze trochę nieśmiałe takty miejskiego tanga. Sadzę, że w miarę upływu czasu zobaczymy naprawdę „nieziemskie” figury. A że, ten taniec może być jednak piękny, można się przekonać oglądając choćby film pod poniższym linkiem. Tyle tylko, że nie każdy jest Antonio BanderasemJ

https://www.youtube.com/watch?v=6lAKlYTQVKY

wtorek, 16 grudnia 2014

Bliżej ludzi- część pierwsza



Odpady komunalne- czy może być nudniejszy temat do opisania na blogu? I właściwie kogo to obchodzi?

Obchodzi mnie i nie jestem sam. Również nowa pani prezydent jest sprawą bardzo zainteresowana. W kampanii wyborczej, a także zaraz po zaprzysiężeniu stwierdziła, że miasto nie będzie się zajmowało odpadami komunalnymi wytwarzanymi przez firmy, instytucje publiczne itp. Jutro mają jej decyzję przyklepać radni, unieważniając uchwały podjęte przez Radę Miejską kilka miesięcy temu.

Jakie są tego powody? Pani prezydent stwierdziła, że miasto ma wystarczająco dużo zadań, więc nie powinno przejmować kolejnych obowiązków, skoro z  gospodarką odpadami jest nieźle. Krótko mówiąc - po co dodawać sobie niepotrzebnej pracy? Szkoda „prądu”.
To uzasadnienie pozornie brzmi dość logicznie, ale niestety, nie jest prawdziwe. Dlaczego? Bo znaczna część odpadów pochodzących z nieruchomości niezamieszkałych (firmy, biura itp.) jest podrzucana do pojemników przeznaczonych dla zabudowy mieszkaniowej. Wynikają z tego dwa problemy- częsty bałagan i płacenie przez mieszkańców za nie swoje śmieci.

Najpierw o pieniądzach. Jak wiadomo, za odbiór śmieci z wytwarzanych w gospodarstwach domowych mieszkańcy płacą tzw. podatek śmieciowy na podstawie składanych przez siebie deklaracji. Takiego obowiązku nie mają właściciele nieruchomości niezamieszkałych. W związku z tym, często nie wiadomo ( i nie ma sposobu na ustalenie tego), ile odpadów produkują i gdzie mają swoje pojemniki. Nierzadko w ogóle ich nie posiadają, co wykazywały kontrole przeprowadzane w pierwszej połowie roku. W rezultacie firma śmieciowa wywożąc odpady z gospodarstw domowych, przy okazji usuwa wszystkie pozostałe, za które nikt nie płaci, albo robi to w wysokości symbolicznej. W rezultacie i tak płacą lokatorzy i właściciele mieszkań, tyle że za pośrednictwem budżetu miasta. To chcieliśmy zmienić od styczna – płacić mieli wszyscy. Jednak nowa władza postanowiła inaczej.

Obawiam się, że będzie jeszcze gorzej niż dotychczas, gdyż zmienił się sposób rozliczania ze „śmieciarzami” wyłonionymi w przetargu. Ponieważ do tej pory odbierali odpady wyłącznie od mieszkańców, miasto płaciło miesięczny, stały ryczałt oszacowany przez firmy śmieciowe na podstawie ilości obsługiwanych ludzi i średniej ilości wytwarzanych przez osobę odpadów. Ponieważ w 2015 roku planowaliśmy przejąć odpady także od nieruchomości niezamieszkałych, a nie mieliśmy żadnych danych niezbędnych do określenia, ile tych odpadów będzie, metoda płacenia miała być inna. W przetargach rozstrzygniętych w ostatnim czasie ustalono cenę jednostkową za tonę odebranych śmieci. Oznacza to, że im więcej odpadów uda się komuś podrzucić do pojemników obsługiwanych przez miasto, tym bardziej mieszkańcy dostaną po kieszeni.  

Teraz o bałaganie. Skoro różne podmioty podrzucają „z partyzanta” swoje odpady np. kartony z opakowań, nie sposób zorganizować sensownego systemu ich sprzątania. Pojemniki nagle, w nieregularnych odstępach czasu stają się przepełnione lub wokół nich pojawiają się odpady składowane w workach, kartonach lub rzucane luzem. Można reagować tylko po fakcie, jeśli zgłosi go mieszkaniec, Straż Miejska lub zauważy to kontrolujący miasto urzędnik. Powstaje bałagan, a jego usunięcie jest zlecane doraźnie, co oznacza zwiększone wydatki. 

Oczywiście, opisane zjawiska w największym stopniu dotyczą centrum miasta. Faktem jest także, że zwłaszcza tutaj obiektywną trudnością jest ustawienie odrębnych pojemników dla każdego podmiotu. Jest ich ogromna ilość, a miejsca bardzo mało. Dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest ustawienie wspólnych pojemników dla mieszkańców, firm, sklepów, biur itp. Jednak bez przejęcia wszystkich odpadów przez miasto nie da się tego zorganizować i rozliczyć. Nie można, bowiem, pogodzić opróżniania tych pojemników przez firmę „miejską” i jednocześnie przez inne firmy działające według dowolnego uznania np. przedsiębiorców.  Ze względów organizacyjnych musi być jeden operator i jeden płatnik, który wie, jaką „składkę” mają mu wszyscy wpłacić i pilnuje tego.  

Tak wygląda realna sytuacja. Można udawać, że się nie widzi obecnych mankamentów lub próbować pokonać istniejące trudności. Rozwiązaniem z powodzeniem praktykowanym w wielu miejscach w Polsce (także na Dolnym Śląsku), jest przejęcie przez miasto odpowiedzialności za wszystkie odpady komunalne. W Świdnicy jest to także możliwe, gdyż w ostatnich tygodniach dopracowano szczegóły i poprawiono błędy, których nie ustrzegliśmy się w uchwałach przyjętych w sierpniu. Zaletą takiego podejścia do sprawy jest to, że każdy podmiot płaci, ile powinien. Nie ma, więc motywacji do oszukiwania, a weryfikacja wypełniania obowiązków jest w miarę łatwa. Alternatywą jest ogromna rozbudowa systemu kontroli, stosowanie monitoringu itp., które i tak okażą się nieskuteczne zarówno pod względem porządku, jaki i elementarnej sprawiedliwości. Niemniej wymagać będą stałego wykonywania dodatkowej wielkiej pracy, a przecież tego właśnie pani prezydent chciała uniknąć. Czyż nie?

Na marginesie, warto zwrócić uwagę, że w porządku obrad wtorkowej sesji nie ma korekty wysokości opłat za gospodarowanie odpadami. W ostatnich miesiącach SLD wielokrotnie twierdziło, że są za wysokie, a miasto dorabia się na obywatelach. Czy coś się w tym względzie zmieniło po 30 listopada? To znamienne, że w dziedzinie gospodarki odpadami pierwsze decyzje utrwalają „szarą strefę” przedsiębiorców kosztem właścicieli i najemców mieszkań. Jednak bądźmy cierpliwi. Może nie jest to ostatnie słowo w kategorii „bliżej ludzi”. 

niedziela, 7 grudnia 2014

Czwarta kwarta.




W piątek ostatecznie rozstałem się z moim dotychczasowym miejscem pracy – Urzędem Miejskim. Było to dla mnie ważnych dwanaście lat życia. Dlatego nie ukrywam, że z żalem opuszczam funkcję w sprawowanie, której zaangażowałem całe swoje serce i umiejętności. Staram się unikać zbędnego patosu, ale wyznam, że bycie wiceprezydentem mojego miasta uważałem zawsze za coś zdecydowanie więcej niż tylko jedną z możliwych opcji zatrudnienia. Pewnie z tego powodu tak trudno mi się stąd odchodzi.

Szczerze dziękuję wszystkim moim współpracownikom. To bardzo liczna grupa ludzi. Osiągnięcia minionych trzech kadencji są rezultatem ich pracy, do której dołożyłem cząstkę siebie. Nie wymienię żadnego nazwiska, ale szczególne cenię sobie kreatywność, zaangażowanie i rzetelność kilku osób, które w największym stopniu przyczyniły się do sukcesu Świdnicy w dziedzinach odpowiadających mojemu zakresowi obowiązków. To przede wszystkim ze względu na nich, użyłem słowa „sukces”, chociaż niezwykle rzadko to robię.  Elementarna sprawiedliwość domaga się uznania rzeczywistej wartości ich pracy. A przecież, może się zdarzyć, że wkrótce usłyszą inne oceny swojego dorobku. Oby tak nie było.

Powszechnie znana jest moja wielka rezerwa wobec SLD sięgającego obecnie po władzę w mieście. Niemniej życzę im powodzenia, bo Świdnica jest jedna. Dlatego zaproponowałem nowej pani prezydent odbycie spotkania z moim następcą Markiem Suwalskim. Chcę przekazać mu listę spraw, według mnie, najpilniejszych do podjęcia. Choć miasto pozostawiamy w bardzo dobrej pozycji wyjściowej do kontynuacji rozwoju, jest i będzie, nad czym pracować. Przyznam, że odczuwam pewną ulgę ( to dla mnie jedyne pozytywny rezultat obecnej zmiany), że od dzisiaj już nie będzie ciążyła na mnie odpowiedzialność za tak wiele rzeczy. Nigdy od takiej odpowiedzialności nie uciekałem, co wielokrotnie irytowało moich krytyków. Z tego też powodu często zarzucali mi krnąbrność i arogancję. Od teraz ktoś inny będzie się starał zaspokoić oczekiwania mieszkańców - wszystkie oczekiwania. Dobrze, jeśli sprosta nadziejom rozbudzonym podczas kampanii wyborczej.

Ostatnie dni w urzędzie to czas pożegnań. Niektórych bardzo wzruszających. Dostałem kilka rzeczy na pamiątkę. To przypomniało mi sytuację z początku mojej pracy. Nie wiem skąd, moi współpracownicy dowiedzieli się, że pogrywam jeszcze w koszykówkę. Na imieniny kupili mi piłkę do kosza. Bardzo fajną, skórzaną. Był na niej znaczek NBA- najlepszej ligi na świecie. Nie mówiłem tego wtedy, ale potraktowałem ich gest, jako wyzwanie bycia dobrym w tym, czego się podjąłem.

Pewnie wszyscy wiedzą, że mecze koszykówki składają się z czterech części. Dlatego teraz, używając przenośni, ale z pełnym przekonaniem, mogę stwierdzić, że po trzech kwartach rozgrywki o swą pomyślność Świdnica zdecydowanie prowadzi. Tuż przed decydującą kwartą kluczowi zawodnicy naszej drużyny zostali posadzeni na miejscach dla kibiców. Na boisku pojawili się dotychczasowi rezerwowi. Bardzo chcę, żeby wykorzystali ogromną szansę na zwycięstwo i mieli w nim swój rzeczywisty udział. Jednak, biada im, jeśli nie wykorzystają obecnego korzystnego rezultatu i spowodują porażkę w meczu prawie już wygranym. Przynajmniej ja nie potrafiłbym im tego zapomnieć.