Dzięki wynikom głosowania nad budżetem obywatelskim dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy o świdnickiej społeczności. Bez ryzykownych uogólnień zwracam uwagę na kilka faktów.
Przede wszystkim okazało się, że do głosowania poszedł (statystycznie) co trzeci uczestnik wyborów samorządowych. Wynik ten budzi szacunek, choć wcale nikt nie był pewien tak dobrego wyniku. Wprawdzie mieszkańcy zgłosili bardzo wiele projektów, co świadczyć mogło o ponadprzeciętnej aktywności, ale zainteresowanie spotkaniami organizowanymi w dzielnicach było raczej umiarkowane. Prawie 12.5 procentowa frekwencja przekonuje o słuszności zastosowanej przez nas zasady: jeśli składa się mieszkańcom poważną propozycję, można liczyć na poważną odpowiedź.
Bezapelacyjnym zwycięzcami głosowania zostały projekty, których istotą jest niesienie pomocy jej potrzebującym. Ilość głosów oddanych na hospicja, domy opieki i pomocy oraz schronisko dla zwierząt (także je zaliczam do tej kategorii) wskazuje, że jesteśmy pod tym względem bardzo wrażliwi. Byłoby ewidentnym uproszczeniem tłumaczenie, że to głównie seniorzy pod wpływem agitacji z ambony przesądzili sprawę. Wszakże każdy uczestnik mógł wskazać do trzech inwestycji. Fakt, że w pierwszej piątce najwyżej punktowanych zadań aż cztery dotyczyły tej dziedziny, poddaje w wątpliwość wskazaną tezę. Ogromna bezwzględna liczba głosów oddanych na nie całkowicie takie twierdzenia obala. Po prostu, jako świdniczanie pokazaliśmy swoje prawdziwe, być może dotychczas nieuświadamiane sobie, oblicze wobec problemu cierpienia i samotności.
Rozstrzygnięcia w dzielnicach są chyba dość zaskakujące. Pewnie można było przewidzieć, że wielu świdniczan zagłosuje na projekty dotyczące poprawy stanu chodników. Jednak zadziwiająco wysoko punktowane były propozycje budowy siłowni plenerowych. Aż sześć razy znalazły się one w pierwszej trójce najwyżej ocenianych zadań na poszczególnych listach. Wygląda na to, że na dobre zapanowała moda na zdrowy styl życia. Ciekawe jest jednak, czy te preferencje w głosowaniu potwierdzi realne życie i czy rzeczywiście świdniczanie będą gremialnie korzystać z urządzeń, które w tym roku zostaną zamontowane w różnych punktach miasta.
Chyba poniżej oczekiwań wypadły zadania, które, jeśliby polegać na częstotliwości mówienia o nich przez osoby uważające się za rzeczników mieszkańców, powinny być zwycięzcami konsultacji. Dobrym przykładem jest monitoring miejski. Chyba nie było w ostatnich latach spotkania z mieszkańcami w jakiejkolwiek dzielnicy bez głosu domagającego się znaczącego zwiększenia ilości zainstalowanych kamer. Okazało się jednak, że zgłoszono do budżetu obywatelskiego tylko pięć takich propozycji. Dwie z nich uzyskały dobry wynik, choć nie przebiły się wśród innych. Natomiast, trzy wnioski dotyczące monitoringu nie wywołały specjalnego zainteresowania.
Jeszcze jaskrawiej widać ten problem na przykładzie propozycji ustawienia w różnych punktach miasta stojaków na rowery. Moim zdaniem jest to racjonalne. Pamiętam jednak, że podczas jednej z komisji Rady Miejskiej część radnych i zaproszeni goście powołując się na domniemaną wolę mieszkańców nie mogli mi wręcz darować, że natychmiast nie wdrażam w życie ich propozycji. Nie wiem, co powiedzą teraz. Na ponad 6200 głosujących w budżecie obywatelskim, zadanie to wskazało jedynie 15 osób.
Bardzo nikłe zainteresowanie dotyczyło tak ważnej dziedziny, jak budownictwo mieszkaniowe. W ostatnich latach niezbyt wiele się działo, więc potrzeby są wielkie. Mimo tego złożono tylko dwa projekty, które zyskały bardzo nikłe poparcie. W szczególności konsternację może budzić fakt, że za wybudowaniem budynku socjalnego głosowały jedynie 82 osoby. Przypomnę, że kolejka na listach oczekujących liczy grubo ponad 300 pozycji.
Generalnie, względnie słabym poparciem cieszyły się projekty, które dotyczyły infrastruktury, zadań wpływających na rozwój miasta lub bardziej skomplikowanych problemów niż tylko zaspokojenie doraźnych potrzeb odczuwanych przez sporą część mieszkańców. Odwołując się ponownie do pracy Rady Miejskiej wskazać można pakiet zadań dotyczący rewitalizacji kwartałów w zabudowie staromiejskiej. Wielu radnych oraz przedstawiciele świdnickich przedsiębiorców powołując się na opinię bezpośrednio zainteresowanych, zgadzało się z naszym poglądem, że zagospodarowanie tych przestrzeni ma ogromne znaczenie, choćby dla rozwiązania problemu parkowania samochodów. To z kolei wpływa na ożywienie centrum miasta. Pytano mnie nawet, kiedy wreszcie Miasto się tym zajmie. A co na ten temat sądzą świdniczanie? Na 6 projektów tego rodzaju zagłosowało łącznie nieco powyżej 200 mieszkańców. Jest to wynik bardzo mizerny. Warto, żeby nad tymi liczbami zastanowili się zwłaszcza ci, którzy postulują coroczne zwiększanie puli pieniędzy przeznaczonych na budżet obywatelski. Dla mnie jest jasne, że warto dać wszystkim obywatelom prawo współdecydowania o znaczącej części wydatków inwestycyjnych. Nie mam jednak złudzeń, że w ten sposób właściwe finansowanie uzyska cała masa zadań, których realizacja jest bardzo, ale to bardzo uzasadniona.
Świetną ilustracją, o co mi chodzi, może być inwestycja, która otrzymała najmniej głosów- tylko 2. Rzecz dotyczy rozwoju turystyki, która w zgodnej opinii bardzo wielu mieszkańców powinna być naszym atutem. Ewidentną barierą w zwiększeniu ilości turystów jest brak parkingu dla autokarów. Radny Mariusz Barcicki zaproponował (według mnie bardzo słusznie) jego stworzenie w bliskości katedry. W urzędzie powstała koncepcja zatoki postojowej obok Banku Zachodniego. Opowiedziało się za jej realizacją dwoje mieszkańców. To powinno dawać do myślenia. I nie zmieni sytuacji odbycie podczas kolejnej edycji budżetu obywatelskiego szeregu dyskusji z udziałem mieszkańców. Zawsze liczba głosujących wielokrotnie przewyższać będzie ilość uczestników debat.
Na koniec akcent, być może świadczący o wielkim optymizmie świdniczan. Oddawali swe głosy kompletnie nie zważając na występujące przy wielu inwestycjach ostrzeżenia, że ich realizacja napotkać może na trudności. Najwyraźniej uznali, że jeśli wyrażą swą wolę, prezydent i jego ekipa znajdą skuteczną metodę wprowadzenia jej w życie. To spory kredyt zaufania. W tym roku zwycięskie projekty hospicjów najprawdopodobniej uda się realizować. Jednak na wypadek, gdyby w kolejnych latach miały wygrać pomysły jeszcze bardziej skomplikowane pod względem prawnym, finansowym lub technicznym, warto się zastanowić nad sensownymi ograniczeniami inwencji wnioskodawców składających swe propozycje. To bardzo delikatna materia. Jestem jednak przekonany, że jeśli zdarzyłby się przypadek nie wykonania zwycięskich inwestycji, rozczarowanie byłoby ogromne. Stawiałoby ono pod znakiem zapytania całą ideę budżetu obywatelskiego.
środa, 22 stycznia 2014
piątek, 10 stycznia 2014
To już (prawie) koniec.
Dobiega końca procedura budżetu obywatelskiego. Przed nami ostatni i najważniejszy jego element- głosowanie na zgłoszone projekty. Od jutrzejszego wieczoru uwaga skupiona będzie na wynikach głosowania, a potem na kreowaniu ojców sukcesu przedsięwzięcia lub szukaniu winnych jego niepowodzenia. Dlatego dzisiaj jest ostatni moment, aby skwitować podziękowaniami wszystko, co zdarzyło się do tej pory. W związku z tym:
1. Dziękuję młodym ludziom z ŚFR, którzy nagłośnili ideę budżetu obywatelskiego. Wydaje mi się, że traktowali lansowanie tego pomysłu przede wszystkim, jako metodę podszczypywania prezydenta Murdzka za rzekomą niechęć wobec uwzględniania głosu mieszkańców. Oddaję im jednak szacunek za to, że choć zaskoczyła ich odwaga prezydenta we wprowadzaniu b.o, nie dali po sobie poznać, że zabrano im „ulubioną zabawkę”. Komentarze przedstawicieli ŚFR wobec naszych działań były raczej przychylne, pozbawione złośliwości lub nieuzasadnionych pretensji.
2. Dziękuję także tym, którzy nie potrafili (choć próbowali) ukryć swej frustracji z powodu uruchomienia b.o. Szczególnie zabolało ich przeznaczenia przez prezydenta 3.5 mln. zł na b.o (kilkukrotnie więcej niż w większości innych miast) i sprawne wprowadzenie przemyślanej i dobrze ocenianej przez większość mieszkańców procedury jego tworzenia. Obserwowanie ich kwaśnych min i szczękościsku podczas formułowania opinii (także w formie pisemnej) na temat b.o upewniało nas, że idziemy właściwą drogą.
3. Dziękuję opozycji w Radzie Miejskiej, która co prawda, krytykowała wiele szczegółów, ale generalnie wypowiadała się ciepło o b.o, a nawet zadeklarowała pomoc w jego wprowadzeniu. Okazało się, że część opozycji pomoc tę realizowała przez absencję tzn. nie uczestnicząc w uzgodnionych wcześniej działaniach. Jednak i tak jestem jej wdzięczny, bo stały brak jej przedstawicieli na wyznaczonych spotkaniach poprawiał efektywność pracy wszystkich pozostałych uczestników.
4. Dziękuję radnym koalicji WS-PO. Część z nich była bardzo sceptyczna wobec idei b.o. Zwłaszcza po tym, jak zapoznali się z propozycją wprowadzenia b.o przygotowaną przez ŚFR. Tym większa im chwała, że zaufali prezydentowi, który zaangażował swój autorytet w przekonanie ich o słuszności decyzji uruchomienia b.o. Wielkie podziękowania dla radnych koalicyjnych, którzy od początku konsekwentnie opowiadali się za b.o.
5. Wielkie podziękowania dla mędrków, zwłaszcza ze świata lokalnej polityki, którzy, chociaż czasem pletli głupstwa, uatrakcyjniali swymi wypowiedziami spotkania informacyjne z mieszkańcami. Szczególnie w pamięci utkwiły mi wypowiedzi dwóch pań reprezentujących samorząd powiatowy. Ich stanowisko sprowadzało się do tego, że to dobrze, że „miasto” wprowadza b.o pod warunkiem, że do realizacji wybrane zostaną inwestycje należące do zadań „powiatu”.
6. Dziękuję wszystkim, którzy rozpowszechniali informacje o b.o. Często robili to ( i bardzo dobrze!) poprzez promocję zgłoszonych przez siebie zadań. Może nie jestem obiektywny, ale zwrócę uwagę, na działanie Wspólnoty Samorządowej, która przeprowadziła akcję pod nazwą „Wyobraź sobie, że…”, której celem nie była agitacja na rzecz preferowanych przez stowarzyszenie zadań, lecz przekonanie sceptyków do udziału w głosowaniu. Jest jakaś szansa na dobry skutek tej inicjatywy, bo wzbudziła ona spore zainteresowanie. Dodatkowy z niej pożytek dla naszej społeczności jest taki, że pewna Pani Redaktor miała okazję błysnąć talentem literackim, poczuciem humoru oraz zdolnościami analitycznymi. W szczególności w zakresie „katolickiej podbudowy Wspólnoty Samorządowej” (pisownia oryginalna) oraz twórczości Johna Lennona, w której odkryła wrogość wobec funduszy unijnych.
7. Dziękuję wszystkim świdniczanom, którzy nie przeszli obojętnie wobec propozycji uczestniczenia w b.o. Aktywność przybrała bardzo wiele pozytywnych form- zgłaszano projekty, uczestniczono w spotkaniach, zapisano się do składu komisji przeprowadzających głosowanie, przesyłano informacje i komentowano wydarzenia w Internecie. Bardzo pozytywną rolę odegrali świdniccy dziennikarze, szeroko informując o wszystkim, co b.o dotyczyło. W Urzędzie Miejskim wielu ludzi wykonało ogromną pracę przygotowawczą. Zrobiliśmy przez dwa miesiące znacznie więcej niż w innych miastach wprowadzających b.o robiono nawet przez pół roku.
Mam nadzieję, że gdy w niedzielę wieczorem poznamy wyniki głosowania, nie będziemy rozczarowani pod żadnym względem. Niezależnie od frekwencji, ilości głosów oddanych na poszczególne zadania i pomijając to, kto i na kogo krzywo spojrzał lub się obraził dokonało się z naszym udziałem coś dobrego i ważnego dla Świdnicy. Umiejmy się tym cieszyć, bo jest, czym. Potknięcia i niedoróbki poprawimy w następnych edycjach budżetu obywatelskiego.
1. Dziękuję młodym ludziom z ŚFR, którzy nagłośnili ideę budżetu obywatelskiego. Wydaje mi się, że traktowali lansowanie tego pomysłu przede wszystkim, jako metodę podszczypywania prezydenta Murdzka za rzekomą niechęć wobec uwzględniania głosu mieszkańców. Oddaję im jednak szacunek za to, że choć zaskoczyła ich odwaga prezydenta we wprowadzaniu b.o, nie dali po sobie poznać, że zabrano im „ulubioną zabawkę”. Komentarze przedstawicieli ŚFR wobec naszych działań były raczej przychylne, pozbawione złośliwości lub nieuzasadnionych pretensji.
2. Dziękuję także tym, którzy nie potrafili (choć próbowali) ukryć swej frustracji z powodu uruchomienia b.o. Szczególnie zabolało ich przeznaczenia przez prezydenta 3.5 mln. zł na b.o (kilkukrotnie więcej niż w większości innych miast) i sprawne wprowadzenie przemyślanej i dobrze ocenianej przez większość mieszkańców procedury jego tworzenia. Obserwowanie ich kwaśnych min i szczękościsku podczas formułowania opinii (także w formie pisemnej) na temat b.o upewniało nas, że idziemy właściwą drogą.
3. Dziękuję opozycji w Radzie Miejskiej, która co prawda, krytykowała wiele szczegółów, ale generalnie wypowiadała się ciepło o b.o, a nawet zadeklarowała pomoc w jego wprowadzeniu. Okazało się, że część opozycji pomoc tę realizowała przez absencję tzn. nie uczestnicząc w uzgodnionych wcześniej działaniach. Jednak i tak jestem jej wdzięczny, bo stały brak jej przedstawicieli na wyznaczonych spotkaniach poprawiał efektywność pracy wszystkich pozostałych uczestników.
4. Dziękuję radnym koalicji WS-PO. Część z nich była bardzo sceptyczna wobec idei b.o. Zwłaszcza po tym, jak zapoznali się z propozycją wprowadzenia b.o przygotowaną przez ŚFR. Tym większa im chwała, że zaufali prezydentowi, który zaangażował swój autorytet w przekonanie ich o słuszności decyzji uruchomienia b.o. Wielkie podziękowania dla radnych koalicyjnych, którzy od początku konsekwentnie opowiadali się za b.o.
5. Wielkie podziękowania dla mędrków, zwłaszcza ze świata lokalnej polityki, którzy, chociaż czasem pletli głupstwa, uatrakcyjniali swymi wypowiedziami spotkania informacyjne z mieszkańcami. Szczególnie w pamięci utkwiły mi wypowiedzi dwóch pań reprezentujących samorząd powiatowy. Ich stanowisko sprowadzało się do tego, że to dobrze, że „miasto” wprowadza b.o pod warunkiem, że do realizacji wybrane zostaną inwestycje należące do zadań „powiatu”.
6. Dziękuję wszystkim, którzy rozpowszechniali informacje o b.o. Często robili to ( i bardzo dobrze!) poprzez promocję zgłoszonych przez siebie zadań. Może nie jestem obiektywny, ale zwrócę uwagę, na działanie Wspólnoty Samorządowej, która przeprowadziła akcję pod nazwą „Wyobraź sobie, że…”, której celem nie była agitacja na rzecz preferowanych przez stowarzyszenie zadań, lecz przekonanie sceptyków do udziału w głosowaniu. Jest jakaś szansa na dobry skutek tej inicjatywy, bo wzbudziła ona spore zainteresowanie. Dodatkowy z niej pożytek dla naszej społeczności jest taki, że pewna Pani Redaktor miała okazję błysnąć talentem literackim, poczuciem humoru oraz zdolnościami analitycznymi. W szczególności w zakresie „katolickiej podbudowy Wspólnoty Samorządowej” (pisownia oryginalna) oraz twórczości Johna Lennona, w której odkryła wrogość wobec funduszy unijnych.
7. Dziękuję wszystkim świdniczanom, którzy nie przeszli obojętnie wobec propozycji uczestniczenia w b.o. Aktywność przybrała bardzo wiele pozytywnych form- zgłaszano projekty, uczestniczono w spotkaniach, zapisano się do składu komisji przeprowadzających głosowanie, przesyłano informacje i komentowano wydarzenia w Internecie. Bardzo pozytywną rolę odegrali świdniccy dziennikarze, szeroko informując o wszystkim, co b.o dotyczyło. W Urzędzie Miejskim wielu ludzi wykonało ogromną pracę przygotowawczą. Zrobiliśmy przez dwa miesiące znacznie więcej niż w innych miastach wprowadzających b.o robiono nawet przez pół roku.
Mam nadzieję, że gdy w niedzielę wieczorem poznamy wyniki głosowania, nie będziemy rozczarowani pod żadnym względem. Niezależnie od frekwencji, ilości głosów oddanych na poszczególne zadania i pomijając to, kto i na kogo krzywo spojrzał lub się obraził dokonało się z naszym udziałem coś dobrego i ważnego dla Świdnicy. Umiejmy się tym cieszyć, bo jest, czym. Potknięcia i niedoróbki poprawimy w następnych edycjach budżetu obywatelskiego.
piątek, 3 stycznia 2014
Imagine czyli wyobraź sobie...
W Nowy Rok w radiowej Trójce po raz kolejny nadawano listę przebojów wszechczasów. W pierwszej dziesiątce znalazł się między innymi przebój Johna Lennona pt. „Imagine”, w którym autor zachęca, żebyśmy odważyli się marzyć o lepszym świecie. Tekst utworu jest górnolotny, podana przez Lennona recepta na szczęście budzi uzasadnione wątpliwości, a wizje autora mało realistyczne. Mimo tego, piosenka skojarzyła mi się z rzeczą jak najbardziej konkretną, dotyczącą bieżącej chwili – budżetem obywatelskim.
To prawda, że „tradycyjny” budżet miasta nigdy nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb. Znaczącym faktem jest jednak i to, że „Imagine” Lennona jest popularne także dzisiaj. Ewidentnie mamy w sobie jakieś oczekiwanie, że sprawy pójdą inaczej, lepiej. Dlatego tym bardziej, nie przekreślajmy pragnień i aspiracji, lecz zaufajmy, że posługując się budżetem obywatelskim, jesteśmy w stanie załatwić kilka ważnych spraw poprawiających nasz lokalny świat? Bo to wcale nie jest fantazja. Jeśli tylko zechcemy, możemy tego dokonać. Pomyślmy raczej, jak mogłoby zmienić się nasze miasto, jeśli świdniczanie odważą się uruchomić swą wyobraźnię. Do wydania na projekty ogólnomiejskie jest 2.9 mln zł. Wyobraźmy, więc sobie …..
Ot, choćby nasze parki. Gdyby zagłosować na zadania ich dotyczące, moglibyśmy w 2015 roku na przykład spacerować eleganckimi alejkami Parku Centralnego wśród pięknych roślin lub odetchnąć przy efektownej fontannie. Jeśli interesuje nas bardziej aktywny wypoczynek możemy zdecydować o rewitalizacji parku przy ul. Sikorskiego. Według koncepcji przygotowanej na Politechnice Krakowskiej można w nim urządzić Ogród Asów Lotnictwa I Wojny Światowej. Częściami składowymi tego pomysłu są także: park linowy, ścieżka dydaktyczna ukazująca bogactwo dolnośląskiego świata roślin, a od strony ul. Wałowej, plac zabaw dla dzieci.
Pomyślmy o tym, o ile łatwiej, przyjemniej i bezpieczniej jeździłoby się po Świdnicy rowerem, gdyby zagłosować na ścieżki rowerowe zaproponowane w budżecie obywatelskim. Jest ich kilka: wzdłuż rzeki Bystrzycy, wzdłuż ul. Szarych Szeregów lub bez wskazania konkretnego miejsca, ale z bardzo konkretną kwota 1.5 mln zł.
Wyobraźmy sobie, jak na korzyść może zmienić się sytuacja świdniczan poddawanych najcięższej próbie- odchodzeniu najbliższych im osób cierpiących na nieuleczalne choroby prowadzące, często przez wielkie cierpienie, do nieuchronnej śmierci. W budżecie obywatelskim są dwa godne poparcia projekty budowy stacjonarnego hospicjum. Dla osób niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania dedykowane jest zadanie polegające na utworzeniu domu spokojnej starości.
A przez chwilę zastanówmy się, o ile piękniejsza byłaby świdnicka starówka, gdyby najwięcej głosów padło na rewitalizację staromiejskich kwartałów zabudowy. Urządzono by w nich oazy zieleni, miejsca do rekreacji, ale także stanowiska postojowe dla samochodów mieszkańców. Dzięki temu łatwiej byłoby zaparkować każdemu z nas na Długiej, Pułaskiego lub Grodzkiej, a w rezultacie powstałaby dodatkowa szansa na ożywienie centrum miasta.
Przedmiotem spełnionych marzeń może być także schronisko dla zwierząt, dzięki któremu z ulic znikną wałęsające się psy, a osoby gotowe zaangażować się w bezinteresowną pomoc dla nich zyskają miejsce, gdzie będą mogły to skutecznie robić. Czy kuszącą perspektywą nie jest zwiększenie ilości miejsc do rekreacji, nowych ulic, parkingów lub rozbudowa szkół? Czy nie chcielibyśmy, aby w szybkim czasie zaspokojone zostały potrzeby ujęte w projektach dzielnicowych, najbliższych naszemu otoczeniu?
Długa jest lista zadań, które mogą być zrealizowane w tym roku zgodnie z wolą mieszkańców wyrażoną w głosowaniu. Tak, czy inaczej, któryś z projektów uzyska największą liczbę głosów. Pytanie, jakie każdy z nas może sobie postawić jest następujące: czy jest mi wszystko jedno, co zostanie zbudowane?
Jeśli jestem gotowy, choć trochę, zaufać swojej wyobraźni i mam odwagę posiadać marzenia, powinienem zawalczyć o ich spełnienie. To przecież jest banalnie proste- poświęcić pół godziny, aby w wybranym lokalu wrzucić do urny listę inwestycji z zaznaczonymi swoimi preferencjami. W tekście piosenki Lennona jest zdanie: „Możesz mnie nazwać marzycielem, ale nie jestem jedyny”. Przekonamy się wkrótce, czy marzycieli- realistów jest wśród nas wystarczająco wielu, żeby warto było tworzyć możliwości dla ich aktywności i polegać na ich dążeniu do lepszej przyszłości Świdnicy.
Jeśli ktoś nie pamięta lub nie zna piosenki „Imagine”, jest do posłuchania tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=DVg2EJvvlF8
To prawda, że „tradycyjny” budżet miasta nigdy nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb. Znaczącym faktem jest jednak i to, że „Imagine” Lennona jest popularne także dzisiaj. Ewidentnie mamy w sobie jakieś oczekiwanie, że sprawy pójdą inaczej, lepiej. Dlatego tym bardziej, nie przekreślajmy pragnień i aspiracji, lecz zaufajmy, że posługując się budżetem obywatelskim, jesteśmy w stanie załatwić kilka ważnych spraw poprawiających nasz lokalny świat? Bo to wcale nie jest fantazja. Jeśli tylko zechcemy, możemy tego dokonać. Pomyślmy raczej, jak mogłoby zmienić się nasze miasto, jeśli świdniczanie odważą się uruchomić swą wyobraźnię. Do wydania na projekty ogólnomiejskie jest 2.9 mln zł. Wyobraźmy, więc sobie …..
Ot, choćby nasze parki. Gdyby zagłosować na zadania ich dotyczące, moglibyśmy w 2015 roku na przykład spacerować eleganckimi alejkami Parku Centralnego wśród pięknych roślin lub odetchnąć przy efektownej fontannie. Jeśli interesuje nas bardziej aktywny wypoczynek możemy zdecydować o rewitalizacji parku przy ul. Sikorskiego. Według koncepcji przygotowanej na Politechnice Krakowskiej można w nim urządzić Ogród Asów Lotnictwa I Wojny Światowej. Częściami składowymi tego pomysłu są także: park linowy, ścieżka dydaktyczna ukazująca bogactwo dolnośląskiego świata roślin, a od strony ul. Wałowej, plac zabaw dla dzieci.
Pomyślmy o tym, o ile łatwiej, przyjemniej i bezpieczniej jeździłoby się po Świdnicy rowerem, gdyby zagłosować na ścieżki rowerowe zaproponowane w budżecie obywatelskim. Jest ich kilka: wzdłuż rzeki Bystrzycy, wzdłuż ul. Szarych Szeregów lub bez wskazania konkretnego miejsca, ale z bardzo konkretną kwota 1.5 mln zł.
Wyobraźmy sobie, jak na korzyść może zmienić się sytuacja świdniczan poddawanych najcięższej próbie- odchodzeniu najbliższych im osób cierpiących na nieuleczalne choroby prowadzące, często przez wielkie cierpienie, do nieuchronnej śmierci. W budżecie obywatelskim są dwa godne poparcia projekty budowy stacjonarnego hospicjum. Dla osób niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania dedykowane jest zadanie polegające na utworzeniu domu spokojnej starości.
A przez chwilę zastanówmy się, o ile piękniejsza byłaby świdnicka starówka, gdyby najwięcej głosów padło na rewitalizację staromiejskich kwartałów zabudowy. Urządzono by w nich oazy zieleni, miejsca do rekreacji, ale także stanowiska postojowe dla samochodów mieszkańców. Dzięki temu łatwiej byłoby zaparkować każdemu z nas na Długiej, Pułaskiego lub Grodzkiej, a w rezultacie powstałaby dodatkowa szansa na ożywienie centrum miasta.
Przedmiotem spełnionych marzeń może być także schronisko dla zwierząt, dzięki któremu z ulic znikną wałęsające się psy, a osoby gotowe zaangażować się w bezinteresowną pomoc dla nich zyskają miejsce, gdzie będą mogły to skutecznie robić. Czy kuszącą perspektywą nie jest zwiększenie ilości miejsc do rekreacji, nowych ulic, parkingów lub rozbudowa szkół? Czy nie chcielibyśmy, aby w szybkim czasie zaspokojone zostały potrzeby ujęte w projektach dzielnicowych, najbliższych naszemu otoczeniu?
Długa jest lista zadań, które mogą być zrealizowane w tym roku zgodnie z wolą mieszkańców wyrażoną w głosowaniu. Tak, czy inaczej, któryś z projektów uzyska największą liczbę głosów. Pytanie, jakie każdy z nas może sobie postawić jest następujące: czy jest mi wszystko jedno, co zostanie zbudowane?
Jeśli jestem gotowy, choć trochę, zaufać swojej wyobraźni i mam odwagę posiadać marzenia, powinienem zawalczyć o ich spełnienie. To przecież jest banalnie proste- poświęcić pół godziny, aby w wybranym lokalu wrzucić do urny listę inwestycji z zaznaczonymi swoimi preferencjami. W tekście piosenki Lennona jest zdanie: „Możesz mnie nazwać marzycielem, ale nie jestem jedyny”. Przekonamy się wkrótce, czy marzycieli- realistów jest wśród nas wystarczająco wielu, żeby warto było tworzyć możliwości dla ich aktywności i polegać na ich dążeniu do lepszej przyszłości Świdnicy.
Jeśli ktoś nie pamięta lub nie zna piosenki „Imagine”, jest do posłuchania tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=DVg2EJvvlF8
środa, 25 grudnia 2013
Boże Narodzenie
Wszystkim zaglądającym na mój blog życzę dobrych, błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia.
Chciałbym, aby te Święta utwierdziły w nas pewność, że Światłość, która przychodzi w Wigilijną Noc jest stałą Obecnością, na dobre i na złe. Rozpoznanie Jej i przylgnięcie do Niej niech będzie motywacją do życia stale poszukującego prawdy, miłości, piękna oraz prawdziwego pokoju.
Chciałbym, aby te Święta utwierdziły w nas pewność, że Światłość, która przychodzi w Wigilijną Noc jest stałą Obecnością, na dobre i na złe. Rozpoznanie Jej i przylgnięcie do Niej niech będzie motywacją do życia stale poszukującego prawdy, miłości, piękna oraz prawdziwego pokoju.
wtorek, 17 grudnia 2013
Pociąg ruszył. Mamy apetyt na więcej.
Od poniedziałku, po kilkunastu latach przerwy, możemy ponownie jeździć pociągiem do Wrocławia. Wydarzenie opisywały świdnickie media, więc nie będę powtarzał znanych już informacji. Wolę napisać o rzeczach, które chyba nie są jeszcze oczywiste.
Co dalej z dworcem Świdnica Miasto?
W marcu powinna ruszyć kasa biletowa. Dla szynobusów nie jest konieczna, ale chcemy zapewnić możliwość nabywania w Świdnicy biletów na wszystkie połączenia kolejowe. Wcześniej kasy nie da się otworzyć, ponieważ Koleje Dolnośląskie najwcześniej pod koniec lutego będą dysponowały niezbędnym dla niej specjalistycznym wyposażeniem.
Uruchomienie linii do Wrocławia daje szanse na znalezienie w końcu podmiotu zainteresowanego prowadzeniem na dworcu gastronomii. Dotychczasowe próby zakończyły się niepowodzeniem, chociaż dwie sale konsumpcyjne i zaplecze kuchenne prezentują się znakomicie. Faktem jest jednak, że trudno zachęcać kogokolwiek do rozpoczęcia działalności w nieczynnym obiekcie. Prawdą jest również, że największą przeszkodą zniechęcającą do zainwestowania w bar lub restaurację są przepisy prawa. Wykluczają sprzedaż jakiegokolwiek alkoholu, a to pod wielkim znakiem zapytania stawia frekwencję w takiej knajpce i możliwość jej utrzymania się na rynku.
Co dalej z cenami biletów?
Ustalenie taryf należy do Kolei Dolnośląskich, a Miasto oferuje dodatkowe preferencje w postaci rabatów na przejazdy autobusami MPK. Kolejarze i przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego deklarują, że obecne ceny powinny być utrzymane, co najmniej, do końca 2014 roku.
Co z ilością kursów?
Kolejarze tłumaczą, że w przyszłym roku modernizowany ma być wrocławski węzeł kolejowy. W trakcie prac z trzech czynnych torów od strony zachodniej, dostępny będzie jeden, który stanie się tzw. wąskim gardłem. To jest, ich zdaniem, powód, że obecnie nie przewidziano więcej kursów na trasie Świdnica- Wrocław. Po zakończeniu prac deklarowane jest znaczące zwiększenie ich ilości. Mając w pamięci, że na linii Wrocław- Trzebnica również startowano z niewielką liczba odprawianych szynobusów, a obecnie jest ich zdecydowanie więcej, zapewnienia kolejarzy i reprezentantów samorządu wojewódzkiego brzmią wiarygodnie. Zobaczymy.
Co dalej z Centrum Przesiadkowym?
Gołym okiem widać, że prace posuwają się naprzód, choć nie tak szybko, jak byśmy chcieli. Powodem są niedoskonałości dokumentacji technicznej. Ponadto generalny wykonawca (bardzo doświadczona firma budowlana) stara się „ugrać” na kontrakcie, choć trochę więcej korzyści, niż w nim zapisano. Stąd nieco wyolbrzymia istniejące trudności – to taka metoda uzasadniania zwiększonych kosztów. Ta swoista rozgrywka trwa i nieco opóźnia prace, bo my oczywiście nie jesteśmy bierni wobec zapędów wykonawcy. Jednak jesień przyszłego roku jest zupełnie realnym terminem finału inwestycji.
Co dalej z torami?
Według zapewnień przedstawicieli samorządu wojewódzkiego i samych kolejarzy, jest praktycznie zapewnione finansowanie przebudowy szlaku pomiędzy Świdnicą i Jaworzyną. Przede wszystkim ma być zmodernizowany jeden z dwóch torów, którego zły stan powoduje, że do Jaworzyny jedziemy 10 minut dłużej niż w przeciwnym kierunku. Ponadto linia ma być zelektryfikowana. Ważne jest także to, że w zakres prac włączona ma być również nawierzchnia peronów w Świdnicy, które w dalszym ciągu należą do PKP, a nie Miasta. Obecnie kolejarze miejscowo poprawiają bruk, ale nie jest to działanie kompleksowe. Dla kierowców ważne jest, że w ramach rewitalizacji linii przebudowie ma podlegać także przejazd na ul. Wałbrzyskiej. Po przesunięciu rogatek, powstanie dodatkowy pas ruchu, który wpłynie na płynność przemieszczania się pojazdów. Całościowe koszty modernizacji szacowany jest prawie na 140 mln. Źródłem ich pokrycia mają być środki unijne, których duża część przeznaczona ma być na infrastrukturę kolejową.
Brzmi to wszystko bardzo obiecująco. Jednak nauczeni doświadczeniem, zachowujemy pewien dystans wobec informacji płynących z Urzędu Marszałkowskiego i z PKP. W stu procentach możemy brać odpowiedzialność tylko za rzeczy, które zależą bezpośrednio od nas samych. Mamy jednak ewidentny powód do optymizmu. Wszakże później niż kiedyś nas zapewniano, ale pociąg między Świdnicą i Wrocławiem ponownie kursuje. Jak widać, nasza konsekwencja w działaniu może dawać efekty. Bądźmy, więc dobrej myśli, co do przyszłości istniejącego od niedzieli połączenia kolejowego.
Co dalej z dworcem Świdnica Miasto?
W marcu powinna ruszyć kasa biletowa. Dla szynobusów nie jest konieczna, ale chcemy zapewnić możliwość nabywania w Świdnicy biletów na wszystkie połączenia kolejowe. Wcześniej kasy nie da się otworzyć, ponieważ Koleje Dolnośląskie najwcześniej pod koniec lutego będą dysponowały niezbędnym dla niej specjalistycznym wyposażeniem.
Uruchomienie linii do Wrocławia daje szanse na znalezienie w końcu podmiotu zainteresowanego prowadzeniem na dworcu gastronomii. Dotychczasowe próby zakończyły się niepowodzeniem, chociaż dwie sale konsumpcyjne i zaplecze kuchenne prezentują się znakomicie. Faktem jest jednak, że trudno zachęcać kogokolwiek do rozpoczęcia działalności w nieczynnym obiekcie. Prawdą jest również, że największą przeszkodą zniechęcającą do zainwestowania w bar lub restaurację są przepisy prawa. Wykluczają sprzedaż jakiegokolwiek alkoholu, a to pod wielkim znakiem zapytania stawia frekwencję w takiej knajpce i możliwość jej utrzymania się na rynku.
Co dalej z cenami biletów?
Ustalenie taryf należy do Kolei Dolnośląskich, a Miasto oferuje dodatkowe preferencje w postaci rabatów na przejazdy autobusami MPK. Kolejarze i przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego deklarują, że obecne ceny powinny być utrzymane, co najmniej, do końca 2014 roku.
Co z ilością kursów?
Kolejarze tłumaczą, że w przyszłym roku modernizowany ma być wrocławski węzeł kolejowy. W trakcie prac z trzech czynnych torów od strony zachodniej, dostępny będzie jeden, który stanie się tzw. wąskim gardłem. To jest, ich zdaniem, powód, że obecnie nie przewidziano więcej kursów na trasie Świdnica- Wrocław. Po zakończeniu prac deklarowane jest znaczące zwiększenie ich ilości. Mając w pamięci, że na linii Wrocław- Trzebnica również startowano z niewielką liczba odprawianych szynobusów, a obecnie jest ich zdecydowanie więcej, zapewnienia kolejarzy i reprezentantów samorządu wojewódzkiego brzmią wiarygodnie. Zobaczymy.
Co dalej z Centrum Przesiadkowym?
Gołym okiem widać, że prace posuwają się naprzód, choć nie tak szybko, jak byśmy chcieli. Powodem są niedoskonałości dokumentacji technicznej. Ponadto generalny wykonawca (bardzo doświadczona firma budowlana) stara się „ugrać” na kontrakcie, choć trochę więcej korzyści, niż w nim zapisano. Stąd nieco wyolbrzymia istniejące trudności – to taka metoda uzasadniania zwiększonych kosztów. Ta swoista rozgrywka trwa i nieco opóźnia prace, bo my oczywiście nie jesteśmy bierni wobec zapędów wykonawcy. Jednak jesień przyszłego roku jest zupełnie realnym terminem finału inwestycji.
Co dalej z torami?
Według zapewnień przedstawicieli samorządu wojewódzkiego i samych kolejarzy, jest praktycznie zapewnione finansowanie przebudowy szlaku pomiędzy Świdnicą i Jaworzyną. Przede wszystkim ma być zmodernizowany jeden z dwóch torów, którego zły stan powoduje, że do Jaworzyny jedziemy 10 minut dłużej niż w przeciwnym kierunku. Ponadto linia ma być zelektryfikowana. Ważne jest także to, że w zakres prac włączona ma być również nawierzchnia peronów w Świdnicy, które w dalszym ciągu należą do PKP, a nie Miasta. Obecnie kolejarze miejscowo poprawiają bruk, ale nie jest to działanie kompleksowe. Dla kierowców ważne jest, że w ramach rewitalizacji linii przebudowie ma podlegać także przejazd na ul. Wałbrzyskiej. Po przesunięciu rogatek, powstanie dodatkowy pas ruchu, który wpłynie na płynność przemieszczania się pojazdów. Całościowe koszty modernizacji szacowany jest prawie na 140 mln. Źródłem ich pokrycia mają być środki unijne, których duża część przeznaczona ma być na infrastrukturę kolejową.
Brzmi to wszystko bardzo obiecująco. Jednak nauczeni doświadczeniem, zachowujemy pewien dystans wobec informacji płynących z Urzędu Marszałkowskiego i z PKP. W stu procentach możemy brać odpowiedzialność tylko za rzeczy, które zależą bezpośrednio od nas samych. Mamy jednak ewidentny powód do optymizmu. Wszakże później niż kiedyś nas zapewniano, ale pociąg między Świdnicą i Wrocławiem ponownie kursuje. Jak widać, nasza konsekwencja w działaniu może dawać efekty. Bądźmy, więc dobrej myśli, co do przyszłości istniejącego od niedzieli połączenia kolejowego.
wtorek, 10 grudnia 2013
Mama i tato
W piątkowe popołudnie i wieczór wcieliłem się w rolę Świętego Mikołaja. To już wieloletnia tradycja w Fundacji Pomocy Biednym Dzieciom „Ut Unum Sint”. W okolicach 6 grudnia odwiedzamy rodziny, z których młodsze dzieci, na co dzień chodzą do naszego fundacyjnego przedszkola lub starsze spotykają się w prowadzonym przez nas oratorium.
Największe wrażenie zrobiła na mnie wizyta w domu, w którym przebywa kilkoro dzieci oczekujących na adopcję. Tymczasowo znajdują się w rodzinie zastępczej. Najwyraźniej obecni opiekunowie troskliwie się nimi zajmują, bo dzieciaki sprawiały wrażenie całkowicie beztroskich, wręcz szczęśliwych. Jednak doprawdy opadła mi szczęka, gdy podczas wręczania im mikołajowych paczek padło skierowane do dwojga z nich pytanie, co chciałyby dostać pod choinkę. Z pełną naturalnością i całkowitą pewnością odpowiedziały: chcemy mamę i tatę! Pragnienie takie oczywiste, że aż niewyobrażalne w swej prostocie. Sądzę, że taka odpowiedź wskazuje także to, co w gruncie rzeczy, jest najważniejsze dla każdego człowieka. Chcemy być przygarnięci, akceptowani i kochani. Dwoje malców wypowiedziało to tak bardzo wprost, że poczułem się uderzony ich stwierdzeniem. A w następnych odwiedzanych mieszkaniach przymierzałem prawdziwość ich życzenia do sytuacji dzieci, które tam zastałem. Rodziny były bardzo różne. Potrzeba miłości dokładnie taka sama. Uświadomienie sobie tego pomaga w „zejściu na ziemię”. Wszystko jest ważne: wydarzenia na Ukrainie, huragan na wybrzeżu i budżet obywatelski w Świdnicy. Ponad tym jest jednak proste oczekiwanie: chcę mamy i taty. Od piątku towarzyszy mi myśl- co z tym doświadczeniem powinienem, co mogę z nim zrobić?
Wydaje mi się, że po przeczytaniu tego wpisu przez zaglądające tu osoby, nie będzie to tylko moja rozterka.
Opisane wydarzenie ma dla mnie jeszcze inny kontekst. Przed południem uczestniczyłem w spotkaniu z księdzem profesorem Dariuszem Oko. Stał się znany w Polsce z tego, że w sposób rzeczowy, wykazując znajomość faktów podejmuje skuteczną polemikę z krzewicielami ideologii gender. Sieroty po komunizmie usiłują narzucić nam kolejną niebezpieczną utopię. Jej praktycznym produktem są między innymi propozycje zastąpienia tradycyjnej rodziny znanej w naszej cywilizacji wynalazkami typu: dwóch facetów, z których jeden udaje, że jest mężczyzną, a drugi kobietą. Coś usłyszałem od księdza Oko, trochę na ten temat poszperałem w Internecie i gazetach. Znalazłem wiele argumentów pokazujących absurdalność genderyzmu. Jednak najbardziej utwierdziło moje przekonania na jego temat to, co chodząc w przebraniu Świętego Mikołaja usłyszałem od kilkuletniej dziewczynki i jej brata.
Największe wrażenie zrobiła na mnie wizyta w domu, w którym przebywa kilkoro dzieci oczekujących na adopcję. Tymczasowo znajdują się w rodzinie zastępczej. Najwyraźniej obecni opiekunowie troskliwie się nimi zajmują, bo dzieciaki sprawiały wrażenie całkowicie beztroskich, wręcz szczęśliwych. Jednak doprawdy opadła mi szczęka, gdy podczas wręczania im mikołajowych paczek padło skierowane do dwojga z nich pytanie, co chciałyby dostać pod choinkę. Z pełną naturalnością i całkowitą pewnością odpowiedziały: chcemy mamę i tatę! Pragnienie takie oczywiste, że aż niewyobrażalne w swej prostocie. Sądzę, że taka odpowiedź wskazuje także to, co w gruncie rzeczy, jest najważniejsze dla każdego człowieka. Chcemy być przygarnięci, akceptowani i kochani. Dwoje malców wypowiedziało to tak bardzo wprost, że poczułem się uderzony ich stwierdzeniem. A w następnych odwiedzanych mieszkaniach przymierzałem prawdziwość ich życzenia do sytuacji dzieci, które tam zastałem. Rodziny były bardzo różne. Potrzeba miłości dokładnie taka sama. Uświadomienie sobie tego pomaga w „zejściu na ziemię”. Wszystko jest ważne: wydarzenia na Ukrainie, huragan na wybrzeżu i budżet obywatelski w Świdnicy. Ponad tym jest jednak proste oczekiwanie: chcę mamy i taty. Od piątku towarzyszy mi myśl- co z tym doświadczeniem powinienem, co mogę z nim zrobić?
Wydaje mi się, że po przeczytaniu tego wpisu przez zaglądające tu osoby, nie będzie to tylko moja rozterka.
Opisane wydarzenie ma dla mnie jeszcze inny kontekst. Przed południem uczestniczyłem w spotkaniu z księdzem profesorem Dariuszem Oko. Stał się znany w Polsce z tego, że w sposób rzeczowy, wykazując znajomość faktów podejmuje skuteczną polemikę z krzewicielami ideologii gender. Sieroty po komunizmie usiłują narzucić nam kolejną niebezpieczną utopię. Jej praktycznym produktem są między innymi propozycje zastąpienia tradycyjnej rodziny znanej w naszej cywilizacji wynalazkami typu: dwóch facetów, z których jeden udaje, że jest mężczyzną, a drugi kobietą. Coś usłyszałem od księdza Oko, trochę na ten temat poszperałem w Internecie i gazetach. Znalazłem wiele argumentów pokazujących absurdalność genderyzmu. Jednak najbardziej utwierdziło moje przekonania na jego temat to, co chodząc w przebraniu Świętego Mikołaja usłyszałem od kilkuletniej dziewczynki i jej brata.
niedziela, 1 grudnia 2013
O marudzeniu
Czasem słyszy się, że marudzenie jest naszym narodowym hobby. Może tak jest, a może nie. W każdym razie, zgodnie z oczekiwaniami, w związku ze świdnickim budżetem obywatelskim głos zabierają także marudy. Pierwszą jestem ja sam, bo marudzę, że inni marudzą. To źle, ale jest z tego także pewna korzyść. Po prostu, wiem, o czym piszę.
Generalnie, są różne rodzaje marudzenia. Na przykład takie, w gruncie rzeczy, dobrotliwe i przyjazne. Coś w rodzaju napomnień żeby, wychodząc z domu brać parasol, bo może padać deszcz lub dobrych rad w stylu: ubezpiecz się, bo licho nie śpi. Powtarzane nazbyt często i bez potrzeby trochę męczą, ale nie można ich autorom odmówić autentycznej troski i dobrej woli.
W takich kategoriach traktuję głosy osób zwracających nam uwagę na przykład, że do niektórych mieszkań nie dotarły ulotki informujące o budżecie obywatelskim, choć miały trafić do wszystkich. Ktoś inny wskazuje, że Internet nie jest jeszcze powszechnie stosowany, więc nie można polegać na nim w komunikowaniu się z osobami nieco starszymi. Często także słyszę obawę, czy mieszkańcom będzie się chciało zaangażować i, choćby wziąć udział w głosowaniu na najlepsze projekty.
Nasza reakcja na podobne komentarze jest właściwie jedna - odpowiadamy, że staramy się, niedociągnięcia próbujemy poprawić, dziękujemy za podpowiedzi.
Inaczej rzecz się ma z marudzeniem, którego celem jest podważenie sensu tworzenia budżetu obywatelskiego lub totalna negacja naszej metody wprowadzenia go. Zdaniem malkontentów właściwie wszystko jest nie tak, za późno, za mało itd.
Wiem, że spora ilość takich głosów wynika po prostu z ogólnej frustracji. Przykładowy pan Kowalski (przepraszam czytelników o tym nazwisku) jest zwyczajnie wkurzony na wszystko. Wnerwia go praca lub przygnębia jej brak, irytują afery na szczytach władzy, oburzają matactwa przy śledztwie smoleńskim, a na dodatek Lewandowski nie strzela goli. Jeśli dociera do Kowalskiego zaproszenie do współdecydowania o przeznaczeniu 3.5 mln zł, najczęściej myśli on, że ktoś go robi w konia. Uważać może też tak: te nieroby (czyli prezydent, radni i urzędnicy) już dawno powinni wszystko zrobić, jak należy, więc po co zawracają mi…
Szczególny przypadek to eksperci od wszystkiego, na których nie poznali się bliźni i nie powierzyli im wystarczająco odpowiedzialnych stanowisk. Rozwiązaliby wszystkie problemy, ale skoro nie dano im szansy, skupią się na oglądaniu serialu o Kiepskich lub pisaniu jadowitych postów na internetowych forach.
Wobec takich marud jesteśmy trochę bezradni. Najczęściej są zamknięci na jakąkolwiek argumentację, która mogłaby zmienić ich postawę. Dlatego nie będziemy ich przekonywać za wszelka cenę. Tylko pozytywne fakty mogą przywrócić w nich, choć odrobinę optymizmu. Tymczasem staramy się, żeby nie zarazili nas swoim pesymizmem.
Odrębną kategorią marudzących krytyków wprowadzenia przez nas budżetu obywatelskiego są ludzie kierujący się politycznym wyrachowaniem. Napiszę o nich następnym razem. Wszakże marudzenie w nadmiernych dawkach jest ponad siły nawet najbardziej cierpliwych Czytelników.
Na koniec informacja, która jest dobrą odtrutką na marudzenie każdego rodzaju. Przez te kilka dni, jakie upłynęły od rozpoczęcia naboru wniosków na inwestycje w ramach budżetu obywatelskiego, wpłynęło ich już ponad 30. Oznacza to, że są wśród nas ludzie aktywni. Przede wszystkim oni utwierdzają nas w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy organizując budżet obywatelski.
Generalnie, są różne rodzaje marudzenia. Na przykład takie, w gruncie rzeczy, dobrotliwe i przyjazne. Coś w rodzaju napomnień żeby, wychodząc z domu brać parasol, bo może padać deszcz lub dobrych rad w stylu: ubezpiecz się, bo licho nie śpi. Powtarzane nazbyt często i bez potrzeby trochę męczą, ale nie można ich autorom odmówić autentycznej troski i dobrej woli.
W takich kategoriach traktuję głosy osób zwracających nam uwagę na przykład, że do niektórych mieszkań nie dotarły ulotki informujące o budżecie obywatelskim, choć miały trafić do wszystkich. Ktoś inny wskazuje, że Internet nie jest jeszcze powszechnie stosowany, więc nie można polegać na nim w komunikowaniu się z osobami nieco starszymi. Często także słyszę obawę, czy mieszkańcom będzie się chciało zaangażować i, choćby wziąć udział w głosowaniu na najlepsze projekty.
Nasza reakcja na podobne komentarze jest właściwie jedna - odpowiadamy, że staramy się, niedociągnięcia próbujemy poprawić, dziękujemy za podpowiedzi.
Inaczej rzecz się ma z marudzeniem, którego celem jest podważenie sensu tworzenia budżetu obywatelskiego lub totalna negacja naszej metody wprowadzenia go. Zdaniem malkontentów właściwie wszystko jest nie tak, za późno, za mało itd.
Wiem, że spora ilość takich głosów wynika po prostu z ogólnej frustracji. Przykładowy pan Kowalski (przepraszam czytelników o tym nazwisku) jest zwyczajnie wkurzony na wszystko. Wnerwia go praca lub przygnębia jej brak, irytują afery na szczytach władzy, oburzają matactwa przy śledztwie smoleńskim, a na dodatek Lewandowski nie strzela goli. Jeśli dociera do Kowalskiego zaproszenie do współdecydowania o przeznaczeniu 3.5 mln zł, najczęściej myśli on, że ktoś go robi w konia. Uważać może też tak: te nieroby (czyli prezydent, radni i urzędnicy) już dawno powinni wszystko zrobić, jak należy, więc po co zawracają mi…
Szczególny przypadek to eksperci od wszystkiego, na których nie poznali się bliźni i nie powierzyli im wystarczająco odpowiedzialnych stanowisk. Rozwiązaliby wszystkie problemy, ale skoro nie dano im szansy, skupią się na oglądaniu serialu o Kiepskich lub pisaniu jadowitych postów na internetowych forach.
Wobec takich marud jesteśmy trochę bezradni. Najczęściej są zamknięci na jakąkolwiek argumentację, która mogłaby zmienić ich postawę. Dlatego nie będziemy ich przekonywać za wszelka cenę. Tylko pozytywne fakty mogą przywrócić w nich, choć odrobinę optymizmu. Tymczasem staramy się, żeby nie zarazili nas swoim pesymizmem.
Odrębną kategorią marudzących krytyków wprowadzenia przez nas budżetu obywatelskiego są ludzie kierujący się politycznym wyrachowaniem. Napiszę o nich następnym razem. Wszakże marudzenie w nadmiernych dawkach jest ponad siły nawet najbardziej cierpliwych Czytelników.
Na koniec informacja, która jest dobrą odtrutką na marudzenie każdego rodzaju. Przez te kilka dni, jakie upłynęły od rozpoczęcia naboru wniosków na inwestycje w ramach budżetu obywatelskiego, wpłynęło ich już ponad 30. Oznacza to, że są wśród nas ludzie aktywni. Przede wszystkim oni utwierdzają nas w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy organizując budżet obywatelski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)