Kilku znajomych pytało mnie, dlaczego nie jestem bardziej aktywny w prowadzeniu bloga. Przecież trwa kampania wyborcza. Ponadto w świdnickich tygodnikach ukazała się malutka, jednomodułowa reklama zapraszająca do przeczytania na moim blogu tego, o czym milczy na swoim Janusz Solecki z SLD.
Wyjaśnienie jest proste – brak czasu. Oprócz wykonywania normalnych obowiązków wiceprezydenta, których szczególnie dużo jest pod koniec każdego roku (zamknięcie „starego” budżetu i przedstawienie „nowego”), kieruję także kampanią wyborczą Wspólnoty Samorządowej w Świdnicy. A ponieważ uznałem, że ważniejsze dla wyniku w wyborach jest dopracowanie przedsięwzięć wspólnych niż moje solowe działania, nie pisałem zbyt często. Praktycznie, w ogóle nie prowadziłem swojej indywidualnej kampanii.
Jednak ku satysfakcji jednych, a rozpaczy innych, nie oceniam liczebności tych grup czytelników ;-), w zasadzie kampania Wspólnoty dobiega końca i mogę trochę więcej uwagi poświęcić nowym wpisom. Nie oznacza to jednak, że będę zamieszczał je dwa razy dziennie. Mimo treści ogłoszenia prasowego nie zmienię też nazwy i charakteru swego bloga na „Antysolecki”. Gdy rok temu zaczynałem pisać, założyłem sobie, że będę starał się zdecydowanie różnić od radnego Janusza. Do tej pory, moim zdaniem, w zasadzie udawało się to. I niech tak pozostanie. Bo przecież pisanie o tym, o czym on milczy, nie oznacza reagowania na każdą jego wypowiedź, z którą się nie zgadzam. Bardziej niż komentowanie jego głupstw interesuje mnie pokazywanie rzeczy pozytywnych, nawet gdy on maluje Świdnicę w czarnych barwach.
A jest, szczególnie ostatnio, wiele tematów do polemiki. Dzisiaj krótko o jednej – wieszaniu reklam wyborczych na budynkach. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej, a potem na swoim blogu Janusz Solecki nie pozostawił na prezydencie przysłowiowej suchej nitki, bo na budynkach miejskich pojawiły się bilbordy Wspólnoty Samorządowej. Zdaniem radnego utrudniamy dostęp do nieruchomości komunalnych innym ugrupowaniom, które także chciałyby z nich korzystać. Według radnego naszym błędem jest też trzymanie się zapisów uchwały rady z 1996 roku dotyczącej wieszania reklam. Powinniśmy, według niego, organizować jakieś przetargi.
No, pięknie. To, po kolei. Źle, że kierujemy się uchwałą z 1996 roku? A kto jest jej autorem? Na archiwalnym egzemplarzu, pod uzasadnieniem widnieje podpis i pieczątka – wiceprezydent Janusz Solecki. Czy przywołana uchwała wymaga organizowania przetargów dla komitetów wyborczych? Nie. Jeśli powinno się je, mimo braku obowiązku, przeprowadzać, to ile takich przetargów zorganizowali nasi poprzednicy, gdy sprawowali władzę? Zero. Jeżeli utrudniamy dostęp do miejskich budynków konkurentom, to ile stosownych wniosków złożyli? Dwa. Oba przed sesją, oba załatwiłem pozytywnie. Dlatego w Rynku pod bilbordem Wspólnoty wisi baner SLD. Kto jest na nim wymieniony, jako lider listy wyborczej? Janusz Solecki. Kto, w świetle tego wszystkiego, jest bajkowym Jasiem? Wiem, ale nie powiem.
Janusz Solecki ujawnia też wstrząsający fakt, że korzystamy z elewacji prywatnego budynku. Domyślam się, że to nie dobrze. Nie domyślam się natomiast, gdzie powinniśmy umieszczać nasze reklamy, skoro na budynkach miejskich – źle, a na prywatnych – jeszcze gorzej. Ale poruszany przez radnego wątek styku polityki i prywatnych interesów jest bardzo ciekawy, nawet pomijając, że sprawy opisane przez niego mają się inaczej, niż je przedstawia. Na pl. Wolności od bardzo wielu lat straszy (pardon) rozbabrana budowa. Jest to skandaliczny przykład koszmarnej samowoli budowlanej popełnionej na gruncie będącym własnością Miasta w czasie, gdy Świdnicą rządziła lewica, a prezydentem był Adam Markiewicz. Polubowne próby wyprowadzenia stamtąd sprawcy samowoli nie dały rezultatu. Pozwaliśmy go do sądu, a on zwrócił się o pomoc do radnych. Obecnie przy jednym z centralnych skrzyżowań miejskich, na nieotynkowanej ścianie z pustaków wisi wielki baner wyborczy Adama Markiewicza. Czy zdaniem Janusza Soleckiego jest to sytuacja dwuznaczna? Nie pytam, bo znam odpowiedź. Podobnie jak na pytanie, jak należy traktować tego typu interpelacje? Moim zdaniem, jako marny popis politycznego kuglarstwa. Popis, którego autorem nie jest wyłącznie SLD. Popis, który wymaga odpowiedzi. Udzielimy jej. Już za moment. Bez zacietrzewienia. Z uśmiechem.
I to zaproszenie do uśmiechania się niech będzie pozytywnym przesłaniem obecnego wpisu. A jutro być może, jeszcze coś napiszę. I postaram się, żeby dotyczyło to spraw wywołujących zdecydowanie bardziej pogodny nastrój.
poniedziałek, 15 listopada 2010
poniedziałek, 1 listopada 2010
Chwała blogerowi! Wiwat PKWN!
Zastanawiałem się nad tematem, na który mógłbym, nie agitując na rzecz Wspólnoty Samorządowej, napisać coś bardzo pozytywnego, optymistycznego. Internet podsunął mi pomysł. Pochwalę naszą konkurencję polityczną. A konkretnie radnego SLD Janusza Soleckiego. Jak to dobrze, że prowadzi swój blog. Inaczej ludzkość nie uzyskałaby tak wielu, zdaniem radnego, prawdziwych informacji. Poniżej kilka z nich, pochodzących z ostatnich wpisów.
Pan radny poinformował, kto wygrał zorganizowaną przez Świdnickie Stowarzyszenie Kupców i Przedsiębiorców debatę kandydatów na prezydenta. Według Janusza Soleckiego zwycięzcą okazał się Adam Markiewicz, a zaraz za nim uplasował się Mariusz Barcicki. Obserwując to wydarzenie na żywo i po wysłuchaniu opinii kilku członków Stowarzyszenia zapraszającego polityków, miałem inną ocenę. Teraz widzę, że muszę to jeszcze przemyśleć. Chyba, że Janusz Solecki pisze o jakimś innym spotkaniu. Może z udziałem znanego kandydata z północy Polski – pana Kononowicza?
Janusz Solecki tłumaczy również maluczkim, że źle się stało, bo zagraniczni inwestorzy wybudowali u nas fabryki. Zdaniem radnego, najgorsze jest, że przyczynił się do tego sam prezydent Murdzek, budując bocznicę kolejową dla Electroluxa. Jeśli nasze małe rozumki nie ogarniają w pełni potworności tego czynu, powinniśmy przeanalizować podane na blogu liczby: koszt bocznicy - 4.3 mln zł, czynsz dzierżawny – 3 tys. rocznie. Wniosek – prezydent kosztem „swoich” marnotrawi nasza krwawicę i robi prezenty „obcym”. Zdradzę tajemnicę, że Wojciech Murdzek jest wręcz zdruzgotany niewdzięcznością kapitalistów (w tym świdnickich, bo także inwestują w strefie ekonomicznej). My im podarowaliśmy bocznicę, makroniwelację i przyłącza infrastruktury, a oni zrealizowali inwestycję „tylko” za 258 mln i zatrudnili „tylko” 636 pracowników. To woła o pomstę do nieba! I nie zmienia tej oceny fakt, że ofiarowanie „obcym” torów za 4.3 mln spowodowało, że „swoi” zarabiają tam rocznie, ostrożnie szacując, 11.5 mln (jeśli założyć, że średnie wynagrodzenie jest nie większe niż 1500zł/miesiąc), a budżet uzyskał nowe dochody z podatków (od czasu powstania strefy przemysłowej wpływy prawie się podwoiły). Gdyby miastem rządziło SLD, do takich skandali na pewno by nie doszło. Niestety, mieszkańcy wolą nieudaczników ze Wspólnoty Samorządowej niż ekspertów z SLD. Może, gdy poczytają blog Janusza Soleckiego, sytuacja się zmieni.
Dzięki blogowi pana Janusza wyjaśniło się też, dlaczego drogie są przedszkola. W swej naiwności sądziłem, że podniesienie opłat spowodowane zostało bezsensownymi decyzjami rządu. Do niedawna wszyscy rodzice płacili niewiele. Teraz minister zakazał pobierać opłaty za pięć godzin spędzonych przez malucha w ośrodku w danym dniu. W rezultacie matka pracująca długo np. w Biedronce płaci, bo wiele godzin dziecko przebywa w przedszkolu. Jej sąsiadka wykorzystująca placówkę, jako chwilowe miejsce opieki na czas, w którym sama pędzi do kosmetyczki, fryzjera i na kawę do znajomej – nie płaci. A winny jest, zdaniem Janusza Soleckiego, Wojciech Murdzek, bo w mieście podobno wszystko, dla wszystkich powinno być za darmo. Na razie rządowe wizje wychowania przedszkolnego kosztować będą świdnickich podatników 9 mln rocznie. Radny nie napisał ile dopłacimy do ministerialnych aberracji, jeśli SLD dojdzie do władzy w Świdnicy.
Niezwykle trafne jest, dokonane przez autora bloga odkrycie podobieństwa pomiędzy Wojciechem Murdzkiem i Saddamem Husajnem. Co prawda, dotychczas prezydent często krytykowany był przez pana Janusza za zbyt pogodny uśmiech, a iracki dyktator miał opinię człowieka dosyć ponurego, nie znającego się na żartach. Ale skoro wpisy radnego są tak prawdziwe, jak wyśmienity jest styl jego dowcipów („…. nawet błazny przestały się śmiać”), to chyba rzeczywiście wypada zachować powagę. I cierpliwie czekać, bo być może wkrótce dowiemy się od niego jeszcze większych rewelacji na temat podobieństw jego samego i najbliższych mu towarzyszy do znanych postaci (np. radny Janusz Szalkiewicz bliźniakiem Boba Marleya???). Cóż, Janusz Solecki- mądry jak Leszek Balcerowicz, elokwentny jak Joanna Senyszyn, twardy jak Chuck Norris (nie je miodu, żuje pszczoły). Trudno znaleźć sobowtóra. Może sam go ujawni. Zachęcam do dalszego czytania jego bloga. Bo na nim jak w pamiętnym Manifeście PKWN prawda, cała prawda i tylko prawda.
Pan radny poinformował, kto wygrał zorganizowaną przez Świdnickie Stowarzyszenie Kupców i Przedsiębiorców debatę kandydatów na prezydenta. Według Janusza Soleckiego zwycięzcą okazał się Adam Markiewicz, a zaraz za nim uplasował się Mariusz Barcicki. Obserwując to wydarzenie na żywo i po wysłuchaniu opinii kilku członków Stowarzyszenia zapraszającego polityków, miałem inną ocenę. Teraz widzę, że muszę to jeszcze przemyśleć. Chyba, że Janusz Solecki pisze o jakimś innym spotkaniu. Może z udziałem znanego kandydata z północy Polski – pana Kononowicza?
Janusz Solecki tłumaczy również maluczkim, że źle się stało, bo zagraniczni inwestorzy wybudowali u nas fabryki. Zdaniem radnego, najgorsze jest, że przyczynił się do tego sam prezydent Murdzek, budując bocznicę kolejową dla Electroluxa. Jeśli nasze małe rozumki nie ogarniają w pełni potworności tego czynu, powinniśmy przeanalizować podane na blogu liczby: koszt bocznicy - 4.3 mln zł, czynsz dzierżawny – 3 tys. rocznie. Wniosek – prezydent kosztem „swoich” marnotrawi nasza krwawicę i robi prezenty „obcym”. Zdradzę tajemnicę, że Wojciech Murdzek jest wręcz zdruzgotany niewdzięcznością kapitalistów (w tym świdnickich, bo także inwestują w strefie ekonomicznej). My im podarowaliśmy bocznicę, makroniwelację i przyłącza infrastruktury, a oni zrealizowali inwestycję „tylko” za 258 mln i zatrudnili „tylko” 636 pracowników. To woła o pomstę do nieba! I nie zmienia tej oceny fakt, że ofiarowanie „obcym” torów za 4.3 mln spowodowało, że „swoi” zarabiają tam rocznie, ostrożnie szacując, 11.5 mln (jeśli założyć, że średnie wynagrodzenie jest nie większe niż 1500zł/miesiąc), a budżet uzyskał nowe dochody z podatków (od czasu powstania strefy przemysłowej wpływy prawie się podwoiły). Gdyby miastem rządziło SLD, do takich skandali na pewno by nie doszło. Niestety, mieszkańcy wolą nieudaczników ze Wspólnoty Samorządowej niż ekspertów z SLD. Może, gdy poczytają blog Janusza Soleckiego, sytuacja się zmieni.
Dzięki blogowi pana Janusza wyjaśniło się też, dlaczego drogie są przedszkola. W swej naiwności sądziłem, że podniesienie opłat spowodowane zostało bezsensownymi decyzjami rządu. Do niedawna wszyscy rodzice płacili niewiele. Teraz minister zakazał pobierać opłaty za pięć godzin spędzonych przez malucha w ośrodku w danym dniu. W rezultacie matka pracująca długo np. w Biedronce płaci, bo wiele godzin dziecko przebywa w przedszkolu. Jej sąsiadka wykorzystująca placówkę, jako chwilowe miejsce opieki na czas, w którym sama pędzi do kosmetyczki, fryzjera i na kawę do znajomej – nie płaci. A winny jest, zdaniem Janusza Soleckiego, Wojciech Murdzek, bo w mieście podobno wszystko, dla wszystkich powinno być za darmo. Na razie rządowe wizje wychowania przedszkolnego kosztować będą świdnickich podatników 9 mln rocznie. Radny nie napisał ile dopłacimy do ministerialnych aberracji, jeśli SLD dojdzie do władzy w Świdnicy.
Niezwykle trafne jest, dokonane przez autora bloga odkrycie podobieństwa pomiędzy Wojciechem Murdzkiem i Saddamem Husajnem. Co prawda, dotychczas prezydent często krytykowany był przez pana Janusza za zbyt pogodny uśmiech, a iracki dyktator miał opinię człowieka dosyć ponurego, nie znającego się na żartach. Ale skoro wpisy radnego są tak prawdziwe, jak wyśmienity jest styl jego dowcipów („…. nawet błazny przestały się śmiać”), to chyba rzeczywiście wypada zachować powagę. I cierpliwie czekać, bo być może wkrótce dowiemy się od niego jeszcze większych rewelacji na temat podobieństw jego samego i najbliższych mu towarzyszy do znanych postaci (np. radny Janusz Szalkiewicz bliźniakiem Boba Marleya???). Cóż, Janusz Solecki- mądry jak Leszek Balcerowicz, elokwentny jak Joanna Senyszyn, twardy jak Chuck Norris (nie je miodu, żuje pszczoły). Trudno znaleźć sobowtóra. Może sam go ujawni. Zachęcam do dalszego czytania jego bloga. Bo na nim jak w pamiętnym Manifeście PKWN prawda, cała prawda i tylko prawda.
niedziela, 24 października 2010
Lepszy beton niż kamikadze
Gdy w ostatnich dniach śledzę informacje medialne (także dotyczące wydarzeń w Łodzi) najczęściej myślę sobie – jak to dobrze, że jesteśmy powiatowym miastem, w którym etykiety polityczne nie mają wielkiego znaczenia. Wzrastająca niechęć (może czasem nawet nienawiść) zwolenników PO, PiS i SLD w Świdnicy nie jest, aż tak bardzo, zauważalna. Z kilku powodów.
Po pierwsze, chociaż ogólnopolska histeria polityczna na pewno udziela się w pewnym stopniu świdniczanom, mamy własne, lokalne powody do różnicy zdań. Są one bliższe naszego życia. Możemy się na przykład spierać, czy remont ulicy Łukowej był udany. Są tacy, którzy wbrew opinii większości mieszkańców uważają, że Łukowa kiedyś wyglądała lepiej. Inni nie pamiętając, że podczas robót wymieniono także kompletnie sypiącą się infrastrukturę podziemną, mogą krytykować, ich zdaniem, wysokie koszty. Jednak dyskusja dotyczy konkretu – ważna jest architektura i pieniądze, a nie to, czy ktoś jest lepszym patriotą od innych.
Po drugie, lokalne media nie napuszczają samorządowców przeciwko sobie tak bardzo, jak robią to media centralne wobec najważniejszych w kraju polityków. Jeśli nawet publikuje się nieprawdę lub głupstwa, wynika to bardziej z niedbalstwa lub chwilowej złośliwości autora, niż z linii programowej redakcji.
Po trzecie, w Świdnicy ważną rolę odgrywa „Wspólnota Samorządowa”. Po prostu, przedstawiciele partii politycznych nie mają powodów skakać sobie tak bardzo do oczu, skoro istnieje wspólny przeciwnik w postaci samorządowego stowarzyszenia. Wystarczy prześledzić wydarzenia mijającej kadencji lub przebieg sesji Rady Miejskiej i Rady Powiatu. Wszyscy wiedzą, że dobrze funkcjonujące koalicje WS – PO – PiS zostały rozbite na rozkaz posłów, którzy po zaaklimatyzowaniu się w Warszawie przestali rozumieć, czym jest samorząd. Świdnicę zaczęli traktować, jak pole bitwy o partyjne wpływy. Jednak dzięki temu, że ugrupowanie prezydenta Wojciecha Murdzka zajmuje się pracą, nie politykowaniem, a zarządza miastem i powiatem dobrze, nasi partyjni konkurenci nie mają łatwego zadania. Pozostaje im licytacja, kto bardziej „dokopie” Wspólnocie. Czasem łączą siły. Na szczęście efekt ich działań jest taki, że póki, co, agresja polityków nie wylewa się na ulice.
Nie można udawać, że nie ma jej w ogóle. Jeśli ktoś ma wątpliwości, przekona się o jej istnieniu, zaglądając choćby na internetowe fora dyskusyjne. Czytając niektóre wpisy (zawsze anonimowe) na dowolny temat, nie mam wątpliwości, że ich autorzy ulegli psychozie politycznej nawalanki i nawet nie ukrywają swej wściekłości. Warto też zauważyć, że pojawiają się próby przeniesienia do nas bezsensownych konfliktów, rozpalających emocje w Polsce. Przykładem tego jest pomnik Jana Pawła II, który próbuje wybudować lokalne, apolityczne stowarzyszenie. Choć nic nie zapowiada, by użyte były do tego publiczne pieniądze, usiłuje się przeciwko pomnikowi protestować właśnie z powodu rzekomego zaangażowania środków miejskiego budżetu. Gołym okiem widać, że jest to cyniczna chęć wywołania antyklerykalnej krucjaty, która dobrze się sprzedaje w centralnych mediach.
W gruncie rzeczy od nas, świdniczan zależy, czy wirus nienawiści skutecznie zaatakuje nasze lokalne środowisko. Nie musi tak być. Dyskusje na tematy zastępcze, populizm i ideologia nie muszą zdominować naszego myślenia także podczas trwającej kampanii samorządowej. Żyjemy w mieście, w którym mamy mnóstwo twardych, niepodważalnych dowodów, że więcej dobrego udaje się zrobić, gdy nie prowadzimy politycznych wojen, lecz „robimy swoje”. Jeśli chcemy, żeby tak dalej się działo, stawiajmy nie na demagogów, lecz praktyków budujących fabryki, domy i ulice. Nawet, jeśli ktoś złośliwy dopatrzy się na nich zbyt dużo betonu, pewnie nie spotka tam sfrustrowanych polityką kamikadze, gotowych w swym zaślepieniu walczyć do upadłego, wszystko jedno, jaką metodą.
Po pierwsze, chociaż ogólnopolska histeria polityczna na pewno udziela się w pewnym stopniu świdniczanom, mamy własne, lokalne powody do różnicy zdań. Są one bliższe naszego życia. Możemy się na przykład spierać, czy remont ulicy Łukowej był udany. Są tacy, którzy wbrew opinii większości mieszkańców uważają, że Łukowa kiedyś wyglądała lepiej. Inni nie pamiętając, że podczas robót wymieniono także kompletnie sypiącą się infrastrukturę podziemną, mogą krytykować, ich zdaniem, wysokie koszty. Jednak dyskusja dotyczy konkretu – ważna jest architektura i pieniądze, a nie to, czy ktoś jest lepszym patriotą od innych.
Po drugie, lokalne media nie napuszczają samorządowców przeciwko sobie tak bardzo, jak robią to media centralne wobec najważniejszych w kraju polityków. Jeśli nawet publikuje się nieprawdę lub głupstwa, wynika to bardziej z niedbalstwa lub chwilowej złośliwości autora, niż z linii programowej redakcji.
Po trzecie, w Świdnicy ważną rolę odgrywa „Wspólnota Samorządowa”. Po prostu, przedstawiciele partii politycznych nie mają powodów skakać sobie tak bardzo do oczu, skoro istnieje wspólny przeciwnik w postaci samorządowego stowarzyszenia. Wystarczy prześledzić wydarzenia mijającej kadencji lub przebieg sesji Rady Miejskiej i Rady Powiatu. Wszyscy wiedzą, że dobrze funkcjonujące koalicje WS – PO – PiS zostały rozbite na rozkaz posłów, którzy po zaaklimatyzowaniu się w Warszawie przestali rozumieć, czym jest samorząd. Świdnicę zaczęli traktować, jak pole bitwy o partyjne wpływy. Jednak dzięki temu, że ugrupowanie prezydenta Wojciecha Murdzka zajmuje się pracą, nie politykowaniem, a zarządza miastem i powiatem dobrze, nasi partyjni konkurenci nie mają łatwego zadania. Pozostaje im licytacja, kto bardziej „dokopie” Wspólnocie. Czasem łączą siły. Na szczęście efekt ich działań jest taki, że póki, co, agresja polityków nie wylewa się na ulice.
Nie można udawać, że nie ma jej w ogóle. Jeśli ktoś ma wątpliwości, przekona się o jej istnieniu, zaglądając choćby na internetowe fora dyskusyjne. Czytając niektóre wpisy (zawsze anonimowe) na dowolny temat, nie mam wątpliwości, że ich autorzy ulegli psychozie politycznej nawalanki i nawet nie ukrywają swej wściekłości. Warto też zauważyć, że pojawiają się próby przeniesienia do nas bezsensownych konfliktów, rozpalających emocje w Polsce. Przykładem tego jest pomnik Jana Pawła II, który próbuje wybudować lokalne, apolityczne stowarzyszenie. Choć nic nie zapowiada, by użyte były do tego publiczne pieniądze, usiłuje się przeciwko pomnikowi protestować właśnie z powodu rzekomego zaangażowania środków miejskiego budżetu. Gołym okiem widać, że jest to cyniczna chęć wywołania antyklerykalnej krucjaty, która dobrze się sprzedaje w centralnych mediach.
W gruncie rzeczy od nas, świdniczan zależy, czy wirus nienawiści skutecznie zaatakuje nasze lokalne środowisko. Nie musi tak być. Dyskusje na tematy zastępcze, populizm i ideologia nie muszą zdominować naszego myślenia także podczas trwającej kampanii samorządowej. Żyjemy w mieście, w którym mamy mnóstwo twardych, niepodważalnych dowodów, że więcej dobrego udaje się zrobić, gdy nie prowadzimy politycznych wojen, lecz „robimy swoje”. Jeśli chcemy, żeby tak dalej się działo, stawiajmy nie na demagogów, lecz praktyków budujących fabryki, domy i ulice. Nawet, jeśli ktoś złośliwy dopatrzy się na nich zbyt dużo betonu, pewnie nie spotka tam sfrustrowanych polityką kamikadze, gotowych w swym zaślepieniu walczyć do upadłego, wszystko jedno, jaką metodą.
niedziela, 17 października 2010
Mistrzowie nicnierobienia
Publiczne przedstawienie koncepcji rewitalizacji Parku Centralnego wywołało, co zrozumiałe, dyskusję. Niestety, jej rzeczowość ogranicza trwająca kampania wyborcza. Jest ewidentne, że wiele formułowanych opinii jest luźno związanych z faktami, natomiast bardzo ściśle wiąże się z nastawieniem dyskutujących do obecnej władzy miejskiej. Można postawić retoryczne pytanie – jeśli nie teraz się spierać w tej sprawie, to kiedy? No, właśnie. W związku z tym przedstawię swój punkt widzenia.
Po pierwsze, prawdą jest, że dbałość o parki nie była w ostatnich 8 latach priorytetem. Obrazowo uzasadnił to prezydent Murdzek. Mówił, że lepiej, jeśli miasto inwestuje w tworzenie nowych miejsc pracy, niż w strzyżenie trawników, na których biwakują setki bezrobotnych, bez nadziei na pracę. Warto jednak przypomnieć sobie także, kiedy ostatni raz parki były oczkiem w głowie rządzących. Czy może wtedy, gdy wiceprezydentami miasta byli czołowi krytycy obecnego stanu rzeczy Janusz Solecki i Andrzej Protasiuk? Czy to nie bezpośrednio po okresie rządów SLD zmuszeni byliśmy ze względów bezpieczeństwa rozebrać resztki zrujnowanego amfiteatru na ul. Sikorskiego? Czy zabytkowa altana i kopiec, na którym stoi, w parku przy ul. Armii Krajowej rozpadły się wskutek zniszczeń powstałych podczas ostatnich lat, czy z powodu braku należytej konserwacji przez kilkadziesiąt poprzednich? Czy stalowe dennice cystern, pełniące dawno temu rolę siermiężnych fontann w Parku Centralnym przerobiono na kwietniki, dlatego, że towarzysze z SLD przestali lubić szmer tryskającej wody? A może stało się tak, bo jeszcze pod ich rządami przestała działać instalacja wodociągowa, więc urządzili w fontannach kwietniki, a potem żelastwo tak skorodowało, że pozostało tylko wywieźć je na złom?
Po drugie, zabierając głos w dyskusji, warto wiedzieć, jaki jest rzeczywisty stan parków dzisiaj. Zdumiałem się niezmiernie, gdy na którymś portalu przeczytałem, że w Parku Sikorskiego wszystkie ławki są zdewastowane. Podczas wakacji, gdy codziennie tam chodziłem, żeby poczytać książkę, nie były. Wybrałem się na spacer, żeby naocznie przekonać się, jak to wygląda. Stwierdzam: jedna ławka jest zdekompletowana. Jedna za dużo, ale jedna na kilkadziesiąt. Obszedłem inne parki – proporcje wyglądają podobnie. Zgoda, nasze parki są niedoinwestowane, tylko częściowo oświetlone, z nierównymi alejkami i rzadko koszoną trawą. Jednak można z nich korzystać i świdniczanie to robią.
Po trzecie, utrzymanie parków kosztuje. Przez 4 minione lata wydaliśmy na to ponad 3,6 mln. Jeśli prawdą jest, że to kropla w morzu potrzeb, a efektów nie widać, postawmy pytanie, ile trzeba zapłacić, żeby zmiany były odczuwalne. Może dwa, trzy razy więcej? A jeśli tak, to czy powinniśmy rewitalizować Park Centralny dopiero, gdy odpowiednio wysoki standard uzyskają wszystkie pozostałe? Moim zdaniem, nie, bo jeszcze długo nie będzie stać nas na to. A nawet, jeśli zwiększymy nieco nakłady na bieżące utrzymanie parków, bez inwestycji pozostaną one byle jakie, niezgodne z oczekiwaniami i aspiracjami mieszkańców. Nadal będziemy mieć 80 hektarów (!) zieleni, która nie zadowala prawie nikogo. Moim zdaniem, lepiej jest, utrzymywać większość parków podobnie jak dzisiaj, ale jednorazowym wysiłkiem urządzić przynajmniej jeden z nich na najwyższym poziomie. Będzie on atrakcją odwiedzaną, gdy chcemy zaspokoić swoje najbardziej wyszukane potrzeby. W innych przypadkach korzystać będziemy z parków pozostałych, zasługujących na ocenę dostateczną, choćby nawet z minusem. Jest to według mnie działanie racjonalne, służące wszystkim.
Po czwarte, wielu jest wśród nas mistrzów świata w „nierobieniu czegoś”. Tacy ludzie, gdy tylko pojawi się jakiś śmiały pomysł, potrafią bardzo przekonywująco argumentować, że jest to projekt fatalny lub niewykonalny. Ogromnie dużo wysiłku włożą w uzasadnienie zalet powstrzymania się od jakiegokolwiek działania. Co nie przeszkodzi im krytykować także bezczynności. Wbrew tym pesymistom mamy odwagę wyznaczania odważnych celów i realizacji przynajmniej części z nich. Żeby się o tym przekonać, cofnijmy się pamięcią kilka lat wstecz, gdy zapowiadaliśmy stworzenie strefy ekonomicznej i łącznika z autostradą A4. „Mistrzowie nicnierobienia” byli w euforii. Pytali: jak Murdzek i Wspólnota Samorządowa mogą pleść takie nierealne głupoty?
Po piąte, chyba wiem, co będzie dalej. Pomimo marudzenia oponentów, zrealizujemy w najbliższej kadencji I etap Parku Światła. Być może uzyskamy wsparcie ze środków UE po roku 2012. Jeśli nie, w ramach budżetu też damy radę pokryć koszt 5 mln netto (gdzieś przeczytałem, że chodzi o 33 mln?!) Najzagorzalsi przeciwnicy projektu, jako jedni z pierwszych przyjdą obejrzeć widowisko woda – światło – dźwięk i posiedzieć na grających ławkach. Zaraz potem na forach internetowych wyleją żale na temat, ich zdaniem, niewłaściwych barw fontanny i źle dobranej muzyki w ławkach. Ale do parku będą chodzić regularnie. Podobnie było niedawno z ul. Łukową. Świdnicka „gwiazda” dużej partii politycznej podczas festynu na otwarcie stwierdziła, że wolała ulicę przed przebudową (?!). Parę dni temu, być może z wielkim niesmakiem, ale pozowała do zdjęć wyborczych właśnie na nowym deptaku.
Wszystko, o czym napisałem, nie zniechęca mnie. Zresztą podatnicy płacą mi, właśnie za to, żebym był aktywny i pracował bez względu na humory malkontentów. Słuchać opinii mieszkańców warto, zwłaszcza tych krytycznych. Ale trzeba iść do przodu, do przodu…
Po pierwsze, prawdą jest, że dbałość o parki nie była w ostatnich 8 latach priorytetem. Obrazowo uzasadnił to prezydent Murdzek. Mówił, że lepiej, jeśli miasto inwestuje w tworzenie nowych miejsc pracy, niż w strzyżenie trawników, na których biwakują setki bezrobotnych, bez nadziei na pracę. Warto jednak przypomnieć sobie także, kiedy ostatni raz parki były oczkiem w głowie rządzących. Czy może wtedy, gdy wiceprezydentami miasta byli czołowi krytycy obecnego stanu rzeczy Janusz Solecki i Andrzej Protasiuk? Czy to nie bezpośrednio po okresie rządów SLD zmuszeni byliśmy ze względów bezpieczeństwa rozebrać resztki zrujnowanego amfiteatru na ul. Sikorskiego? Czy zabytkowa altana i kopiec, na którym stoi, w parku przy ul. Armii Krajowej rozpadły się wskutek zniszczeń powstałych podczas ostatnich lat, czy z powodu braku należytej konserwacji przez kilkadziesiąt poprzednich? Czy stalowe dennice cystern, pełniące dawno temu rolę siermiężnych fontann w Parku Centralnym przerobiono na kwietniki, dlatego, że towarzysze z SLD przestali lubić szmer tryskającej wody? A może stało się tak, bo jeszcze pod ich rządami przestała działać instalacja wodociągowa, więc urządzili w fontannach kwietniki, a potem żelastwo tak skorodowało, że pozostało tylko wywieźć je na złom?
Po drugie, zabierając głos w dyskusji, warto wiedzieć, jaki jest rzeczywisty stan parków dzisiaj. Zdumiałem się niezmiernie, gdy na którymś portalu przeczytałem, że w Parku Sikorskiego wszystkie ławki są zdewastowane. Podczas wakacji, gdy codziennie tam chodziłem, żeby poczytać książkę, nie były. Wybrałem się na spacer, żeby naocznie przekonać się, jak to wygląda. Stwierdzam: jedna ławka jest zdekompletowana. Jedna za dużo, ale jedna na kilkadziesiąt. Obszedłem inne parki – proporcje wyglądają podobnie. Zgoda, nasze parki są niedoinwestowane, tylko częściowo oświetlone, z nierównymi alejkami i rzadko koszoną trawą. Jednak można z nich korzystać i świdniczanie to robią.
Po trzecie, utrzymanie parków kosztuje. Przez 4 minione lata wydaliśmy na to ponad 3,6 mln. Jeśli prawdą jest, że to kropla w morzu potrzeb, a efektów nie widać, postawmy pytanie, ile trzeba zapłacić, żeby zmiany były odczuwalne. Może dwa, trzy razy więcej? A jeśli tak, to czy powinniśmy rewitalizować Park Centralny dopiero, gdy odpowiednio wysoki standard uzyskają wszystkie pozostałe? Moim zdaniem, nie, bo jeszcze długo nie będzie stać nas na to. A nawet, jeśli zwiększymy nieco nakłady na bieżące utrzymanie parków, bez inwestycji pozostaną one byle jakie, niezgodne z oczekiwaniami i aspiracjami mieszkańców. Nadal będziemy mieć 80 hektarów (!) zieleni, która nie zadowala prawie nikogo. Moim zdaniem, lepiej jest, utrzymywać większość parków podobnie jak dzisiaj, ale jednorazowym wysiłkiem urządzić przynajmniej jeden z nich na najwyższym poziomie. Będzie on atrakcją odwiedzaną, gdy chcemy zaspokoić swoje najbardziej wyszukane potrzeby. W innych przypadkach korzystać będziemy z parków pozostałych, zasługujących na ocenę dostateczną, choćby nawet z minusem. Jest to według mnie działanie racjonalne, służące wszystkim.
Po czwarte, wielu jest wśród nas mistrzów świata w „nierobieniu czegoś”. Tacy ludzie, gdy tylko pojawi się jakiś śmiały pomysł, potrafią bardzo przekonywująco argumentować, że jest to projekt fatalny lub niewykonalny. Ogromnie dużo wysiłku włożą w uzasadnienie zalet powstrzymania się od jakiegokolwiek działania. Co nie przeszkodzi im krytykować także bezczynności. Wbrew tym pesymistom mamy odwagę wyznaczania odważnych celów i realizacji przynajmniej części z nich. Żeby się o tym przekonać, cofnijmy się pamięcią kilka lat wstecz, gdy zapowiadaliśmy stworzenie strefy ekonomicznej i łącznika z autostradą A4. „Mistrzowie nicnierobienia” byli w euforii. Pytali: jak Murdzek i Wspólnota Samorządowa mogą pleść takie nierealne głupoty?
Po piąte, chyba wiem, co będzie dalej. Pomimo marudzenia oponentów, zrealizujemy w najbliższej kadencji I etap Parku Światła. Być może uzyskamy wsparcie ze środków UE po roku 2012. Jeśli nie, w ramach budżetu też damy radę pokryć koszt 5 mln netto (gdzieś przeczytałem, że chodzi o 33 mln?!) Najzagorzalsi przeciwnicy projektu, jako jedni z pierwszych przyjdą obejrzeć widowisko woda – światło – dźwięk i posiedzieć na grających ławkach. Zaraz potem na forach internetowych wyleją żale na temat, ich zdaniem, niewłaściwych barw fontanny i źle dobranej muzyki w ławkach. Ale do parku będą chodzić regularnie. Podobnie było niedawno z ul. Łukową. Świdnicka „gwiazda” dużej partii politycznej podczas festynu na otwarcie stwierdziła, że wolała ulicę przed przebudową (?!). Parę dni temu, być może z wielkim niesmakiem, ale pozowała do zdjęć wyborczych właśnie na nowym deptaku.
Wszystko, o czym napisałem, nie zniechęca mnie. Zresztą podatnicy płacą mi, właśnie za to, żebym był aktywny i pracował bez względu na humory malkontentów. Słuchać opinii mieszkańców warto, zwłaszcza tych krytycznych. Ale trzeba iść do przodu, do przodu…
sobota, 9 października 2010
Centrum przesiadkowe- coś się zmieniło?
Coś mi się wydaje, że kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta Świdnicy strasznie „zakiwał się” w prowadzonej kampanii wyborczej. Dąży do tego, żeby w mediach ciągle o nim mówiono – jest to zrozumiałe. Jednak coraz bardziej nie jest zrozumiałe to, co mówi on sam i jego otoczenie. I nie jest to wyłącznie problem kołowania zdezorientowanych wyborców. Pan Zbigniew Szczygieł zajmuje przecież ważne stanowisko, a to zobowiązuje. Jego słowa, jeśli poważnie je traktować, powinny mieć znaczenie i wyrażać poglądy władz samorządu województwa. Czy wyrażają?
Przyjrzyjmy się temu, co mówił ostatnio na temat linii kolejowej Wrocław- Świdnica. Podczas konferencji prasowej poinformował o wpisaniu wydatków na modernizację tej linii do wojewódzkiego wieloletniego planu inwestycyjnego. Jest to informacja konkretna i ciesząca nas nawet, jeśli się wie, że WPI wielokrotnie bywa zmieniany. (Na przemian pojawiające się i znikające pieniądze na „małą” obwodnice są tego wymownym przykładem). Czy jednak stanowiskiem władz województwa jest wypowiedziany na tej konferencji pogląd, że szynobusy mogły już od dwóch lat kursować tą trasą, gdyby nie niechęć Świdnicy do współfinansowania modernizacji linii? Pomijam niepomijalny fakt, że jest to całkowita nieprawda, a kłamstwo zawsze jest obrzydliwe. Natomiast zastanawiam się, jakie wnioski, będąc wiceprezydentem odpowiedzialnym za komunikację, powinienem wyciągnąć z tej wypowiedzi. Czy mam rozumieć, że przestały obowiązywać ustalenia, na mocy których zarząd województwa przejął na siebie obowiązek zajęcia się torami, a gminy utrzymaniem dworców?
Przecież z tego podziału obowiązków bezpośrednio wynikało przejęcie przez nas od PKP stacji Świdnica Miasto, żeby urządzić centrum przesiadkowe integrujące transport kolejowy i autobusowy. Nie potrafię także zrozumieć, o co chodziło Zbigniewowi Szczygłowi, gdy podczas konferencji powiedział: Bez tej linii centrum przesiadkowe nie ma sensu. Najpierw ta linia, a dopiero potem centrum. Czy autor tych słów dopiero teraz odkrył związek pomiędzy reaktywacją połączenia kolejowego z Wrocławiem a modernizacją dworca? Dla władz Miasta jest to oczywiste od zawsze. Dlatego wszystkie informacje niezbędne do zaprojektowania centrum uzyskiwaliśmy w Urzędzie Marszałkowskim. Stamtąd pochodzą dane dotyczące ilości kursów szynobusu, liczby przewożonych pasażerów oraz pozamiejskich linii autobusowych. Na podstawie podanego przez urzędników marszałka harmonogramu przejmowania przez niego od PKP torów, przyjęliśmy termin zakończenia budowy centrum. Ponadto data ta była zbieżna z terminami dostarczenia przez producenta zamówionych przez samorząd województwa szynobusów. Czy członek zarządu województwa nie ma o tym wszystkim pojęcia? Kiedyś wydawało mi się, że ma. Na przykład wiosną, gdy wobec dziennikarzy komplementował nasz projekt, zapowiadał jego wspieranie i potwierdzał, że jego atutem jest spójność z zamierzeniami władz województwa. Dokładnie z tego powodu eksperci dokonujący wstępnej oceny wniosków o dofinansowanie unijne przyznali nam największą ilość punktów. Czy coś się zmieniło? Czy bezsensowne działania Miasta niepotrzebnie wyprzedzają prace województwa? A może ślamazarność służb podległych Zbigniewowi Szczygłowi powoduje, że przemyślany, logiczny plan współdziałania obu samorządów na naszych oczach całkowicie się rozpada? Żeby łatwiej znaleźć odpowiedź na to pytanie, warto pamiętać jeszcze o jednym. Zbigniew Szczygieł zapowiada, że pociągi do Wrocławia kursować będą z końcem 2013 roku. Ale nieprzekraczalny termin realizacji zadań w działaniu „Transport miejski i podmiejski”, zgodnie z ogłoszonymi przez Urząd Marszałkowski zasadami naboru wniosków przypada na październik 2012. Logiczne jest więc, że centrum przesiadkowe z powodu reguł gry ustalonych przez zarząd województwa ze Zbigniewem Szczygłem w składzie, musi powstać ponad rok wcześniej niż pojadą pierwsze pociągi do Wrocławia. Co zatem miał na myśli członek zarządu twierdząc, że kolejność będzie inna? Czy nie jest to zakamuflowana informacja, że na unijną dotację nie powinniśmy liczyć?
Podczas wspomnianej konferencji prasowej szef sztabu wyborczego PO Rafał Ząbczyk uznał, że dworzec Świdnica Miasto jest za duży. Powiedział: My wolimy stawiać na sprawne połączenia, a nie na rozbudowę dworców kolejowych. My, czyli on i Zbigniew Szczygieł? W takiej sytuacji my, czyli ja i czytelnicy bloga chcielibyśmy poznać pomysły panów, jak „zmniejszyć” dworzec będący pod opieką konserwatora zabytków. Nieśmiało dodam, że dworca nie powiększamy. Gdyby panowie zapoznali się z projektem lub przynajmniej ze zrozumieniem czytali informacje prasowe na temat centrum przesiadkowego, wiedzieliby o tym. Zamierzamy zmodernizować budynek stacji, przedłużyć tunel pod torami i w miejscu magazynów zorganizować stanowiska odjazdowe autobusów. Część budynku głównego niepotrzebna do obsługi podróżnych będzie przeznaczona na inne cele. Na przykład przeniesiemy tu Biuro Strefy Płatnego Parkowania. Być może Zbigniew Szczygieł nie ma pojęcia, że o przejęcie część wolnych powierzchni ubiega się także firma, która na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego chce tam urządzić zapasowe Centrum Zarządzania Dolnośląską Siecią Szkieletową. Z pisma, jakie otrzymaliśmy wynika, że dzieje się to w ramach Indywidualnego Projektu Kluczowego dla województwa. Jeśli wiedza na ten temat jest równa znajomości stanu świdnickiej infrastruktury sportowej (niedawno Zbigniew Szczygieł zaproponował budowę od podstaw boisk oddanych do użytku w okresie ostatnich dwóch lat), przestaję się dziwić temu, co jest mówione podczas konferencji prasowych. Nie przestaje się jednak martwić, że publiczne wypowiedzi osoby piastującej tak eksponowaną funkcję wprowadzają tak wiele zamętu. Nie usprawiedliwia tego prowadzenie kampanii wyborczej.
Jeżeli natomiast dziwaczne komentarze dotyczące centrum przesiadkowego są zapowiedzią, że zamierza się pozbawić finansowania unijnego pomysł, o którym dotychczas wypowiadano się w samych superlatywach, niech zostanie to powiedziane wprost. Tak będzie uczciwiej.
Z projektem centrum przesiadkowego wiążą się ogromne nadzieje świdniczan. Włożyliśmy wiele wysiłku w przygotowanie bardzo dobrego wniosku o dofinansowanie inwestycji ze środków UE. Zresztą po raz drugi, gdyż w przeddzień wyznaczonego na 30 maja poprzednio terminu poinformowano o przesunięciu go na koniec września. W Świdnicy zrobiliśmy w tej sprawie wszystko, co można było zrobić. Czekamy na rozstrzygnięcia Zarządu Województwa. Pomimo zdumiewających wypowiedzi pana Zbigniewa Szczygła mamy nadzieję, że polityka i względy wyborcze nie będą miały prymatu nad racjami merytorycznymi.
Przyjrzyjmy się temu, co mówił ostatnio na temat linii kolejowej Wrocław- Świdnica. Podczas konferencji prasowej poinformował o wpisaniu wydatków na modernizację tej linii do wojewódzkiego wieloletniego planu inwestycyjnego. Jest to informacja konkretna i ciesząca nas nawet, jeśli się wie, że WPI wielokrotnie bywa zmieniany. (Na przemian pojawiające się i znikające pieniądze na „małą” obwodnice są tego wymownym przykładem). Czy jednak stanowiskiem władz województwa jest wypowiedziany na tej konferencji pogląd, że szynobusy mogły już od dwóch lat kursować tą trasą, gdyby nie niechęć Świdnicy do współfinansowania modernizacji linii? Pomijam niepomijalny fakt, że jest to całkowita nieprawda, a kłamstwo zawsze jest obrzydliwe. Natomiast zastanawiam się, jakie wnioski, będąc wiceprezydentem odpowiedzialnym za komunikację, powinienem wyciągnąć z tej wypowiedzi. Czy mam rozumieć, że przestały obowiązywać ustalenia, na mocy których zarząd województwa przejął na siebie obowiązek zajęcia się torami, a gminy utrzymaniem dworców?
Przecież z tego podziału obowiązków bezpośrednio wynikało przejęcie przez nas od PKP stacji Świdnica Miasto, żeby urządzić centrum przesiadkowe integrujące transport kolejowy i autobusowy. Nie potrafię także zrozumieć, o co chodziło Zbigniewowi Szczygłowi, gdy podczas konferencji powiedział: Bez tej linii centrum przesiadkowe nie ma sensu. Najpierw ta linia, a dopiero potem centrum. Czy autor tych słów dopiero teraz odkrył związek pomiędzy reaktywacją połączenia kolejowego z Wrocławiem a modernizacją dworca? Dla władz Miasta jest to oczywiste od zawsze. Dlatego wszystkie informacje niezbędne do zaprojektowania centrum uzyskiwaliśmy w Urzędzie Marszałkowskim. Stamtąd pochodzą dane dotyczące ilości kursów szynobusu, liczby przewożonych pasażerów oraz pozamiejskich linii autobusowych. Na podstawie podanego przez urzędników marszałka harmonogramu przejmowania przez niego od PKP torów, przyjęliśmy termin zakończenia budowy centrum. Ponadto data ta była zbieżna z terminami dostarczenia przez producenta zamówionych przez samorząd województwa szynobusów. Czy członek zarządu województwa nie ma o tym wszystkim pojęcia? Kiedyś wydawało mi się, że ma. Na przykład wiosną, gdy wobec dziennikarzy komplementował nasz projekt, zapowiadał jego wspieranie i potwierdzał, że jego atutem jest spójność z zamierzeniami władz województwa. Dokładnie z tego powodu eksperci dokonujący wstępnej oceny wniosków o dofinansowanie unijne przyznali nam największą ilość punktów. Czy coś się zmieniło? Czy bezsensowne działania Miasta niepotrzebnie wyprzedzają prace województwa? A może ślamazarność służb podległych Zbigniewowi Szczygłowi powoduje, że przemyślany, logiczny plan współdziałania obu samorządów na naszych oczach całkowicie się rozpada? Żeby łatwiej znaleźć odpowiedź na to pytanie, warto pamiętać jeszcze o jednym. Zbigniew Szczygieł zapowiada, że pociągi do Wrocławia kursować będą z końcem 2013 roku. Ale nieprzekraczalny termin realizacji zadań w działaniu „Transport miejski i podmiejski”, zgodnie z ogłoszonymi przez Urząd Marszałkowski zasadami naboru wniosków przypada na październik 2012. Logiczne jest więc, że centrum przesiadkowe z powodu reguł gry ustalonych przez zarząd województwa ze Zbigniewem Szczygłem w składzie, musi powstać ponad rok wcześniej niż pojadą pierwsze pociągi do Wrocławia. Co zatem miał na myśli członek zarządu twierdząc, że kolejność będzie inna? Czy nie jest to zakamuflowana informacja, że na unijną dotację nie powinniśmy liczyć?
Podczas wspomnianej konferencji prasowej szef sztabu wyborczego PO Rafał Ząbczyk uznał, że dworzec Świdnica Miasto jest za duży. Powiedział: My wolimy stawiać na sprawne połączenia, a nie na rozbudowę dworców kolejowych. My, czyli on i Zbigniew Szczygieł? W takiej sytuacji my, czyli ja i czytelnicy bloga chcielibyśmy poznać pomysły panów, jak „zmniejszyć” dworzec będący pod opieką konserwatora zabytków. Nieśmiało dodam, że dworca nie powiększamy. Gdyby panowie zapoznali się z projektem lub przynajmniej ze zrozumieniem czytali informacje prasowe na temat centrum przesiadkowego, wiedzieliby o tym. Zamierzamy zmodernizować budynek stacji, przedłużyć tunel pod torami i w miejscu magazynów zorganizować stanowiska odjazdowe autobusów. Część budynku głównego niepotrzebna do obsługi podróżnych będzie przeznaczona na inne cele. Na przykład przeniesiemy tu Biuro Strefy Płatnego Parkowania. Być może Zbigniew Szczygieł nie ma pojęcia, że o przejęcie część wolnych powierzchni ubiega się także firma, która na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego chce tam urządzić zapasowe Centrum Zarządzania Dolnośląską Siecią Szkieletową. Z pisma, jakie otrzymaliśmy wynika, że dzieje się to w ramach Indywidualnego Projektu Kluczowego dla województwa. Jeśli wiedza na ten temat jest równa znajomości stanu świdnickiej infrastruktury sportowej (niedawno Zbigniew Szczygieł zaproponował budowę od podstaw boisk oddanych do użytku w okresie ostatnich dwóch lat), przestaję się dziwić temu, co jest mówione podczas konferencji prasowych. Nie przestaje się jednak martwić, że publiczne wypowiedzi osoby piastującej tak eksponowaną funkcję wprowadzają tak wiele zamętu. Nie usprawiedliwia tego prowadzenie kampanii wyborczej.
Jeżeli natomiast dziwaczne komentarze dotyczące centrum przesiadkowego są zapowiedzią, że zamierza się pozbawić finansowania unijnego pomysł, o którym dotychczas wypowiadano się w samych superlatywach, niech zostanie to powiedziane wprost. Tak będzie uczciwiej.
Z projektem centrum przesiadkowego wiążą się ogromne nadzieje świdniczan. Włożyliśmy wiele wysiłku w przygotowanie bardzo dobrego wniosku o dofinansowanie inwestycji ze środków UE. Zresztą po raz drugi, gdyż w przeddzień wyznaczonego na 30 maja poprzednio terminu poinformowano o przesunięciu go na koniec września. W Świdnicy zrobiliśmy w tej sprawie wszystko, co można było zrobić. Czekamy na rozstrzygnięcia Zarządu Województwa. Pomimo zdumiewających wypowiedzi pana Zbigniewa Szczygła mamy nadzieję, że polityka i względy wyborcze nie będą miały prymatu nad racjami merytorycznymi.
wtorek, 28 września 2010
O pamięci i otwartych oczach
Czas samorządowej kampanii wyborczej przynosi jej uczestnikom, oprócz wielu kłopotów i czasem nadmiernych emocji, także jedną rzecz ewidentnie pozytywną. Zmusza do zrobienia bilansu mijającej kadencji. Proszę się nie obawiać, nie napiszę na swoim blogu referatu w rodzaju „Zrobione rzeczy fajne przez Murdzka i jego ferajnę” lub „Ku radości rodaków Świdnica jak mały Kraków”. Chcę tylko powiedzieć, że gdyby nie konieczność podsumowań, wiele rzeczy, które udało się zrobić, wyparowałoby nawet z pamięci ich współtwórców. Prawdopodobnie nie mieliby także świadomości, jak niepostrzeżenie małe liczby sumują się w liczby całkiem duże. Przekonałem się o tym na własnym przykładzie. Poniżej kilka drobnych ilustracji.
Przeglądając listę zrealizowanych inwestycji, zwróciłem uwagę na zadanie pod nazwą „Przebudowa ul. Mennickiej. Niby wiedziałem, ale nie pamiętałem już, że w ramach prac wykonano 10 nowych miejsc parkingowych. Cóż w tym niezwykłego? To zaledwie 10 stanowisk, a o ich deficycie słyszymy nieustannie. Jest on faktem niepodważalnym. Gdy jednak zebrałem informacje o wszystkich nowoutworzonych parkingach, okazało się, że powstało łącznie 250 miejsc postojowych. To także nie rozwiązuje całkowicie problemu. Spróbujmy sobie jednak wyobrazić sytuację, gdyby ich nie wybudowano…
Inny przykład – modernizacja jazu na Bystrzycy w pobliżu mostu na ul. Przyjaźni. Być może, mieszkając na co dzień w bliskości rzeki, zauważają go mieszkańcy Kraszowic. Chociaż i to nie jest pewne. Jakim cudem mieliby jednak pamiętać o nim pozostali świdniczanie, skoro nawet ja, mocno angażując się w wykonanie tego zadania, już praktycznie o nim zapomniałem? Po prostu, postawiłem krzyżyk oznaczający „załatwione” i zająłem się następnymi inwestycjami.
Jeszcze jedna, ostatnia rzecz – specjalna strefa ekonomiczna. Przyznam się, że wydawało mi się, że najważniejsze wydarzenia z nią związane dotyczą poprzedniej kadencji. Sam się zdziwiłem, gdy w swych materiałach natknąłem się na notatkę dotyczącą rozpoczęcia produkcji w fabryce „Forma System”. Nastąpiło to w 2008 roku, podobnie jak, otwarcie wielu innych. Według danych z grudnia 2009, powstało w tym zakładzie 16 miejsc pracy. (Docelowo będzie ich przynajmniej 50). Powie ktoś, cóż to jest kilkunastu zatrudnionych pracowników, gdy zarejestrowanych w PUP jest prawie 2.000 bezrobotnych? Gdy jednak zsumowałem dane z wszystkich fabryk wybudowanych na terenie świdnickiej podstrefy WSSE, uzyskałem wynik 1.760 nowych miejsc pracy! Łączna wartość inwestycji 700 mln zł! Także w fabrykach poza strefą powstało niewiele mniej miejsc pracy, bo 1.320. Czy łączna liczba 3.080 zatrudnionych robi wrażenie? Kto będzie miał odwagę powiedzieć, że nie, albo kwestionować znaczenie tego faktu zastrzeżeniami w rodzaju: tak, ale…; chociaż z drugiej strony…; być może jednak….Albo kto potrafi uzasadnić, że Miasto zamiast inwestować w infrastrukturę niezbędną dla powstania strefy, powinno najpierw wydać pieniądze z budżetu na aquapark lub odbudowę altanki w parku?
Jakie stąd płyną wnioski? Pierwszy, być może jest taki, że powinienem jeść mniej masła i łykać lecytynę, bo kiepsko z moją pamięcią. Drugi jest taki, że najważniejsze są konkrety. I nawet jeśli ktoś je przemilcza lub uporczywie usiłuje nadawać im dziwne znaczenie (ostatnio przeczytałem, że istotną wadą przebudowanej ul. Łukowej są kosze na śmieci, gdyż zdaniem dziennikarza przypominają nowoczesne rzeźby!? – buziaczki dla pani Redaktor), twarde fakty się obronią. Trzeci, najważniejszy, jest taki, że chcąc mieć zdolność rzetelnej oceny świdnickiej rzeczywistości, należy mieć szeroko otwarte oczy. Uwaga! – w tym miejscu, jako szef kampanii wyborczej Wspólnoty Samorządowej podstępnie przystępuję do agitacji. Warto wspierać swą zawodną pamięć, sięgając po „pomoce naukowe”. Jedną z nich jest nasza strona internetowa www.wspolnotasamorzadowa.org, na której pod koniec tygodnia pojawi się pewna nowość. Będzie można sobie przypomnieć, jestem przekonany, że w atrakcyjnej formie, wydarzenia mijającej kadencji. Już dzisiaj serdecznie zapraszam.
Przeglądając listę zrealizowanych inwestycji, zwróciłem uwagę na zadanie pod nazwą „Przebudowa ul. Mennickiej. Niby wiedziałem, ale nie pamiętałem już, że w ramach prac wykonano 10 nowych miejsc parkingowych. Cóż w tym niezwykłego? To zaledwie 10 stanowisk, a o ich deficycie słyszymy nieustannie. Jest on faktem niepodważalnym. Gdy jednak zebrałem informacje o wszystkich nowoutworzonych parkingach, okazało się, że powstało łącznie 250 miejsc postojowych. To także nie rozwiązuje całkowicie problemu. Spróbujmy sobie jednak wyobrazić sytuację, gdyby ich nie wybudowano…
Inny przykład – modernizacja jazu na Bystrzycy w pobliżu mostu na ul. Przyjaźni. Być może, mieszkając na co dzień w bliskości rzeki, zauważają go mieszkańcy Kraszowic. Chociaż i to nie jest pewne. Jakim cudem mieliby jednak pamiętać o nim pozostali świdniczanie, skoro nawet ja, mocno angażując się w wykonanie tego zadania, już praktycznie o nim zapomniałem? Po prostu, postawiłem krzyżyk oznaczający „załatwione” i zająłem się następnymi inwestycjami.
Jeszcze jedna, ostatnia rzecz – specjalna strefa ekonomiczna. Przyznam się, że wydawało mi się, że najważniejsze wydarzenia z nią związane dotyczą poprzedniej kadencji. Sam się zdziwiłem, gdy w swych materiałach natknąłem się na notatkę dotyczącą rozpoczęcia produkcji w fabryce „Forma System”. Nastąpiło to w 2008 roku, podobnie jak, otwarcie wielu innych. Według danych z grudnia 2009, powstało w tym zakładzie 16 miejsc pracy. (Docelowo będzie ich przynajmniej 50). Powie ktoś, cóż to jest kilkunastu zatrudnionych pracowników, gdy zarejestrowanych w PUP jest prawie 2.000 bezrobotnych? Gdy jednak zsumowałem dane z wszystkich fabryk wybudowanych na terenie świdnickiej podstrefy WSSE, uzyskałem wynik 1.760 nowych miejsc pracy! Łączna wartość inwestycji 700 mln zł! Także w fabrykach poza strefą powstało niewiele mniej miejsc pracy, bo 1.320. Czy łączna liczba 3.080 zatrudnionych robi wrażenie? Kto będzie miał odwagę powiedzieć, że nie, albo kwestionować znaczenie tego faktu zastrzeżeniami w rodzaju: tak, ale…; chociaż z drugiej strony…; być może jednak….Albo kto potrafi uzasadnić, że Miasto zamiast inwestować w infrastrukturę niezbędną dla powstania strefy, powinno najpierw wydać pieniądze z budżetu na aquapark lub odbudowę altanki w parku?
Jakie stąd płyną wnioski? Pierwszy, być może jest taki, że powinienem jeść mniej masła i łykać lecytynę, bo kiepsko z moją pamięcią. Drugi jest taki, że najważniejsze są konkrety. I nawet jeśli ktoś je przemilcza lub uporczywie usiłuje nadawać im dziwne znaczenie (ostatnio przeczytałem, że istotną wadą przebudowanej ul. Łukowej są kosze na śmieci, gdyż zdaniem dziennikarza przypominają nowoczesne rzeźby!? – buziaczki dla pani Redaktor), twarde fakty się obronią. Trzeci, najważniejszy, jest taki, że chcąc mieć zdolność rzetelnej oceny świdnickiej rzeczywistości, należy mieć szeroko otwarte oczy. Uwaga! – w tym miejscu, jako szef kampanii wyborczej Wspólnoty Samorządowej podstępnie przystępuję do agitacji. Warto wspierać swą zawodną pamięć, sięgając po „pomoce naukowe”. Jedną z nich jest nasza strona internetowa www.wspolnotasamorzadowa.org, na której pod koniec tygodnia pojawi się pewna nowość. Będzie można sobie przypomnieć, jestem przekonany, że w atrakcyjnej formie, wydarzenia mijającej kadencji. Już dzisiaj serdecznie zapraszam.
sobota, 18 września 2010
Nuda
Właśnie wróciłem do Świdnicy z krótkiego urlopu. Doprawdy, od razu rzuca się w oczy, że zanim premier ogłosił termin wyborów samorządowych, kampania wyborcza w naszym mieście ruszyła na całego. Widać to choćby w Internecie. Również bardzo uaktywnili się radni. Jeden przykład – składanie wniosków do budżetu na rok 2011.
W tym roku realizujemy w mieście 30 zadań inwestycyjnych różnej wielkości finansowanych z budżetu. Złośliwi mówią, że Świdnica to jeden wielki plac budowy (a radykałowie, że jeden wielki bajzel ;-) Tymczasem przedstawiciele klubu radnych Platformy Obywatelskiej, w ciągu kilku ostatnich dni złożyli w sumie 36 (!) propozycji zadań inwestycyjnych. Jeśli dodać do nich te, które już są w trakcie realizacji i będą w przyszłym roku kontynuowane oraz te, które przygotowaliśmy, a radni o nich nie pamiętają, uzbiera się jakieś 50 lub jeszcze więcej. A to przecież nie koniec, bo przecież niby, dlaczego np. radni PiS nie mieliby dotrzymać kroku konkurentom w generowaniu inwestycyjnych pomysłów. Czekam na ich wnioski i założę się, że spora ich ilość będzie zupełnie nowa, dotychczas nie zgłaszana.
Szczerze zdziwiłbym się, gdyby kolejnym krokiem opozycyjnych radnych w pracach nad budżetem nie były propozycje działań „prospołecznych” np. obniżenie stawek podatków, zwiększenie bonifikat przy zakupie mienia komunalnego, ograniczenie cen wody i odpłatności za przedszkola, zwiększenie ulg w przewozach MPK, wydłużenia czasu świecenia latarni ulicznych, zaopiekowania się każdym kotem i psem itp.
Żeby przynajmniej zachować pozory troski o zbilansowanie takiego budżetu, w którym lawinowo rosnąć mają wydatki, a jednocześnie spadać dochody, prawdopodobnie pojawią się ciekawe postulaty poszukiwania oszczędności. Zwłaszcza w dziedzinach, które w mniemaniu chłopków-roztropków szczególnie dobrze „sprzedają się” publiczności. Najpewniej w wydatkach na administrację (zużywać mniej papieru!) i promocję miasta (precz z Festiwalem Reżyserii Filmowej i Kongresem Regionów!).
Na szczęście kampania wyborcza trwa tylko niecałe 3 miesiące. Gdy już opadnie po niej pył bitewny i wyciszy się syreni śpiew demagogów, sytuacja wróci do normalności. Ktoś będzie musiał to wszystko krytycznie ocenić pod kątem realizowalności i przedstawić sensowną ostateczną wersję budżetu, który trzyma się realiów. Moim zdaniem, tym kimś będzie prezydent Wojciech Murdzek ze współpracownikami. I jestem przekonany, że gdy 5 grudnia okaże się, że mam rację, zdecydowana większość świdniczan odetchnie z ulgą. Bo w gruncie rzeczy większość z nas doskonale wie, że dobre sprawowanie władzy to nie to samo, co bujanie w obłokach, pisanie złośliwych komentarzy na forach internetowych i filozofowanie bez ponoszenia odpowiedzialności. Kampania wyborcza ma swój koloryt i specyfikę. Jeśli jednak po niej coś dobrego ma się wydarzyć, wymaga to cierpliwej, mądrej, konsekwentnej pracy. Czasem docenianej tak, jak w czwartek, gdy podczas uroczystej gali prezydentowi wręczono przyznany Świdnicy Dolnośląski Klucz Sukcesu. To wyróżnienie dla świdniczan budujących pozycję swojego miasta. Także przez dokonywanie rozsądnych wyborów osób rządzących naszą społecznością.
Tak, kampania wyborcza się rozpoczęła. A poza tym, wszystko całkiem normalnie. Wręcz nuda. Wreszcie zaakceptowaliśmy właściwy prototyp ławki przeznaczonej na ul. Łukową. Pierwsza właśnie stanęła, reszta w ciągu tygodnia. Wybrnęliśmy z impasu przy budowie wieży ratuszowej. We wtorek ruszają prace przy palowaniu fundamentów. Dzisiaj wpłynęło 6 ofert w przetargu na adaptację dworca Świdnica Miasto. Pewnie wybierzemy wykonawcę w najbliższych dniach. Dokonaliśmy wstępnej kwalifikacji osób ubiegających się o mieszkanie w wykańczanym właśnie budynku przy ul. Kopernika. Uzgodniliśmy przebieg dalszych prac na pl. Św. Małgorzaty. Rzeczywiście, wszystko normalnie. Mimo rozpoczęcia kampanii wyborczej. Całkowita, kompletna, zupełna, a przecież ważna dla Świdnicy i tak bardzo obchodząca mnie, ekscytująca nuda!
W tym roku realizujemy w mieście 30 zadań inwestycyjnych różnej wielkości finansowanych z budżetu. Złośliwi mówią, że Świdnica to jeden wielki plac budowy (a radykałowie, że jeden wielki bajzel ;-) Tymczasem przedstawiciele klubu radnych Platformy Obywatelskiej, w ciągu kilku ostatnich dni złożyli w sumie 36 (!) propozycji zadań inwestycyjnych. Jeśli dodać do nich te, które już są w trakcie realizacji i będą w przyszłym roku kontynuowane oraz te, które przygotowaliśmy, a radni o nich nie pamiętają, uzbiera się jakieś 50 lub jeszcze więcej. A to przecież nie koniec, bo przecież niby, dlaczego np. radni PiS nie mieliby dotrzymać kroku konkurentom w generowaniu inwestycyjnych pomysłów. Czekam na ich wnioski i założę się, że spora ich ilość będzie zupełnie nowa, dotychczas nie zgłaszana.
Szczerze zdziwiłbym się, gdyby kolejnym krokiem opozycyjnych radnych w pracach nad budżetem nie były propozycje działań „prospołecznych” np. obniżenie stawek podatków, zwiększenie bonifikat przy zakupie mienia komunalnego, ograniczenie cen wody i odpłatności za przedszkola, zwiększenie ulg w przewozach MPK, wydłużenia czasu świecenia latarni ulicznych, zaopiekowania się każdym kotem i psem itp.
Żeby przynajmniej zachować pozory troski o zbilansowanie takiego budżetu, w którym lawinowo rosnąć mają wydatki, a jednocześnie spadać dochody, prawdopodobnie pojawią się ciekawe postulaty poszukiwania oszczędności. Zwłaszcza w dziedzinach, które w mniemaniu chłopków-roztropków szczególnie dobrze „sprzedają się” publiczności. Najpewniej w wydatkach na administrację (zużywać mniej papieru!) i promocję miasta (precz z Festiwalem Reżyserii Filmowej i Kongresem Regionów!).
Na szczęście kampania wyborcza trwa tylko niecałe 3 miesiące. Gdy już opadnie po niej pył bitewny i wyciszy się syreni śpiew demagogów, sytuacja wróci do normalności. Ktoś będzie musiał to wszystko krytycznie ocenić pod kątem realizowalności i przedstawić sensowną ostateczną wersję budżetu, który trzyma się realiów. Moim zdaniem, tym kimś będzie prezydent Wojciech Murdzek ze współpracownikami. I jestem przekonany, że gdy 5 grudnia okaże się, że mam rację, zdecydowana większość świdniczan odetchnie z ulgą. Bo w gruncie rzeczy większość z nas doskonale wie, że dobre sprawowanie władzy to nie to samo, co bujanie w obłokach, pisanie złośliwych komentarzy na forach internetowych i filozofowanie bez ponoszenia odpowiedzialności. Kampania wyborcza ma swój koloryt i specyfikę. Jeśli jednak po niej coś dobrego ma się wydarzyć, wymaga to cierpliwej, mądrej, konsekwentnej pracy. Czasem docenianej tak, jak w czwartek, gdy podczas uroczystej gali prezydentowi wręczono przyznany Świdnicy Dolnośląski Klucz Sukcesu. To wyróżnienie dla świdniczan budujących pozycję swojego miasta. Także przez dokonywanie rozsądnych wyborów osób rządzących naszą społecznością.
Tak, kampania wyborcza się rozpoczęła. A poza tym, wszystko całkiem normalnie. Wręcz nuda. Wreszcie zaakceptowaliśmy właściwy prototyp ławki przeznaczonej na ul. Łukową. Pierwsza właśnie stanęła, reszta w ciągu tygodnia. Wybrnęliśmy z impasu przy budowie wieży ratuszowej. We wtorek ruszają prace przy palowaniu fundamentów. Dzisiaj wpłynęło 6 ofert w przetargu na adaptację dworca Świdnica Miasto. Pewnie wybierzemy wykonawcę w najbliższych dniach. Dokonaliśmy wstępnej kwalifikacji osób ubiegających się o mieszkanie w wykańczanym właśnie budynku przy ul. Kopernika. Uzgodniliśmy przebieg dalszych prac na pl. Św. Małgorzaty. Rzeczywiście, wszystko normalnie. Mimo rozpoczęcia kampanii wyborczej. Całkowita, kompletna, zupełna, a przecież ważna dla Świdnicy i tak bardzo obchodząca mnie, ekscytująca nuda!
Subskrybuj:
Posty (Atom)