poniedziałek, 30 września 2013

Sobota na placu JP II

W sobotni poranek spotkałem się na placu Jana Pawła II z artystą, któremu zamierzamy powierzyć wykonanie Porta Santa (uzupełniających pomnik papieża) oraz konstruktorem, który rozpracuje szczegóły posadowienia konstrukcji. Dokonując na miejscu pomiarów, udało się rozstrzygnąć kilka dotyczących tego dylematów. Potem jeszcze odbyliśmy dłuższą rozmowę, dotyczącą szczegółów projektu. Wszystko zmierza ku temu, aby w ciągu kilku tygodni powstała dopracowana, całościowa koncepcja przedsięwzięcia. Wtedy też precyzyjnie określone będą jego koszty i przyjdzie czas na ostateczną decyzję, co robimy z pomysłem.



Z portalu swidnica24.pl dowiedziałem się, że około południa na placu pojawiło się kilkoro innych świdniczan. Oni akurat sądzą, że Porta Santa nie powinny powstać. ( Według portalu identycznego zdania była też jakaś wycieczka z Piotrkowa Trybunalskiego. Wow!!!) Z tego powodu przynieśli ze sobą drewniane drzwi, które służyły im do tego, żeby je skopać oraz żeby przybić na nich swój manifest. Najwyraźniej uczestnicy happeningu w ten sposób wyobrażają sobie pozytywne działanie na rzecz Świdnicy.



Cóż, każdy robi to, o czym ma pewne pojęcie i to, co w miarę potrafi oraz wykorzystuje swój czas na to, co dla niego jest ważne. Wyraźnie widać, że pod tymi względami z uczestnikami happeningu zasadniczo się różnimy. Przyznam szczerze, że nie mam z tego powodu kompleksów.

piątek, 20 września 2013

Po co nam kuranty?

To pytanie przyszło mi do głowy, gdy przechodziłem dzisiaj przez świdnicki Rynek, a zegar z ratuszowej wieży zaczął wybijać godzinę. Zaraz potem zabrzmiał hejnał. Wszystko to całkiem sympatycznie brzmiało, ale po co? Czy dzięki temu przybyło w mieście miejsc parkingowych i placów zabaw lub zmniejszyła się ilość dziur w chodnikach? Oczywiście, że nie. A czy w ogóle potrzebny jest komuś zegar na wieży? Choć nieźle się prezentuje, może jest zbędny, a 90 tys. zł, które kosztował, powinno się przeznaczyć na dodatkowy kwietnik w parku? Tylko, w jakim celu? Kwiatków raczej zjeść się nie da, więc właściwie żaden z nich pożytek. Idąc dalej, można wyśmiać odbudowę wieży ratuszowej - Rynek i bez niej był ładny. I tak dalej, dalej, dalej.



Piszę o tym w związku z histerią, jaka zapanowała na forach internetowych po tym, gdy podaliśmy informację o dwóch zamierzeniach inwestycyjnych. Pierwsze dotyczy przebudowy deptaka prowadzącego do kościoła na Osiedlu Młodych. Nawierzchnia promenady jest tak zniszczona, że aż niebezpieczna. Jej wygląd także pozostawia wiele do życzenia. Dlatego w przyszłym roku chcemy wykonać modernizację w wyniku, której oprócz funkcji czysto komunikacyjnej przestrzeń ta stanie się również miejscem odpoczynku wśród zieleni. Wstępną koncepcję przedstawiliśmy mieszkańcom do konsultacji.



Druga inwestycja to dokończenie modernizacji placu JP II. W odczuciu części mieszkańców wykonana przed kilku laty inwestycja budzi niedosyt. Zrozumiała jest, więc chęć doprowadzenia do sytuacji, gdy wystrój placu będzie wysoko oceniany przez samych świdniczan, a jego uroda i oryginalność stanie się dodatkowym argumentem przyciągającym turystów. Na ten cel Rada Miejska przeznaczyła już dawno temu kwotę 200 tys. zł. Aż do teraz nie wywoływało to żadnych kontrowersji.



Stopień wściekłości prezentowany przez przeciwników obu projektów oraz ilość jadu wylewanego przez nich w Internecie są doprawdy niezwykłe. Trudno tego nie zauważyć, ale jeszcze trudniej zaakceptować styl i argumenty, którymi się posługują.



Pewnie jest niemała grupa mieszkańców, którą okoliczności życia zmuszają do oceniania wszystkiego przez pryzmat pełnej miski. Świdnica jednak ( na szczęście) nie jest i (jestem pewien) nie będzie gigantycznym domem pomocy społecznej, w którym liczy się tylko i wyłącznie podtrzymanie najbardziej podstawowych funkcji życiowych. Związane z tym wydatki w budżecie miejskim każdego roku stanowią ogromną pozycję. Jednak aspiracje zdecydowanej większości świdniczan sięgają wyżej i dalej. Dlatego staramy się nie tracić z pola widzenia żądnej sfery życia miasta. I z tego samego powodu, za oczywisty obowiązek władzy uważamy także dbałość, o jakość przestrzeni publicznych. To od tego przecież w wielkim stopniu zależy, czy w swoim mieście czujemy się dobrze, czy źle. Po prostu, człowiekowi do życia potrzebne jest coś więcej niż tylko zaspokojenie elementarnych potrzeb. Ponadto identyfikacja ze swym miastem oznacza najczęściej także sentyment do wybranych, charakterystycznych miejsc, które wręcz automatycznie kojarzą się nam ze Świdnicą. Dlatego powinno ich być możliwie jak najwięcej.



Oczekiwania świdniczan są różnorodne. Komuś bardziej zależy na ścieżkach rowerowych, a innemu na atrakcyjności parków lub czystości ulic. W ramach pieniędzy, jakimi dysponujemy, staramy się wyważać i uwzględniać poszczególne racje. Dlatego mamy przygotowanych do realizacji szereg pomysłów, które dotyczą bardzo różnych sfer życia. Ot, choćby zagospodarowanie za kwotę 3 mln zł rejonu ulicy Ułańskiej, gdzie jeszcze w tym roku rozpoczniemy budowę terenu rekreacyjnego, boiska i parkingu.



Być może inaczej niż prezydent i radni można postrzegać priorytety wyznaczane w poszczególnych latach. Nie daliśmy sobie jednak nigdy wmówić, że dla nas- świdniczan nic nie znaczy piękno i urok rzeczy, które wykraczają poza katalog absolutnych „niezbędników”. Świadczy o tym niezbicie na przykład ilość uczestników Festiwalu Reżyserii Filmowej, a innych przykładów można podać wiele. I pewnie dlatego, choć wszyscy posiadamy zegarki, nikt dotychczas nie wnioskował, żeby szkło z tarcz zegara w wieży ratuszowej wykorzystać raczej do szklenia okien w remontowanych pustostanach. Nikt też chyba nie domagał się zastąpienia dźwięków bijącego zegara reklamą proszku do prania. Kuranty naprawdę potrzebne są nam do życia! Tak samo, jak efektowna i przyjazna mieszkańcom promenada na ul. Wyszyńskiego oraz wykonane z największym kunsztem artystycznym wrota Porta Santa na placu JP II. Tak po prostu jest. I nie zmienią tego ani antyklerykałowie wojujący ze wszystkim, co kojarzy się z wiarą i Kościołem, ani polityczni przeciwnicy prezydenta wykorzystujący każdy pretekst do prowadzenia przeciwko niemu negatywnej kampanii.

sobota, 31 sierpnia 2013

Proste słowo "oczywiście".

Według słownika PWN „oczywiście” oznacza partykułę komunikującą, że to, o czym jest mowa, nie budzi żadnych zastrzeżeń.

Odwołuję się do tej definicji w związku z komentarzem radnej Beaty Słaniewskiej-Moskal, jaki przeczytałem na portalu świdnica24.pl pod materiałem dotyczącym wiaduktu na Polnej Drodze (o kłopotach z tym związanych pisałem na blogu w czwartek). Redakcja poinformowała, że najkrócej rzecz ujmując, pogoniliśmy z budowy niesolidnego wykonawcę. Zrobiliśmy to na tyle sprawnie, że termin zakończenia inwestycji nie powinien się znacząco wydłużyć (około 2 tygodnie). Dodam, że skutecznie uzyskaliśmy 170 tys. zł tytułem kar umownych, a to w Polsce niezbyt często się udaje, gdy firma zalicza „wywrotkę”. W sumie, nie ma powodów do radości, ale dzięki przytomnej i szybkiej reakcji urzędników nie ma też żadnej tragedii.

Taka jest trzeźwa, rzeczowa ocena sytuacji formułowana przez każdego, kto ze zrozumieniem przeczytał tekst na portalu, a potem bez zacietrzewienia oraz złej woli zastanowił się nad jego treścią. Jednak według pani radnej rzeczywistość jest zupełnie inna. Z jej opinii wynika, że zniszczono piękny kamienny wiadukt, choć nie było to konieczne, bo zamiast budować nowy „blaszany”, należało tylko zrobić w kolejowym nasypie dodatkowe przejście dla pieszych. Według pani radnej gotowy projekt leży gdzieś w Urzędzie. Zdaniem pani BMS fatalnie się stało, bo <>. A wszystko, dlatego że <oczywiście
jak zawsze wielkiej i nowoczesnej oraz drogiej inwestycji>>. Podkreślam słowo „oczywiście”, bo użycie go przez panią radną jest ważne. Sprawia wrażenie, że prawda jest taka, jak ona ją przedstawia. Ponadto sugeruje, że BMS wie, o czym pisze, bo zna się na rzeczy. Jednak jej wypowiedź wskazuje, że albo pani radna świadomie wprowadza w błąd czytelników, albo nie zna lub nie rozumie znaczenia faktów. Tak, czy inaczej nie ma racji, co uzasadnię używając w sposób właściwy słowa „oczywiście”.

Oczywiście wymiana wiaduktu była konieczna ze względu na jego wymiary. Nie mogły się pod nim minąć nawet samochody osobowe. Oczywiście nie zmieniłoby tej sytuacji zrobienie odrębnego tunelu dla pieszych.

Oczywiście analizowaliśmy różne warianty udrożnienia ruchu na Polnej Drodze. Między innymi brano pod uwagę wybudowanie bliźniaczego tunelu i rozdzielenie ruchu pojazdów w przeciwnych kierunkach. Rozwiązanie to miało zasadnicze wady:
-zapewniona byłaby przejezdność, co najwyżej samochodów dostawczych
- powstałaby fatalna geometria drogi spowodowana bliskością drugiego, istniejącego tam przecież wiaduktu
- wysoki koszt 

W stosunku do tradycyjnie stosowanych technologii, wiadukty budowane z wykorzystaniem powłok wstępnie sprężanych (radna nazywa to blachą falistą) są tańsze i szybsze w montażu. Dlatego oczywiście taką wybraliśmy. Tak na marginesie, nie będę się wypierał, że jak pisze BMS, zawsze staramy się, żeby inwestycje miejskie miały przyzwoity standard i uwzględniały dobre rozwiązania techniczne. Oczywiście nie uważam tego za wadę.

Oczywiście bezpodstawne jest straszenie świdniczan, że budowa bardzo przeciągnie się w czasie. Prawdą jest że, nie można wykluczyć wczesnego ataku zimy. Gdybyśmy jednak nie rozstali się z poprzednim wykonawcą, oczywiście sytuacja byłaby zdecydowanie gorsza.

Oczywiście nie mamy żadnego wpływu na ewentualne upadłości firm wygrywających przetargi. Oczywiście nie możemy wykluczać z udziału w przetargach firm przedstawiających dokumenty świadczące o ich wystarczająco dobrej kondycji finansowej. Oczywiście nie wybieramy ofert z rażąco niską ceną. W przetargu na wiadukt wpłynęło 6 ofert niewiele różniących się ceną.

Na koniec, oczywiście nie uważam, że moja odpowiedź na biadolenie pani radnej spowoduje, że w przyszłości nie będzie wymądrzać się w sprawach, o których nie ma pojęcia. Przecież oczywiście wybory już za rok.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wiadukt po raz drugi

Pokomplikowały się sprawy dotyczące przebudowy wiaduktu na Polnej Drodze. Pod koniec maja podpisaliśmy umowę z wyłonionym w przetargu wykonawcą. Inwestycja miała być zakończona do połowy grudnia. Jednak oprócz prac rozbiórkowych firma POL-DRÓG niewiele robiła, łamiąc ustalony harmonogram prac. Dlatego nasza reakcja była bardzo zdecydowana. Skwapliwie wykorzystaliśmy zapisy umowy dające nam prawo odstąpienia od niej, jeśli opóźnienia wykonania poszczególnych elementów robót przekroczą choćby 5 dni. 

Dlaczego tak się spieszyliśmy? Po pierwsze, chcemy skończyć prace przed zimą. Zobowiązuje nas do tego umowa o dofinansowanie unijne, ale jeszcze w większym stopniu, dążenie, żeby nie przedłużać czasu występowania utrudnień w ruchu na Polnej Drodze. Nie jest to na pewno główna arteria miejska, ale jej zamknięcie powoduje problemy komunikacyjne.

Po drugie, postanowiliśmy zabezpieczyć się przed powtórką sytuacji, jaka miała miejsce przy okazji modernizacji dworca Świdnica Miasto. W tamtym przypadku wykonawca inwestycji (firma  Integer) w tajemnicy przygotował i z zaskoczenia ogłosił upadłość. W rezultacie budowa z powodów formalno-prawnych została zastopowana na wiele miesięcy. Odbiło się to także na naszych finansach. Nie wchodząc w nadmierne szczegóły, mechanizm powstawania tego problemu był następujący. Po ogłoszeniu upadłości wykonawcy, z mocy prawa zobowiązani byliśmy zapłacić za wszystkie roboty zrealizowane przez Integer przed jej ogłoszeniem. Czyli niesolidnemu wykonawcy przekazać musieliśmy pieniądze nawet po tym, gdy wystawił nas do wiatru. Nie mogliśmy tych należności skompensować z karami umownymi za niedotrzymanie przez niego warunków umowy. Teoretycznie kary się nam należały. Jednak ze względu na to, że syndyk zdecydował się nie kontynuować inwestycji, praktyczne odzyskanie pieniędzy z tego tytułu stało się iluzją. Należności, takie jak nasze, znajdują się w bardzo odległej kategorii zaspokajania.  Oznacza to, że najpierw syndyk płaci zaległości wobec ZUS, US itd. Na pokrycie innych roszczeń właściwie nigdy nie ma wystarczających środków.  

Na podstawie tych doświadczeń postanowiliśmy wyprzedzić spodziewany ruch POL-DROGU. Od pierwszej chwili, gdy uzyskaliśmy informacje, że występuje realne zagrożenie upadłością, dążyliśmy do ich zweryfikowania. Przesądzające sprawę było dotarcie do ogłoszenia o wyprzedaży parku maszynowego przedsiębiorstwa. Potraktowaliśmy to, jako ewidentny zwiastun końca firmy. Dlatego, chociaż według naszej wiedzy upadłość do dzisiaj jeszcze nie została ogłoszona, wykonujemy już wszystkie niezbędne kroki w celu ochrony interesu miasta, zanim w sprawę ewentualnie wmiesza się syndyk.

 Ponieważ rzecz jest w toku, nie mogę pisać o szczegółach. W każdym razie dążymy do wyegzekwowania kar, choćby w taki sposób, żeby nie musieć płacić ani złotówki za dotychczas wykonane roboty. Ponadto kładziemy rękę na pieniądzach, które POL-DROG zdeponował na naszym koncie przed rozpoczęciem prac tytułem zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Najważniejsze jednak jest to, że w ekspresowym tempie uzyskaliśmy od POL-DROGU potwierdzenie stanu zaawansowania inwestycji. Dzięki temu mamy precyzyjnie określony zakres robót pozostałych do wykonania. To umożliwia przeprowadzenie przetargu na dokończenie inwestycji. Unikamy także ewentualnych dyskusji, gdyby w przyszłości ktokolwiek chciał nas „skubać”, twierdząc, że stan zaawansowania inwestycji jest większy.

Co dalej? Przede wszystkim liczymy na to, że powtórzonym przetargiem zainteresują się wykonawcy. Poprzednio złożono 6 ofert niewiele różniących się ceną. Wszystkich uczestników pierwszego postępowania zachęcimy do ponownego startu. Liczymy, że konkurencja firm oraz fakt, ograniczenia inwestycji o wykonane już roboty, może ustrzec nas przed znaczącym wzrostem ceny. Termin zakończenia prac ustalamy na koniec roku. Jest to termin realny, o ile wcześniej niż zwykle nie zaatakuje nas zima.

Niestety, upadłości firm zdarzają się i będą się zdarzać. Nie mamy na to wpływu. Sztuką jest jednak potrafić minimalizować negatywne skutki takich zdarzeń.  Uważam, że pod tym względem wypadamy całkiem dobrze. Moim zdaniem, jako inwestor, nie mogliśmy w tej sytuacji zrobić niczego więcej na korzyść miasta.  

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Dziura " na Spółdzielczej nie pozostanie "na wieki".

Podjęliśmy decyzję o gotowości przejęcia przez nasz TBS rozpoczętej budowy przy ul. Spółdzielczej. Postanowiliśmy wkroczyć do akcji, gdyż z niepokojem obserwowaliśmy bieg zdarzeń dotyczący tej inwestycji. Chociaż właściwie stwierdzenie, że „obserwowaliśmy”, nie jest odpowiednie.

W ostatnich dwóch latach właściciel gruntu oraz pracujący na jego rzecz inżynierowie kilkukrotnie byli w Urzędzie Miejskim. Aktywnie uczestniczyliśmy (w ramach swych uprawnień i kompetencji) w przygotowaniu inwestycji. Było z tym sporo problemów, bo wcześniejszy projekt budowlany był do niczego. Z szefem przedsięwzięcia - panem Murphym ( to ten sam, który uratował od zagłady budynek przy ul. Jagiellońskiej- dawny ośrodek kultury) ustaliliśmy nawet takie szczegóły, jak wspólna realizacja remontu ul. Spółdzielczej (dla potrzeb budynku trzeba ją nieco przebudować, tworząc także nowe miejsca parkingowe). Inwestycję rozpoczęto z impetem, który jednak wyczerpał się wkrótce po zakończeniu prac ziemnych. Na placu budowy zapanował wielomiesięczny bezruch, potem zniknął żuraw, a solidne panelowe ogrodzenie zastąpił rachityczny płot z drucianej, stosowanej w lasach siatki.  Dowiedzieliśmy się, że spółce „Katedra”, będącej inwestorem, grozi upadłość. Zrobiło się niebezpiecznie dla przechodniów. Jeszcze większe zagrożenie dotyczy sąsiednich nieruchomości, które położone są blisko krawędzi wykonanego wykopu.

Przede wszystkim troska o bezpieczeństwo budynków i osób spowodowały, że od kilku tygodni jesteśmy w stałym kontakcie z Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego, który zaniepokojony sytuacją wszczął postępowanie dotyczące zagrożenia katastrofą budowlaną. Na tę chwilę sytuacja wydaje się  względnie stabilna.  Jednak strach pomyśleć, jak się ona zmieni po sezonie zimowym, jeśli nie wykona się odpowiednich prac zabezpieczających. Upadła spółka na pewno ich nie zrealizuje. A jeśli nie ona to, kto i za czyje pieniądze?

Upadłość „Katedry” powoduje także, że zupełnie realną perspektywą staje się pozostawienie na lata w centrum miasta gigantycznego wykopu. Nawet, jeśli udałoby się go należycie zabezpieczyć, byłby to fatalne dla wizerunku Świdnicy. A doświadczenie uczy, że raz przerwaną na pewien czas inwestycję szalenie trudno jest wznowić.

Z tych powodów, nie zamierzamy czekać biernie na dalszy rozwój wypadków. Analiza wykonana w TBS przekonuje, że nasza komunalna spółka jest w stanie dokończyć budowę i racjonalnie zagospodarować powstałe mieszkania. Według projektu, którego nie chcemy zmieniać, ma ich być 43. Poza nimi przewidziane jest powstanie trzech lokali użytkowych w parterze oraz podziemnego parkingu. 

Rozważamy dwa różne warianty przejęcia rozpoczętej inwestycji. Wybierzemy korzystniejszy, a wybór opcji zależeć będzie głównie od tego, czy upadłość „Katedry” ( na razie jest w sądzie tylko wniosek) zostanie ogłoszona, czy nie. Okaże się to najprawdopodobniej do połowy września.  Jeśli jednak projektem zainteresuje się jakiś developer gotowy do sprawnej realizacji budynku, także bylibyśmy zadowoleni. TBS skoncentrowałby się w tej chwili wyłącznie na dokończeniu kompleksu mieszkaniowego na Zarzeczu, a potem planował inne przedsięwzięcia. Nie chodzi wszakże o to, żeby na siłę szukać TBS-owi niestandardowych zadań, lecz nie dopuścić do bezterminowego trwania na ul. Spółdzielczej wielkiej dziury w ziemi.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Egzamin na prawko w Świdnicy

Wiele wskazuje na to, że coraz bardziej realna staje się możliwość zdawania egzaminu na prawo jazdy w Świdnicy. Od szeregu lat było to wykluczone. Jednak z chwilą, gdy nastąpiły zmiany prawa stwarzające szanse powstania w naszym mieście filii Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego ostro zabraliśmy się do pracy, żeby nie przegapić okazji.

Przede wszystkim zaprosiliśmy do współpracy wszystkie lokalne szkoły jazdy, których jest niemało, bo około dwudziestu. Z grupy właścicieli spontanicznie wyłonił się zespół roboczy, którego motorem napędowym stał się pan Paweł Żuraw. Przeprowadzona została ankieta, której wyniki posłużyły do wykazania, że filia WORD w Świdnicy ma racjonalne podstawy ekonomiczne dla swego istnienia.

Z dużą przychylnością spotkaliśmy się ze strony dyrektorów WORD w Wałbrzychu. Od ich nastawienia sporo zależało, a nie wszędzie na Dolnym Śląsku inicjatywy podobne do naszej spotkały się z aprobatą szefów istniejących już placówek. Dlatego warto podkreślać, że otrzymaliśmy realne wsparcie. Obecnie trwają finalne uzgodnienia dotyczące szczegółów umowy, jaką Miasto i WORD podpiszą między sobą. Wcześniej konieczne jest uzyskanie ostatecznej zgody Samorządu  Wojewódzkiego i naszej Rady Miejskiej. Wydaje się jednak, że deklarowana życzliwość członków Zarządu Województwa jest trwałym faktem. A ponieważ powodzenie tej inicjatywy jest korzystne dla mieszkańców miasta i powiatu, nie sądzę, żeby radni miejscy jej nie zaakceptowali.

Siedziba świdnickiej filii WORD znajdować się będzie w remizie OSP przy ul. Wałbrzyskiej. Rozmowy z komendantem jednostki pokazały, że nie w pełni wykorzystywany jest budynek oddany przez Miasto strażakom w nieodpłatne użyczenie. Jeden z lokali o wystarczającej dla urządzenia ośrodka egzaminacyjnego powierzchni może być przekazany na ten cel bez uszczerbku dla działania OSP.  Przeciwnie, wstępne ustalenia mówią o tym, że strażacy mogą liczyć na wymierne korzyści.
Plac manewrowy znajdować się będzie niedaleko od remizy, po drugiej stronie ul. Głowackiego. Jego część dzierżawi obecnie jedna ze szkół jazdy. Jednak wielkość terenu powoduje, że i tutaj nie nastąpi kolizja przyszłej i istniejącej dzisiaj funkcji.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie filia powinna powstać jeszcze w tym roku. W tej chwili szacujemy jeszcze wydatki, jakie Miasto musiałoby ponieść, żeby doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału. Z dotychczasowej wiedzy wynika jednak, że nie powinno być to przeszkoda nie do przejścia. Najprawdopodobniej egzaminy będzie można zdawać trzy razy w tygodniu. Jeśli zainteresowanie ośrodkiem będzie zdecydowanie większe od prognozowanego obecnie, możliwe będzie rozszerzenie skali działania filii WORD.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Dziczyzna z wosku (na razie).

Dzisiaj wykonawca rzeźby dzików, które staną w centrum skweru przy ul. Franciszkańskiej przedstawił pierwszy model swej pracy. Wykonał go w skali 1:10, a tworzywem jest wosk.

Prezentacja wypadła naprawdę znakomicie. Zarówno grono urzędników uczestniczących w realizacji zadania, jak i Aleksander Mazij - autor projektu byli bardzo zadowoleni z tego, co zobaczyli. Kompozycja dobrze prezentuje się przestrzennie. Udało się także wystarczająco dokładnie dopracować szczegóły np. herb i kłódkę na wieku skrzyni pamięci, binokle na pysku jednego z warchlaków lub pióro w pysku innego.

Kolejnym krokiem do zrobienia jest przygotowanie modelu w skali 1:1. Uzgodniono, że w połowie września artysta zaprosi nas po raz pierwszy do swej pracowni. Odbiór ostateczny nastąpi w październiku. Wtedy model zostanie pocięty na kilkanaście części, które w zakładzie w Gliwicach posłużą do wykonania form odlewniczych. Potem poszczególne elementy będą odlane z brązu i zostaną zespawane, a powierzchnie odpowiednio wyprawione. Całość prac mogłaby się zakończyć jeszcze w tym roku. Jednak uznaliśmy, że instalowanie rzeźby późna jesienią nie ma sensu. Plenerowa impreza na otwarcie najprawdopodobniej nie udałaby się z powodu złej pogody.

Udany eksperyment z konkursem na rzeźbę przeznaczoną na skwer upewnia mnie, że warto organizować podobne przedsięwzięcia. Dlatego najprawdopodobniej wkrótce ogłosimy konkurs dotyczący placu Jana Pawła II.

 Pomnik papieża planowany przez stowarzyszenie „Pamięć i wdzięczność” (także wybrany w konkursie) nie rozwiązuje problemu, jaki mamy z tym placem. Sylwetka klęczącego Ojca Świętego nie będzie wystarczającą dominantą, zamykającą perspektywę placu od strony ul. Długiej. Powinien powstać tam akcent architektoniczny w miejscu, w którym zbiegają się centryczne linie zaznaczone na posadzce placu. To „coś” musi mieć właściwe gabaryty. Swą treścią komentować pomnik papieża, a jednocześnie nowoczesną formą i atrakcyjnym materiałem, z którego będzie wykonane, bardzo harmonijnie współgrać z dość tradycyjną rzeźbą. Zadanie postawione uczestnikom nie będzie łatwe. Dlatego chyba bardziej liczyć powinniśmy na prace „osób z branży”, niż zupełnych amatorów. Chociaż nie raz już przekonaliśmy się, że inwencja twórcza nie zna granic, a nieprofesjonaliści potrafią zaskoczyć ciekawymi pomysłami.
Tak, czy inaczej bądźmy dobrej myśli, że właśnie tak będzie w tym przypadku.