niedziela, 24 października 2010

Lepszy beton niż kamikadze

Gdy w ostatnich dniach śledzę informacje medialne (także dotyczące wydarzeń w Łodzi) najczęściej myślę sobie – jak to dobrze, że jesteśmy powiatowym miastem, w którym etykiety polityczne nie mają wielkiego znaczenia. Wzrastająca niechęć (może czasem nawet nienawiść) zwolenników PO, PiS i SLD w Świdnicy nie jest, aż tak bardzo, zauważalna. Z kilku powodów.

Po pierwsze, chociaż ogólnopolska histeria polityczna na pewno udziela się w pewnym stopniu świdniczanom, mamy własne, lokalne powody do różnicy zdań. Są one bliższe naszego życia. Możemy się na przykład spierać, czy remont ulicy Łukowej był udany. Są tacy, którzy wbrew opinii większości mieszkańców uważają, że Łukowa kiedyś wyglądała lepiej. Inni nie pamiętając, że podczas robót wymieniono także kompletnie sypiącą się infrastrukturę podziemną, mogą krytykować, ich zdaniem, wysokie koszty. Jednak dyskusja dotyczy konkretu – ważna jest architektura i pieniądze, a nie to, czy ktoś jest lepszym patriotą od innych.

Po drugie, lokalne media nie napuszczają samorządowców przeciwko sobie tak bardzo, jak robią to media centralne wobec najważniejszych w kraju polityków. Jeśli nawet publikuje się nieprawdę lub głupstwa, wynika to bardziej z niedbalstwa lub chwilowej złośliwości autora, niż z linii programowej redakcji.

Po trzecie, w Świdnicy ważną rolę odgrywa „Wspólnota Samorządowa”. Po prostu, przedstawiciele partii politycznych nie mają powodów skakać sobie tak bardzo do oczu, skoro istnieje wspólny przeciwnik w postaci samorządowego stowarzyszenia. Wystarczy prześledzić wydarzenia mijającej kadencji lub przebieg sesji Rady Miejskiej i Rady Powiatu. Wszyscy wiedzą, że dobrze funkcjonujące koalicje WS – PO – PiS zostały rozbite na rozkaz posłów, którzy po zaaklimatyzowaniu się w Warszawie przestali rozumieć, czym jest samorząd. Świdnicę zaczęli traktować, jak pole bitwy o partyjne wpływy. Jednak dzięki temu, że ugrupowanie prezydenta Wojciecha Murdzka zajmuje się pracą, nie politykowaniem, a zarządza miastem i powiatem dobrze, nasi partyjni konkurenci nie mają łatwego zadania. Pozostaje im licytacja, kto bardziej „dokopie” Wspólnocie. Czasem łączą siły. Na szczęście efekt ich działań jest taki, że póki, co, agresja polityków nie wylewa się na ulice.

Nie można udawać, że nie ma jej w ogóle. Jeśli ktoś ma wątpliwości, przekona się o jej istnieniu, zaglądając choćby na internetowe fora dyskusyjne. Czytając niektóre wpisy (zawsze anonimowe) na dowolny temat, nie mam wątpliwości, że ich autorzy ulegli psychozie politycznej nawalanki i nawet nie ukrywają swej wściekłości. Warto też zauważyć, że pojawiają się próby przeniesienia do nas bezsensownych konfliktów, rozpalających emocje w Polsce. Przykładem tego jest pomnik Jana Pawła II, który próbuje wybudować lokalne, apolityczne stowarzyszenie. Choć nic nie zapowiada, by użyte były do tego publiczne pieniądze, usiłuje się przeciwko pomnikowi protestować właśnie z powodu rzekomego zaangażowania środków miejskiego budżetu. Gołym okiem widać, że jest to cyniczna chęć wywołania antyklerykalnej krucjaty, która dobrze się sprzedaje w centralnych mediach.

W gruncie rzeczy od nas, świdniczan zależy, czy wirus nienawiści skutecznie zaatakuje nasze lokalne środowisko. Nie musi tak być. Dyskusje na tematy zastępcze, populizm i ideologia nie muszą zdominować naszego myślenia także podczas trwającej kampanii samorządowej. Żyjemy w mieście, w którym mamy mnóstwo twardych, niepodważalnych dowodów, że więcej dobrego udaje się zrobić, gdy nie prowadzimy politycznych wojen, lecz „robimy swoje”. Jeśli chcemy, żeby tak dalej się działo, stawiajmy nie na demagogów, lecz praktyków budujących fabryki, domy i ulice. Nawet, jeśli ktoś złośliwy dopatrzy się na nich zbyt dużo betonu, pewnie nie spotka tam sfrustrowanych polityką kamikadze, gotowych w swym zaślepieniu walczyć do upadłego, wszystko jedno, jaką metodą.

niedziela, 17 października 2010

Mistrzowie nicnierobienia

Publiczne przedstawienie koncepcji rewitalizacji Parku Centralnego wywołało, co zrozumiałe, dyskusję. Niestety, jej rzeczowość ogranicza trwająca kampania wyborcza. Jest ewidentne, że wiele formułowanych opinii jest luźno związanych z faktami, natomiast bardzo ściśle wiąże się z nastawieniem dyskutujących do obecnej władzy miejskiej. Można postawić retoryczne pytanie – jeśli nie teraz się spierać w tej sprawie, to kiedy? No, właśnie. W związku z tym przedstawię swój punkt widzenia.

Po pierwsze, prawdą jest, że dbałość o parki nie była w ostatnich 8 latach priorytetem. Obrazowo uzasadnił to prezydent Murdzek. Mówił, że lepiej, jeśli miasto inwestuje w tworzenie nowych miejsc pracy, niż w strzyżenie trawników, na których biwakują setki bezrobotnych, bez nadziei na pracę. Warto jednak przypomnieć sobie także, kiedy ostatni raz parki były oczkiem w głowie rządzących. Czy może wtedy, gdy wiceprezydentami miasta byli czołowi krytycy obecnego stanu rzeczy Janusz Solecki i Andrzej Protasiuk? Czy to nie bezpośrednio po okresie rządów SLD zmuszeni byliśmy ze względów bezpieczeństwa rozebrać resztki zrujnowanego amfiteatru na ul. Sikorskiego? Czy zabytkowa altana i kopiec, na którym stoi, w parku przy ul. Armii Krajowej rozpadły się wskutek zniszczeń powstałych podczas ostatnich lat, czy z powodu braku należytej konserwacji przez kilkadziesiąt poprzednich? Czy stalowe dennice cystern, pełniące dawno temu rolę siermiężnych fontann w Parku Centralnym przerobiono na kwietniki, dlatego, że towarzysze z SLD przestali lubić szmer tryskającej wody? A może stało się tak, bo jeszcze pod ich rządami przestała działać instalacja wodociągowa, więc urządzili w fontannach kwietniki, a potem żelastwo tak skorodowało, że pozostało tylko wywieźć je na złom?

Po drugie, zabierając głos w dyskusji, warto wiedzieć, jaki jest rzeczywisty stan parków dzisiaj. Zdumiałem się niezmiernie, gdy na którymś portalu przeczytałem, że w Parku Sikorskiego wszystkie ławki są zdewastowane. Podczas wakacji, gdy codziennie tam chodziłem, żeby poczytać książkę, nie były. Wybrałem się na spacer, żeby naocznie przekonać się, jak to wygląda. Stwierdzam: jedna ławka jest zdekompletowana. Jedna za dużo, ale jedna na kilkadziesiąt. Obszedłem inne parki – proporcje wyglądają podobnie. Zgoda, nasze parki są niedoinwestowane, tylko częściowo oświetlone, z nierównymi alejkami i rzadko koszoną trawą. Jednak można z nich korzystać i świdniczanie to robią.

Po trzecie, utrzymanie parków kosztuje. Przez 4 minione lata wydaliśmy na to ponad 3,6 mln. Jeśli prawdą jest, że to kropla w morzu potrzeb, a efektów nie widać, postawmy pytanie, ile trzeba zapłacić, żeby zmiany były odczuwalne. Może dwa, trzy razy więcej? A jeśli tak, to czy powinniśmy rewitalizować Park Centralny dopiero, gdy odpowiednio wysoki standard uzyskają wszystkie pozostałe? Moim zdaniem, nie, bo jeszcze długo nie będzie stać nas na to. A nawet, jeśli zwiększymy nieco nakłady na bieżące utrzymanie parków, bez inwestycji pozostaną one byle jakie, niezgodne z oczekiwaniami i aspiracjami mieszkańców. Nadal będziemy mieć 80 hektarów (!) zieleni, która nie zadowala prawie nikogo. Moim zdaniem, lepiej jest, utrzymywać większość parków podobnie jak dzisiaj, ale jednorazowym wysiłkiem urządzić przynajmniej jeden z nich na najwyższym poziomie. Będzie on atrakcją odwiedzaną, gdy chcemy zaspokoić swoje najbardziej wyszukane potrzeby. W innych przypadkach korzystać będziemy z parków pozostałych, zasługujących na ocenę dostateczną, choćby nawet z minusem. Jest to według mnie działanie racjonalne, służące wszystkim.

Po czwarte, wielu jest wśród nas mistrzów świata w „nierobieniu czegoś”. Tacy ludzie, gdy tylko pojawi się jakiś śmiały pomysł, potrafią bardzo przekonywująco argumentować, że jest to projekt fatalny lub niewykonalny. Ogromnie dużo wysiłku włożą w uzasadnienie zalet powstrzymania się od jakiegokolwiek działania. Co nie przeszkodzi im krytykować także bezczynności. Wbrew tym pesymistom mamy odwagę wyznaczania odważnych celów i realizacji przynajmniej części z nich. Żeby się o tym przekonać, cofnijmy się pamięcią kilka lat wstecz, gdy zapowiadaliśmy stworzenie strefy ekonomicznej i łącznika z autostradą A4. „Mistrzowie nicnierobienia” byli w euforii. Pytali: jak Murdzek i Wspólnota Samorządowa mogą pleść takie nierealne głupoty?

Po piąte, chyba wiem, co będzie dalej. Pomimo marudzenia oponentów, zrealizujemy w najbliższej kadencji I etap Parku Światła. Być może uzyskamy wsparcie ze środków UE po roku 2012. Jeśli nie, w ramach budżetu też damy radę pokryć koszt 5 mln netto (gdzieś przeczytałem, że chodzi o 33 mln?!) Najzagorzalsi przeciwnicy projektu, jako jedni z pierwszych przyjdą obejrzeć widowisko woda – światło – dźwięk i posiedzieć na grających ławkach. Zaraz potem na forach internetowych wyleją żale na temat, ich zdaniem, niewłaściwych barw fontanny i źle dobranej muzyki w ławkach. Ale do parku będą chodzić regularnie. Podobnie było niedawno z ul. Łukową. Świdnicka „gwiazda” dużej partii politycznej podczas festynu na otwarcie stwierdziła, że wolała ulicę przed przebudową (?!). Parę dni temu, być może z wielkim niesmakiem, ale pozowała do zdjęć wyborczych właśnie na nowym deptaku.

Wszystko, o czym napisałem, nie zniechęca mnie. Zresztą podatnicy płacą mi, właśnie za to, żebym był aktywny i pracował bez względu na humory malkontentów. Słuchać opinii mieszkańców warto, zwłaszcza tych krytycznych. Ale trzeba iść do przodu, do przodu…

sobota, 9 października 2010

Centrum przesiadkowe- coś się zmieniło?

Coś mi się wydaje, że kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta Świdnicy strasznie „zakiwał się” w prowadzonej kampanii wyborczej. Dąży do tego, żeby w mediach ciągle o nim mówiono – jest to zrozumiałe. Jednak coraz bardziej nie jest zrozumiałe to, co mówi on sam i jego otoczenie. I nie jest to wyłącznie problem kołowania zdezorientowanych wyborców. Pan Zbigniew Szczygieł zajmuje przecież ważne stanowisko, a to zobowiązuje. Jego słowa, jeśli poważnie je traktować, powinny mieć znaczenie i wyrażać poglądy władz samorządu województwa. Czy wyrażają?

Przyjrzyjmy się temu, co mówił ostatnio na temat linii kolejowej Wrocław- Świdnica. Podczas konferencji prasowej poinformował o wpisaniu wydatków na modernizację tej linii do wojewódzkiego wieloletniego planu inwestycyjnego. Jest to informacja konkretna i ciesząca nas nawet, jeśli się wie, że WPI wielokrotnie bywa zmieniany. (Na przemian pojawiające się i znikające pieniądze na „małą” obwodnice są tego wymownym przykładem). Czy jednak stanowiskiem władz województwa jest wypowiedziany na tej konferencji pogląd, że szynobusy mogły już od dwóch lat kursować tą trasą, gdyby nie niechęć Świdnicy do współfinansowania modernizacji linii? Pomijam niepomijalny fakt, że jest to całkowita nieprawda, a kłamstwo zawsze jest obrzydliwe. Natomiast zastanawiam się, jakie wnioski, będąc wiceprezydentem odpowiedzialnym za komunikację, powinienem wyciągnąć z tej wypowiedzi. Czy mam rozumieć, że przestały obowiązywać ustalenia, na mocy których zarząd województwa przejął na siebie obowiązek zajęcia się torami, a gminy utrzymaniem dworców?

Przecież z tego podziału obowiązków bezpośrednio wynikało przejęcie przez nas od PKP stacji Świdnica Miasto, żeby urządzić centrum przesiadkowe integrujące transport kolejowy i autobusowy. Nie potrafię także zrozumieć, o co chodziło Zbigniewowi Szczygłowi, gdy podczas konferencji powiedział: Bez tej linii centrum przesiadkowe nie ma sensu. Najpierw ta linia, a dopiero potem centrum. Czy autor tych słów dopiero teraz odkrył związek pomiędzy reaktywacją połączenia kolejowego z Wrocławiem a modernizacją dworca? Dla władz Miasta jest to oczywiste od zawsze. Dlatego wszystkie informacje niezbędne do zaprojektowania centrum uzyskiwaliśmy w Urzędzie Marszałkowskim. Stamtąd pochodzą dane dotyczące ilości kursów szynobusu, liczby przewożonych pasażerów oraz pozamiejskich linii autobusowych. Na podstawie podanego przez urzędników marszałka harmonogramu przejmowania przez niego od PKP torów, przyjęliśmy termin zakończenia budowy centrum. Ponadto data ta była zbieżna z terminami dostarczenia przez producenta zamówionych przez samorząd województwa szynobusów. Czy członek zarządu województwa nie ma o tym wszystkim pojęcia? Kiedyś wydawało mi się, że ma. Na przykład wiosną, gdy wobec dziennikarzy komplementował nasz projekt, zapowiadał jego wspieranie i potwierdzał, że jego atutem jest spójność z zamierzeniami władz województwa. Dokładnie z tego powodu eksperci dokonujący wstępnej oceny wniosków o dofinansowanie unijne przyznali nam największą ilość punktów. Czy coś się zmieniło? Czy bezsensowne działania Miasta niepotrzebnie wyprzedzają prace województwa? A może ślamazarność służb podległych Zbigniewowi Szczygłowi powoduje, że przemyślany, logiczny plan współdziałania obu samorządów na naszych oczach całkowicie się rozpada? Żeby łatwiej znaleźć odpowiedź na to pytanie, warto pamiętać jeszcze o jednym. Zbigniew Szczygieł zapowiada, że pociągi do Wrocławia kursować będą z końcem 2013 roku. Ale nieprzekraczalny termin realizacji zadań w działaniu „Transport miejski i podmiejski”, zgodnie z ogłoszonymi przez Urząd Marszałkowski zasadami naboru wniosków przypada na październik 2012. Logiczne jest więc, że centrum przesiadkowe z powodu reguł gry ustalonych przez zarząd województwa ze Zbigniewem Szczygłem w składzie, musi powstać ponad rok wcześniej niż pojadą pierwsze pociągi do Wrocławia. Co zatem miał na myśli członek zarządu twierdząc, że kolejność będzie inna? Czy nie jest to zakamuflowana informacja, że na unijną dotację nie powinniśmy liczyć?

Podczas wspomnianej konferencji prasowej szef sztabu wyborczego PO Rafał Ząbczyk uznał, że dworzec Świdnica Miasto jest za duży. Powiedział: My wolimy stawiać na sprawne połączenia, a nie na rozbudowę dworców kolejowych. My, czyli on i Zbigniew Szczygieł? W takiej sytuacji my, czyli ja i czytelnicy bloga chcielibyśmy poznać pomysły panów, jak „zmniejszyć” dworzec będący pod opieką konserwatora zabytków. Nieśmiało dodam, że dworca nie powiększamy. Gdyby panowie zapoznali się z projektem lub przynajmniej ze zrozumieniem czytali informacje prasowe na temat centrum przesiadkowego, wiedzieliby o tym. Zamierzamy zmodernizować budynek stacji, przedłużyć tunel pod torami i w miejscu magazynów zorganizować stanowiska odjazdowe autobusów. Część budynku głównego niepotrzebna do obsługi podróżnych będzie przeznaczona na inne cele. Na przykład przeniesiemy tu Biuro Strefy Płatnego Parkowania. Być może Zbigniew Szczygieł nie ma pojęcia, że o przejęcie część wolnych powierzchni ubiega się także firma, która na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego chce tam urządzić zapasowe Centrum Zarządzania Dolnośląską Siecią Szkieletową. Z pisma, jakie otrzymaliśmy wynika, że dzieje się to w ramach Indywidualnego Projektu Kluczowego dla województwa. Jeśli wiedza na ten temat jest równa znajomości stanu świdnickiej infrastruktury sportowej (niedawno Zbigniew Szczygieł zaproponował budowę od podstaw boisk oddanych do użytku w okresie ostatnich dwóch lat), przestaję się dziwić temu, co jest mówione podczas konferencji prasowych. Nie przestaje się jednak martwić, że publiczne wypowiedzi osoby piastującej tak eksponowaną funkcję wprowadzają tak wiele zamętu. Nie usprawiedliwia tego prowadzenie kampanii wyborczej.

Jeżeli natomiast dziwaczne komentarze dotyczące centrum przesiadkowego są zapowiedzią, że zamierza się pozbawić finansowania unijnego pomysł, o którym dotychczas wypowiadano się w samych superlatywach, niech zostanie to powiedziane wprost. Tak będzie uczciwiej.

Z projektem centrum przesiadkowego wiążą się ogromne nadzieje świdniczan. Włożyliśmy wiele wysiłku w przygotowanie bardzo dobrego wniosku o dofinansowanie inwestycji ze środków UE. Zresztą po raz drugi, gdyż w przeddzień wyznaczonego na 30 maja poprzednio terminu poinformowano o przesunięciu go na koniec września. W Świdnicy zrobiliśmy w tej sprawie wszystko, co można było zrobić. Czekamy na rozstrzygnięcia Zarządu Województwa. Pomimo zdumiewających wypowiedzi pana Zbigniewa Szczygła mamy nadzieję, że polityka i względy wyborcze nie będą miały prymatu nad racjami merytorycznymi.

wtorek, 28 września 2010

O pamięci i otwartych oczach

Czas samorządowej kampanii wyborczej przynosi jej uczestnikom, oprócz wielu kłopotów i czasem nadmiernych emocji, także jedną rzecz ewidentnie pozytywną. Zmusza do zrobienia bilansu mijającej kadencji. Proszę się nie obawiać, nie napiszę na swoim blogu referatu w rodzaju „Zrobione rzeczy fajne przez Murdzka i jego ferajnę” lub „Ku radości rodaków Świdnica jak mały Kraków”. Chcę tylko powiedzieć, że gdyby nie konieczność podsumowań, wiele rzeczy, które udało się zrobić, wyparowałoby nawet z pamięci ich współtwórców. Prawdopodobnie nie mieliby także świadomości, jak niepostrzeżenie małe liczby sumują się w liczby całkiem duże. Przekonałem się o tym na własnym przykładzie. Poniżej kilka drobnych ilustracji.

Przeglądając listę zrealizowanych inwestycji, zwróciłem uwagę na zadanie pod nazwą „Przebudowa ul. Mennickiej. Niby wiedziałem, ale nie pamiętałem już, że w ramach prac wykonano 10 nowych miejsc parkingowych. Cóż w tym niezwykłego? To zaledwie 10 stanowisk, a o ich deficycie słyszymy nieustannie. Jest on faktem niepodważalnym. Gdy jednak zebrałem informacje o wszystkich nowoutworzonych parkingach, okazało się, że powstało łącznie 250 miejsc postojowych. To także nie rozwiązuje całkowicie problemu. Spróbujmy sobie jednak wyobrazić sytuację, gdyby ich nie wybudowano…

Inny przykład – modernizacja jazu na Bystrzycy w pobliżu mostu na ul. Przyjaźni. Być może, mieszkając na co dzień w bliskości rzeki, zauważają go mieszkańcy Kraszowic. Chociaż i to nie jest pewne. Jakim cudem mieliby jednak pamiętać o nim pozostali świdniczanie, skoro nawet ja, mocno angażując się w wykonanie tego zadania, już praktycznie o nim zapomniałem? Po prostu, postawiłem krzyżyk oznaczający „załatwione” i zająłem się następnymi inwestycjami.

Jeszcze jedna, ostatnia rzecz – specjalna strefa ekonomiczna. Przyznam się, że wydawało mi się, że najważniejsze wydarzenia z nią związane dotyczą poprzedniej kadencji. Sam się zdziwiłem, gdy w swych materiałach natknąłem się na notatkę dotyczącą rozpoczęcia produkcji w fabryce „Forma System”. Nastąpiło to w 2008 roku, podobnie jak, otwarcie wielu innych. Według danych z grudnia 2009, powstało w tym zakładzie 16 miejsc pracy. (Docelowo będzie ich przynajmniej 50). Powie ktoś, cóż to jest kilkunastu zatrudnionych pracowników, gdy zarejestrowanych w PUP jest prawie 2.000 bezrobotnych? Gdy jednak zsumowałem dane z wszystkich fabryk wybudowanych na terenie świdnickiej podstrefy WSSE, uzyskałem wynik 1.760 nowych miejsc pracy! Łączna wartość inwestycji 700 mln zł! Także w fabrykach poza strefą powstało niewiele mniej miejsc pracy, bo 1.320. Czy łączna liczba 3.080 zatrudnionych robi wrażenie? Kto będzie miał odwagę powiedzieć, że nie, albo kwestionować znaczenie tego faktu zastrzeżeniami w rodzaju: tak, ale…; chociaż z drugiej strony…; być może jednak….Albo kto potrafi uzasadnić, że Miasto zamiast inwestować w infrastrukturę niezbędną dla powstania strefy, powinno najpierw wydać pieniądze z budżetu na aquapark lub odbudowę altanki w parku?

Jakie stąd płyną wnioski? Pierwszy, być może jest taki, że powinienem jeść mniej masła i łykać lecytynę, bo kiepsko z moją pamięcią. Drugi jest taki, że najważniejsze są konkrety. I nawet jeśli ktoś je przemilcza lub uporczywie usiłuje nadawać im dziwne znaczenie (ostatnio przeczytałem, że istotną wadą przebudowanej ul. Łukowej są kosze na śmieci, gdyż zdaniem dziennikarza przypominają nowoczesne rzeźby!? – buziaczki dla pani Redaktor), twarde fakty się obronią. Trzeci, najważniejszy, jest taki, że chcąc mieć zdolność rzetelnej oceny świdnickiej rzeczywistości, należy mieć szeroko otwarte oczy. Uwaga! – w tym miejscu, jako szef kampanii wyborczej Wspólnoty Samorządowej podstępnie przystępuję do agitacji. Warto wspierać swą zawodną pamięć, sięgając po „pomoce naukowe”. Jedną z nich jest nasza strona internetowa www.wspolnotasamorzadowa.org, na której pod koniec tygodnia pojawi się pewna nowość. Będzie można sobie przypomnieć, jestem przekonany, że w atrakcyjnej formie, wydarzenia mijającej kadencji. Już dzisiaj serdecznie zapraszam.

sobota, 18 września 2010

Nuda

Właśnie wróciłem do Świdnicy z krótkiego urlopu. Doprawdy, od razu rzuca się w oczy, że zanim premier ogłosił termin wyborów samorządowych, kampania wyborcza w naszym mieście ruszyła na całego. Widać to choćby w Internecie. Również bardzo uaktywnili się radni. Jeden przykład – składanie wniosków do budżetu na rok 2011.

W tym roku realizujemy w mieście 30 zadań inwestycyjnych różnej wielkości finansowanych z budżetu. Złośliwi mówią, że Świdnica to jeden wielki plac budowy (a radykałowie, że jeden wielki bajzel ;-) Tymczasem przedstawiciele klubu radnych Platformy Obywatelskiej, w ciągu kilku ostatnich dni złożyli w sumie 36 (!) propozycji zadań inwestycyjnych. Jeśli dodać do nich te, które już są w trakcie realizacji i będą w przyszłym roku kontynuowane oraz te, które przygotowaliśmy, a radni o nich nie pamiętają, uzbiera się jakieś 50 lub jeszcze więcej. A to przecież nie koniec, bo przecież niby, dlaczego np. radni PiS nie mieliby dotrzymać kroku konkurentom w generowaniu inwestycyjnych pomysłów. Czekam na ich wnioski i założę się, że spora ich ilość będzie zupełnie nowa, dotychczas nie zgłaszana.

Szczerze zdziwiłbym się, gdyby kolejnym krokiem opozycyjnych radnych w pracach nad budżetem nie były propozycje działań „prospołecznych” np. obniżenie stawek podatków, zwiększenie bonifikat przy zakupie mienia komunalnego, ograniczenie cen wody i odpłatności za przedszkola, zwiększenie ulg w przewozach MPK, wydłużenia czasu świecenia latarni ulicznych, zaopiekowania się każdym kotem i psem itp.

Żeby przynajmniej zachować pozory troski o zbilansowanie takiego budżetu, w którym lawinowo rosnąć mają wydatki, a jednocześnie spadać dochody, prawdopodobnie pojawią się ciekawe postulaty poszukiwania oszczędności. Zwłaszcza w dziedzinach, które w mniemaniu chłopków-roztropków szczególnie dobrze „sprzedają się” publiczności. Najpewniej w wydatkach na administrację (zużywać mniej papieru!) i promocję miasta (precz z Festiwalem Reżyserii Filmowej i Kongresem Regionów!).

Na szczęście kampania wyborcza trwa tylko niecałe 3 miesiące. Gdy już opadnie po niej pył bitewny i wyciszy się syreni śpiew demagogów, sytuacja wróci do normalności. Ktoś będzie musiał to wszystko krytycznie ocenić pod kątem realizowalności i przedstawić sensowną ostateczną wersję budżetu, który trzyma się realiów. Moim zdaniem, tym kimś będzie prezydent Wojciech Murdzek ze współpracownikami. I jestem przekonany, że gdy 5 grudnia okaże się, że mam rację, zdecydowana większość świdniczan odetchnie z ulgą. Bo w gruncie rzeczy większość z nas doskonale wie, że dobre sprawowanie władzy to nie to samo, co bujanie w obłokach, pisanie złośliwych komentarzy na forach internetowych i filozofowanie bez ponoszenia odpowiedzialności. Kampania wyborcza ma swój koloryt i specyfikę. Jeśli jednak po niej coś dobrego ma się wydarzyć, wymaga to cierpliwej, mądrej, konsekwentnej pracy. Czasem docenianej tak, jak w czwartek, gdy podczas uroczystej gali prezydentowi wręczono przyznany Świdnicy Dolnośląski Klucz Sukcesu. To wyróżnienie dla świdniczan budujących pozycję swojego miasta. Także przez dokonywanie rozsądnych wyborów osób rządzących naszą społecznością.

Tak, kampania wyborcza się rozpoczęła. A poza tym, wszystko całkiem normalnie. Wręcz nuda. Wreszcie zaakceptowaliśmy właściwy prototyp ławki przeznaczonej na ul. Łukową. Pierwsza właśnie stanęła, reszta w ciągu tygodnia. Wybrnęliśmy z impasu przy budowie wieży ratuszowej. We wtorek ruszają prace przy palowaniu fundamentów. Dzisiaj wpłynęło 6 ofert w przetargu na adaptację dworca Świdnica Miasto. Pewnie wybierzemy wykonawcę w najbliższych dniach. Dokonaliśmy wstępnej kwalifikacji osób ubiegających się o mieszkanie w wykańczanym właśnie budynku przy ul. Kopernika. Uzgodniliśmy przebieg dalszych prac na pl. Św. Małgorzaty. Rzeczywiście, wszystko normalnie. Mimo rozpoczęcia kampanii wyborczej. Całkowita, kompletna, zupełna, a przecież ważna dla Świdnicy i tak bardzo obchodząca mnie, ekscytująca nuda!

niedziela, 8 sierpnia 2010

Świdnicka obwodnica, czyli aby język giętki…

Na świdnickich portalach internetowych zamieszczono oświadczenie w sprawie budowy obwodnicy miasta podpisane: Liderzy Platformy Obywatelskiej w Powiecie Świdnickim. Nie jestem szczególnie przekonany, że szeregowi członkowie i sympatycy partii są zachwyceni formą i treścią tego wystąpienia. Mnie natychmiast po przeczytaniu przypomniał się gabinet polonistyczny w szkole, do której chodziłem. Na ścianie umieszczone było tam zdanie z wiersza Juliusza Słowackiego: „Chodzi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa.” Skąd takie skojarzenie? Po prostu sądzę, że tekst oświadczenia jest ciekawym materiałem do jednoczesnej analizy zdolności językowych i intelektualnych lokalnej elity PO. Wnioski z takich badań mogą być naprawdę zaskakujące, dlatego nie podejmuję się ich formułować. Ograniczę się tylko, pamiętając o cytacie z wieszcza, do skomentowania kilku fragmentów pisma.

Najpierw o tym, co dotyczy używania głowy. Ale jeszcze wcześniej przypomnę, że obwodnica składać się ma z dwóch odcinków. „Duża obwodnica” to droga spinająca od południa wyloty ze Świdnicy w kierunku Wrocławia i Wałbrzycha. Za jej budowę odpowiedzialna jest administracja rządowa tj. GDDKiA podległa Ministrowi Infrastruktury. „Mała obwodnica” od zachodu otoczy miasto, łącząc drogi wylotowe na Wałbrzych i Strzegom. Jej realizacja należy do samorządu województwa.

Czy te drogi już wybudowano? Może realizację, choć jednej z nich rozpoczęto? A może, przynajmniej ogłoszono przetarg lub uzyskano decyzję na realizację inwestycji drogowej (ZRID)? Niestety, nie. Na czym więc polega sukces, którego osiągnięcie wmawiają nam działacze PO? W końcu lipca dyrektor GDDKiA z Warszawy poinformował nas, że nie zleci wykonania projektu technicznego „dużej obwodnicy”, bo nie ma jej w planach realizacyjnych na lata 2008-2012. Ale, jeżeli nie przystąpi się teraz do projektowania, to ze względu na brak dokumentacji technicznej, nie ma szans, żeby świdnicka obwodnica była umieszczona w harmonogramie także na kolejny okres programowania. Nawet gorzej, bo grozi nam, że straci ważność uzyskana w lutym br. tzw. decyzja środowiskowa. Starania wrocławskiego oddziału GDDKiA o jej wydanie trwały od czerwca 2006 i kosztowały grubo ponad pół miliona złotych. W ich trakcie, w porozumieniu z samorządami stworzono ostateczną koncepcję programową i zlecono podziały geodezyjne. Wcześniej gmina i miasto Świdnica uchwaliły stosowne plany zagospodarowania przestrzennego. Jeśli decyzja „przeterminuje się”, okaże się, że po kilku latach intensywnych prac będziemy prawie w punkcie wyjścia, a przez to wykonana praca i pieniądze pójdą na marne.

Uwaga! Akapit najbardziej nudny! Nie umiałem zredagować go prościej. Osobom niecierpliwym zalecam przejście do kolejnego :)
Zdecydowanie lepiej wygląda sprawa „małej obwodnicy”? I chwała za to samorządowi województwa! Jednak liderzy powiatowi PO piszą rzeczy zdumiewające. Ich zdaniem w końcu maja Zarząd Województwa ze Zbigniewem Szczygłem w składzie, zabezpieczył w budżecie kwotę 32 mln zł na tę inwestycję. Z pisma marszałka Marka Łapińskiego z 25 maja nie wynika, żeby w budżecie była choćby złotówka. Na stronie internetowej Urzędu Marszałkowskiego, także nie ma potwierdzenia głoszonych przez działaczy PO rewelacji. Marszałek Marek Łapiński informuje o zapisaniu w wieloletnim planie inwestycyjnym 18.35 mln na obwodnicę i zamiarze ogłoszenia przetargu na budowę w tym roku. Jednak na sfinansowanie zadania wymagana jest kwota około 30 mln. Brakujące pieniądze być może będą pochodziły z UE. Nastąpi to jednak chyba nie wcześniej niż w połowie przyszłego roku, gdyż dopiero teraz zlecane jest niezbędne przy korzystaniu ze środków unijnych studium wykonalności z terminem jego sporządzenia do marca 2011. Jakby nie patrzeć, montaż finansowy tej inwestycji nie został zakończony, chociaż autorzy oświadczenia podają, że od dwóch miesięcy jest to oczywistym faktem. W obecnej sytuacji wątpliwe jest, więc wyłonienie w tym roku wykonawcy robót drogowych, chyba, że Zarząd Województwa zdecyduje się rozstrzygać przetarg mimo braku formalnych umów na dofinansowanie inwestycji. Jeśli tak postąpi, nie wiem, czy pan Zbigniew Szczygieł potrafi wytłumaczyć się, dlaczego zupełnie niedawno krytykował identyczną metodę postępowania przy realizacji naszego dojścia do autostrady A4. Jego słowa tak mocno wzięli sobie do serca radni powiatowi PO, że zdecydowali o przeprowadzeniu kontroli tej inwestycji przez Komisję Rewizyjną Rady Powiatu. Jeśli obecnie Platforma zmieniła zdanie, to dobrze. Ale, po co było tworzenie zamieszania wokół łącznika z autostradą?

Zupełnie nie rozumiem, co mieli na myśli autorzy oświadczenia pisząc, że Wspólnota Samorządowa oszukuje mieszkańców, że petycja kierowana do Ministra Infrastruktury wywrze skuteczną presję na rząd. Czy Platforma chce nam przekazać, że minister Cezary Grabarczyk z zasady nie przejmuje się wystąpieniami mieszkańców miast średniej wielkości? Czy nacisk będzie nieskuteczny, bo minister postanowił nie budować obwodnicy i zdania swego nie zmieni? A może nasza petycja nie jest potrzebna, bo minister wkrótce ogłosi, że nasza droga stała się priorytetem rządu? Ta trzecia możliwość najbardziej by nas ucieszyła. W świetle tego, co napisałem poprzednio, jest jednak najmniej prawdopodobna.

Ostatnia uwaga dotycząca tego, co w głowie, odnosi się do czytelnego w oświadczeniu przekonania autorów o absolutnie wyjątkowej roli odgrywanej przez Zbigniewa Szczygła. Nie przeszkadza mi specjalnie nawet, jeśli jego partyjni towarzysze z terenu powiatu uważają, że historia Dolnego Śląska rozpoczęła się właściwie w 2007 roku, gdy ich pupil rozpoczął przygodę z samorządem wojewódzkim. Chciałbym jednak, żeby promując swego lidera nie deprecjonowali dobrej woli i rezultatów aktywności wielu osób, które ewidentnie mają wkład w starania o wybudowanie obwodnicy. Myślę tu o pozostałych członkach Zarządu Województwa tej i poprzedniej kadencji, przedstawicielach wrocławskiego oddziału GDDKiA oraz zarządcy dróg wojewódzkich, a także samorządowcach i urzędnikach pracujących na terenie naszego powiatu. Żeby obwodnica Świdnicy powstała wymagany jest wysiłek wielu osób. Apeluję do działaczy PO o odrobinę realizmu. Sprawa tej inwestycji nie została jeszcze załatwiona, tylko dlatego, że praktycznie ogłosili to już panowie Zbigniew Szczygieł, Tomasz Kurzawa, Robert Jagła i Krzysztof Grudziński.

Na koniec, krótko o tym, co dotyczy sprawności językowej liderów powiatowej PO. Uwagi dotyczące stosowanej składni i stylu pominę, chociaż momentami są bardzo… oryginalne. Retoryka typowa dla „języka miłości” używanego przez ich partię. Nic specjalnego. Ot, taka prowincjonalna wersja „niesiołowszczyzny”. Nie ma nad czy się rozwodzić. Frapujące jest dla mnie jedynie zamieszczone na końcu oświadczenia, bez żadnych dopowiedzeń odrębne słowo „dziękujemy”. Komu? Za co? Czy należy je rozumieć w ten sposób, że zespół działaczy Platformy winszuje sobie nawzajem z powodu tak wielce udanego tekstu, który razem ułożyli? Czy raczej należy je potraktować, jako wyraz wdzięczności dla czytelników, którzy zechcieli produkt ich zbiorowej pracy przeczytać? Na wszelki wypadek, żeby ewentualnie nie uchybić szanownym działaczom, na ich „dziękujemy” odpowiadam uprzejmie: „Nie ma, za co. Doprawdy, nie ma.”

Ponieważ na oświadczenie PO oficjalnie zareagowała Wspólnota Samorządowa, w poniższym poście zamieszczam pełny tekst naszej riposty.

Zapraszamy PO do zbierania podpisów, obwodnica jest ważna dla mieszkańców

Treść oświadczenia działaczy Platformy Obywatelskiej, dotyczące trwającej akcji społecznej na rzecz budowy obwodnicy miasta jest dla nas ogromnym rozczarowaniem. Nie wiemy, dlaczego tak trudno zrozumieć przedstawicielom Platformy to, co jest zupełnie jasne dla licznych mieszkańców naszego miasta podpisujących się pod petycją w tej sprawie. Obywatele Świdnicy cztery lata temu przekonali się, że zbiorowe wystąpienie dotyczące tzw. odrolnienia może pomóc w zmianie krzywdzącego prawa. Podjęcie dzisiaj podobnych działań na rzecz powstania obwodnicy także ma realne szanse powodzenia!

Dlatego niepokoi nas, że lokalni politycy rządzącej partii z niezwykłą agresją zwalczają próbę jednoczenia świdniczan wokół ważnego celu tylko dlatego, że inicjatorem tych działań jest Wspólnota Samorządowa.
Osoby organizujące akcję zbierania podpisów i te podpisujące się pod listem do Ministra Infrastruktury i Marszałka Województwa nie kierują się sympatiami politycznymi, lecz przekonaniem, że warto upomnieć się o swe żywotne interesy w sytuacji, gdy wcześniejsze deklaracje administracji rządowej i wojewódzkiej nie są realizowane.

W ostatnich dniach pismem z Warszawy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad poinformowała miasto, że uważa nawet „wykonanie dokumentacji technicznej za przedwczesne” i że odcinek południowy drogi nie jest uwzględniony do realizacji przed rokiem 2012.

Zdecydowanie lepiej sprawy mają się z „małą obwodnicą”, jednak nie są prawdziwe zawarte w oświadczeniu PO dane na jej temat. Być może z powodu niedostatecznej wiedzy, autorzy oświadczenia ewidentnie mylą liczby, fakty i procedury. W ten sposób szerzą dezinformację. A przecież chodzi nam wszystkim o rzecz oczywistą, żeby wojewódzka „mała obwodnica” powstała w tym samym czasie, co powiatowa inwestycja łącznika do autostrady A4 (wrzesień 2011). Zaawansowanie prac prowadzonych przez samorząd województwa nie daje wielkich nadziei na realność tego terminu. Dlatego uzasadniony jest doping do szybszego działania.
Powyższe fakty oraz termin tegorocznych wyborów do Sejmiku Województwa oraz przyszłorocznych wyborów do Sejmu przemawiają za trafnością wyboru momentu, w którym zainicjowaliśmy obecną akcję społeczną.

Nie uzurpujemy sobie prawa wyłączności do jej prowadzenia. Przeciwnie, będziemy się cieszyć, jeśli przedstawiciele Platformy Obywatelskiej wykorzystają w dobrym celu posiadane kontakty z członkami swojego rządu, posłami lub nowym Prezydentem RP. Jesteśmy gotowi wspólnie z lokalnymi działaczami PO organizować zbiórkę podpisów. Szczerze pogratulujemy im, jeśli robiąc to samodzielnie, uzyskają ich więcej niż Wspólnota Samorządowa. Uprzejmie prosimy tylko o jedno. Niech zechcą zauważyć, że ewentualne powstanie obwodnicy nie będzie samodzielnym dziełem wyłącznie ich faworyta Zbigniewa Szczygła. Bo nie umniejszając mu niczego, przecież jest tylko członkiem (i to od niedawna) Zarządu Województwa kierowanego przez Marka Łapińskiego. Decyzję o wpisaniu tej inwestycji do Wieloletniego Planu Inwestycyjnego województwa podjął poprzedni zarząd, gdy Zbigniew Szczygieł nie był jeszcze nawet radnym. A w końcu, powstanie obwodnicy miejskiej nie byłoby możliwe bez konkretnej pracy wykonanej w kolejnych latach przez samorząd miasta, gminy i powiatu. Ich porozumienie z 1999 roku stanowiło podstawę dalszych działań. Warto pamiętać, że prezydentem był wówczas Adam Markiewicz, wójtem Stanisław Wachowiak, a starostą Wojciech Murdzek. Jak wynika z oświadczenia Platformy Obywatelskiej, najwyraźniej nie mogą mu tego „przebaczyć” jej niektórzy działacze.

koordynator akcji Tadeusz Grabowski
Wspólnota Samorządowa Ziemi Świdnickiej