niedziela, 6 listopada 2016

Wyliczanka



Jeśli pęd do władzy doda się do braku uczciwości, wynikiem bywa kłamstwo.

Jeśli kłamstwo doda się do bzdury, sumą jest mega idiotyzm.

 Jeśli mega idiotyzm doda się do wściekłości, nierzadko wychodzi żądza zemsty.

Jeśli żądzę zemsty doda się do rządzącej kliki, często rezultatem staje się donos do prokuratury.

Ot, taka wyliczanka. Przyszła mi do głowy, gdy przeczytałem, że do prokuratury skierowano kolejny donos o popełnieniu przeze mnie przestępstwa. Poinformowała o tym redaktor Agnieszka Szymkiewicz. Naprawdę, robi wrażenie tempo jej działania. Swój artykuł na swidnica24.pl opublikowała już około 13 w dniu złożenia zawiadomienia. Co więcej, zdaje się cytować nawet jego fragment.  Można zażartować, że prawdopodobnie składający doniesienie nie zdołałby szybciej puścić tej informacji w eter. Jednak ten żart, myślących ludzi raczej nie skłania do uśmiechu.

Co mi się zarzuca? To samo, co wcześniej (patrz mój poprzedni wpis na blogu), tylko jeszcze bardziej. Podejrzenie o „usunięciu i ukryciu” autorstwa prezydent Beaty Moskal-Słaniewskiej zastąpiło oskarżenie o kradzież dokumentu z urzędu miejskiego. Donosiciel lub donosicielka nie podpisał się. Specjalnie mnie to nie dziwi. Przecież gra w jednej drużynie z panią BMS wcale nie musi oznaczać gotowości do wspólnego z nią kompromitowania się. A brak odwagi cywilnej u autora tego paszkwilu stał się inspiracją do opisu jeszcze jednego zdania w ramach wyliczanki: 

Jeśli mentalność donosiciela dodaje się do tchórzostwa, zawsze powstaje donos anonimowy.

czwartek, 3 listopada 2016

Prawo do kompromitacji.



Prezydent Beata Moskal-Słaniewska złożyła do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przeze mnie przestępstwa. Zdaniem prezydent jestem podejrzany o „usunięcie i ukrycie dokumentu, którego nie ma się prawa posiadać”. Brzmi to zawile, ale rzecz jest prosta. 

Chodzi o to, że obecne władze Świdnicy chcą zdyskredytować Wojciecha Murdzka.  Dlatego starają się wmówić mieszkańcom, że podczas jego prezydentury  coś było nie tak ze sprzedażą terenu, na którym zbudowano market Kaufland (niedawno pisałem o tym na blogu). Kluczowe znaczenie dla obalenia tych oskarżeń ma opinia Komisji Arbitrażowej Rzeczoznawców Majątkowych sporządzona jesienią 2014 r. Jej treść jest wprost miażdżąca dla oszczerców. Dziwnym trafem, okazało się że tego dokumentu nie potrafią odnaleźć w urzędzie miejskim. Materiał, który jest rodzajem certyfikatu legalności działań poprzedniego prezydenta podobno zniknął, przepadł, rozpłynął się. O jego „usuniecie i ukrycie”, a także bezprawne posługiwanie się nim, Beata Moskal-Słaniewska oskarża mnie.

Dlaczego właśnie mnie? Dlatego, że podczas spotkania z przedstawicielami mediów pokazałem im kopię tego opracowania. Tym sposobem zadałem kłam twierdzeniom opluwaczy z SLD i ich popleczników. Rozpoczęta przez nich intryga wzięła w łeb, więc trochę nie dziwię się wściekłości pani BMS. Za formę odwetu z jej strony uważam donos do prokuratury.

Skąd mam kopię dokumentu? Podczas spotkania z dziennikarzami bardzo chciała się tego dowiedzieć Agnieszka Szymkiewicz ze swidnicy24.pl. Moją odpowiedź w rodzaju: „znalazłem”, nie potraktowała, jako zbycie jej pytania celem ochrony źródła informacji, chociaż na ogół dziennikarze rozumieją powody zachowania takich rzeczy w dyskrecji. A przecież, także w świdnickich realiach nie jest abstrakcją obawa, że chciano by się odegrać na osobie mającej odwagę czynnie, choć niejawnie wystąpić przeciwko niecnym planom prezydent Świdnicy. Panią redaktor najwyraźniej zirytowała odmowa ujawnienia „kreta”. Tym tłumaczę jej wybitnie złośliwe i małostkowe potraktowanie tego wątku w relacji ze spotkania. Miał on charakter absolutnie marginalny w stosunku do ilości i wagi podawanych przeze mnie informacji. Było ich na tyle dużo, że Agnieszka Szymkiewicz nie o wszystkich napisała w swym artykule. Zawarty w nim akapit dotyczący pochodzenia prezentowanego dokumentu, który zburzył spokój rządzącym, stał się podstawą donosu pani BMS. Wcale nie mam pewności, czy właśnie w tym celu temat posługiwania się przeze mnie opinią Komisji Arbitrażowej nie został tak bardzo wyeksponowany w publikacji dziennikarki. Przykro to stwierdzić, ale sorry, pod rządami SLD w mieście, taki mamy klimat. 

Pomijając wszystkie inne aspekty sprawy (uczciwość, faktyczna możliwość schowania dokumentu itp.), posądzenie mnie o „usunięcie i ukrycie” jest po prostu kompletnie nielogiczne. Jaki mógłbym mieć motyw ku temu, skoro wymowa „znikniętej” opinii jest jednoznacznie korzystna dla byłego prezydenta i dla mnie, ówczesnego jego zastępcy. Przeciwnie, interes w tym, aby dokument pozostał nieznany mają wyłącznie ci, którzy rozpętali skierowaną przeciwko nam kampanię oszczerstw. Nie jest możliwe, żeby obecna prezydent miasta nie zdawała sobie sprawy z niedorzeczności formułowanego oskarżenia. Jednak Polska to wolny kraj, w którym każdemu, kto tego chce, wolno się kompromitować z dowolnego powodu. Takie prawo ma również pani Beata Moskal-Słaniewska.





piątek, 28 października 2016

Gusła, zaklęcia, czary.



Wiodąca rola odgrywana w świdnickich czarnych marszach potwierdza, że pani prezydent Beata Moskal-Słaniewska ma osobliwe upodobanie do wygłaszania publicznie dziwnych zaklęć . (Aż strach pomyśleć, o wypowiadanych na osobności:)). Na jednym z portali znalazłem taki fragment relacji z pewnego wydarzenia sprzed tygodnia: 

„Z kolei prezydent Świdnicy zaznaczyła, że nie do końca wierzyła, że z tego miejsca, gdzie właśnie powstało biuro, uda się wypędzić ducha poprzedniej działalności.”

Któż zgadnie, jakie demony pani prezydent stara się w ten sposób przepędzić? Otóż, niespodzianka, bo wcale nie chodzi o monstra wymieniane podczas drugiego czarnego protestu (ot, takie lewicowe gusła). A zatem, nie jest to ani bies brunatnego kaczyzmu, ani licho męskiego szowinizmu, ani Boruta w koloratce, ani nawet duszek reformy edukacji. Zacytowane zdanie dotyczy ducha przedsiębiorczości, który zakorzenił się (o zgrozo!) w jednym ze świdnickich lokali użytkowych. A fe! 

Owe ladaco tkwiło w tym miejscu od dziesięcioleci, w ciągu których prowadzono tu działalność handlową i usługową. Nie jest to specjalnie dziwne, bo lokal świetnie nadaje się na sklep lub gastronomię. Położony jest na parterze, w ścisłym centrum miasta, tuż przy Rynku, ma wejście wprost z ulicy, sąsiaduje przez ścianę z innymi  sklepami. Słowem, dobre miejsce na niezbyt wielki, prywatny biznes. 

Pani prezydent zdecydowała się jednak podarować ten lokal jednej z partii politycznych, która urządziła w nim biuro poselskie. Nawiasem mówiąc, urzędować ma w nim posłanka nie z naszego okręgu, lecz z Wrocławia. Słowo „podarować”, należy rozumieć, jako ustalenie symbolicznego czynszu najmu, podczas, gdy wcześniej najemcy płacili za niego całkiem godziwe pieniądze. Kosztem dla miasta są także środki jakie MZN przeznaczył w 2012 roku (mogę się mylić o rok) na sfinansowanie sporego remontu oraz zwrot nakładów poprzedniemu najemcy za zakres prac remontowych wykonanych przez niego osobiście. Razem to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Prawda, że inne biura poselskie także płacą niewiele, jednak zajmują lokale typowo biurowe, których miasto ma nadmiar, a czynsz w nich, z zasady, jest niski. Faktem jest jednak i to, że żadnemu wcześniejszemu prezydentowi nie przyszła do głowy równie głupia decyzja dotycząca lokalizacji siedziby polityków. 

W poprzedniej kadencji wymyślaliśmy i wdrażaliśmy różne pomysły, bo ożywić centrum miasta. Nasi następcy przekonali się, że nie jest to łatwe, o czym świadczy ogromna ilość pustostanów w śródmieściu po dwóch latach ich rządów. Za „naszych czasów” brak odpowiednich lokali stał się (niestety) główną barierą dla kontynuowania programu, w ramach którego udostępniano lokale przedsiębiorcom „na dorobku”. Proponowano im na początek czynsz preferencyjny, który stopniowo wzrastał do rynkowej wysokości. Dlatego wkurzam się, gdy pani prezydent w imię politycznych interesów, lecz wbrew interesowi miasta bezsensownie dysponuje atrakcyjnym lokalem. Jakże dalekie jest to od kupieckich tradycji Świdnicy. Stąd niby żartobliwa, ale w istocie żałosna treść zaklęcia wygłoszonego przez panią prezydent podczas celebry w nowym biurze poselskim.

Obserwując sposób działania obecnej władzy, obawiam się, że będziemy świadkami wielu podobnych czarów. Najbliższe zdarzą się już na piątkowej sesji Rady Miejskiej. Pani prezydent postara się wytłumaczyć, że dowodem właściwego zarządzania finansami miasta jest osiągnięcie w tym roku deficytu budżetowego w wysokości 19 mln zł i pokrycia go emisją obligacji na kwotę 29 mln zł. Nie mam złudzeń, że dla większości radnych będzie to genialne posunięcie, równie udane, jak program aktywizacji śródmieścia poprzez urządzenie w nim biur dla wszystkich posłów i senatorów RP. Ale cóż, moc czarów pani Beaty Moskal-Słaniewskiej działa. Jeszcze działa.