poniedziałek, 27 marca 2017

Donosy, donosiki.



Dzisiejszą sensacją w Świdnicy stała się publikacja jednego z portali. Napisano w niej, że mąż obecnej prezydent miasta pani Beaty Moskal-Słaniewskiej z SLD był wieloletnim, bardzo aktywnym szpiclem SB donoszącym na nieznajomych, znajomych, a nawet rodzinę. Materiał (wyważony, treściwy, wskazujący wiarygodne źródła) wywołał falę komentarzy. Także w stylu: to intryga i nieprawda, jeśli nawet prawda, to nikomu nie stała się krzywda, a jeśli nawet się stała, to z donosami nie ma nic wspólnego pani BMS. Tego nie oceniam, ale gdy słyszę wypowiadane łącznie słowa „donos”, „intryga” oraz BMS mam przede wszystkim własne skojarzenia.

Jutro mam się stawić na Policji w Dzierżoniowie, gdzie będę przesłuchiwany w związku z donosem pani BMS do prokuratury. Dotyczy sprzedaży terenu, na którym zbudowano Kaufland. Oczywiście, jest on bezpodstawny, o czym pani prezydent doskonale wie, ale cóż……. Skoro jedzący jej na co dzień z ręki radni SLD tak oceniają sprawy, to cóż, ona biedna, mogła innego zrobić. Nieprawdaż?

Dodam, że nie jest to moja pierwsza wizyta na Policji z powodu donosu pani BMS. Zupełnie niedawno byłem w Wałbrzychu. Tam przesłuchiwano mnie w sprawie budowy aquaparku. Pani BMS wraz z innymi radnymi opozycyjnymi wobec pana Murdzka zablokowała realizację inwestycji,  a gdy zajęła miejsce prezydenta „wykryła” przestępstwo polegające na niezbudowaniu obiektu. Ważne, że ta zabawa w donosy bezpośrednio obciąża świdnickich podatników, gdyż pani BMS wynajęła prawnika, aby przygotował to doniesienie do prokuratury. Pan ten uczestniczył w przesłuchaniu. Sądząc po jego zaangażowaniu, jest „godnie” wynagradzany. 

Nadmienię jeszcze, że nie jest to także moja ostatnia wizyta na Policji. Z medialnych doniesień wynika, że pani BMS doniosła na mnie w co najmniej jeszcze dwóch innych sprawach, więc kolejne przesłuchania nastąpią. Nie wiem, czy i w tych przypadkach prezydentka dała zarobić adwokatowi, który uczestniczył w jej komitecie wyborczym. Natomiast, wiem, że starania pani BMS o udowodnienie, że jestem przestępcą nie powiodą się, gdyż jej zarzuty są całkowicie „dęte”.

Różnica w skutkach pisania donosów przez małżonków może być bardzo duża. Te z lat  80-tych, być może, komuś złamały życie. Te obecne, też mogły poważnie zaszkodzić (tak interpretuję intencje ich inspiratorki), jednak jej nadzieje się nie spełnią. Podsumowując, obie działalności mocno obleśne i służące złej sprawie. Paradoks polega na tym, że „literatura” tworzona przez ps. „Medyka” mogła w sobie zawierać kłamstwa, a pisanina pani BMS na pewno zawiera fałsz.  


niedziela, 12 marca 2017

Słoń a sprawa polska.



Zasłyszałem hinduską historyjkę. Grupa ślepców chciała poznać słonia, więc przyprowadzono go do nich. Gdy się oddalił, próbowali uzgodnić jego opis. Ten, który dotykał ucha zwierzęcia stwierdził: słoń jest jak wielki worek. Nieprawda, słoń jest kolumną- powiedział macający nogę. Mylicie się obaj, słoń to powróz - zawyrokował głaskający ogon. Oczywiście, że powróz, ale bardzo gruby – potwierdził ślepiec, któremu słoń położył trąbę na ramieniu. Tym sposobem zwyciężył wśród nich pogląd, że słoń jest powrozem i na nic zdały się perswazje ludzi widzących. Morał negatywny – zawsze znajdzie się ktoś, kto potwierdzi nawet najbardziej absurdalny pogląd. Morał pozytywny – budując sobie prawdziwy obraz świata, dobrze jest uwzględnić zdanie posiadających wzrok.
Bajka ta może służyć do objaśniania różnych rzeczy. Mnie skojarzyła się z wyborami pana Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Szefowie państw podjęli decyzję, a my w najlepsze rozwijamy powrozową wizję świata w odniesieniu do polskiej racji stanu.

Pan Morawiecki (wicepremier) powiedział: „Polska na pewno z tej sprawy nie wyszła osłabiona, a Unia Europejska nie wyszła wzmocniona”. Pogląd dyskusyjny. Gorzej, że utrwala ocenę działań naszej dyplomacji w kategoriach meczu. Tym bardziej, że przyjęty przez PiS aksjomat, że Polska wygra, tylko i wyłącznie jeśli Tusk przegra, była błędna i doprowadziła do totalnej klapy- Tusk wygrał, a Polska dostała łomot.  

Pani Szydło jadąc na szczyt UE zapowiedziała, że zawalczy o zasady. A przecież, takie spotkanie służy bardziej do walki o nasze realne interesy, niż abstrakcyjne „zasady” . Poza tym,  zdanie się na reguły fair play w polityce międzynarodowej, oprócz uzyskania poczucia szlachetności, może przynosić całkiem wymierne korzyści, ale dotyczy to wyłącznie czasu, gdy system jest stabilny. W czasach gwałtownych zmian i tworzenia się nowego porządku światowego ( to ewidentnie już trwa) najczęściej zwiastuje ogrom przyszłych nieszczęść i nieuzasadnionych ofiar. W nowożytnej historii Polski jest na to aż nadto przykładów.

Pan Kaczyński po szczycie powiedział, że dzisiaj wszyscy w UE widzą, że z Polską trzeba się liczyć. Według mnie, wynik głosowania 27:1 raczej świadczy, że można nas zignorować. A od liczenia się z naszym zdaniem, zdecydowanie ważniejsze jest, czy można nas traktować jako pożądanych partnerów, w szczególności uczestników nowych, śmiałych, może nawet niedostępnych dla wszystkich państw europejskich, inicjatyw. Niestety, totalny upór naszej delegacji wobec absolutnie drugorzędnego zagadnienia, nie zwiększa naszej wiarygodności. 

Pan Kaczyński skomplementował panią premier po powrocie z Malty. Użył słów:  „Beata Szydło nie należy do tych, którzy się gną”. A ja uważam, że bycie niezłomnym to wielka rzecz, ale heroizm jest w cenie, gdy idzie o rzeczy najważniejsze. Dlatego martwię się, bo jeśli w stosunkowo błahej sprawie gotowi jesteśmy odmówić podpisania konkluzji szczytu, jak zareagujemy, gdy większość podejmie decyzje niekorzystne dla Polski w naprawdę istotnych kwestiach. 

Wielu polityków i publicystów podsyca antyniemieckie nastroje. Niemcy ewidentnie kierują się swoimi interesami, niekoniecznie zbieżnymi z naszą racją stanu. Zanim jednak położymy krzyżyk na dobrych relacjach z nimi i uznamy, że polegać trzeba wyłącznie na sojuszu z USA, przypomnijmy sobie gdzie leży Bremerhaven. Właśnie w tym porcie lądowała amerykańska brygada  przeznaczona do wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Jeśli w sytuacji rzeczywistego zagrożenia mamy liczyć na realną pomoc Ameryki, przybędzie ona przez Niemcy. Desant w Norwegii, a potem transport wojsk do Szczecina jest zdecydowanie trudniejszy. Dlatego z powodu głupstw nie antagonizujmy się z europejskim hegemonem. Dotyczy to także innych państw zachodniej Europy. Polskim narodowym interesem jest zbudowanie z nimi tak ścisłych relacji, żeby nie opłacało się im i Ameryce  rzucić nas na żer Rosji. 

Totalna opozycja zachwycona jest maltańską porażką rządu i ma nadzieje na większą skuteczność walki z nim przy pomocy „ulicy i zagranicy”. To fatalnie. Stosując te metody, nie tyle zwiększa swe szanse w przyszłych wyborach, co daje wygodny pretekst zachodniemu establishmentowi  niechętnemu Polsce do jej marginalizowania. Ewidentnie PiS zrobił błąd, kierując się wewnątrzkrajowymi racjami w sprawach dotyczących UE. Jeszcze gorzej robi PO i Nowoczesna deprecjonując legalnie wybraną władzę, mającą zdecydowane poparcie społeczne.

I tak właśnie, mniej więcej, wygląda w wykonaniu większości naszych polityków ustalanie wizerunku słonia pod nazwą polska racja stanu. Sądząc po ich medialnej aktywności, raczej zaostrza się ten jałowy powrozowy spór. Jednak żaden z fragmentów rzeczywistości, któremu przypisują całościowe znaczenie nie jest prawdziwym słoniem. A co dopiero Białym Orłem. Wymagajmy więc, aby ślepcy wzięli pod uwagę opinie dobrze widzących ( a są tacy!). I przypominajmy im, że przecież nie są niewidomi od urodzenia. To i owo już widzieli, więc nie powinni mylić całego, żywego zwierzaka z jakąkolwiek częścią jego ciała.


czwartek, 16 lutego 2017

Pani prezydent reformuje świdnicką oświatę.



Najpierw o faktach. 

1.       Pani prezydent Beata Moskal-Słaniewska na początku swych rządów zdecydowała, że osobiście kierować będzie świdnicką oświatą. Dlatego odebrała kompetencje w tym zakresie swojemu zastępcy i przypisała je sobie. 

2.       Obecnie zaproponowała nową organizację sieci świdnickich szkół. Plan ten przewiduje między innymi uczynienie całego centrum miasta pustynią edukacyjną, gdyż zlikwidowane mają być dwie ostatnie działające tu szkoły podstawowe. Najstarsze klasy ze szkoły na Zawiszowie zamierza się kierować do innych szkół, co spowoduje że dzieci mieszkające na tym osiedlu będą chodzić bardzo daleko.  Podobną trasę, ale w przeciwnym kierunku pokonywać będą uczniowie młodszych klas, którzy nie mieszkają w granicach obwodu tej placówki (czasem są to dzielnice po drugiej stronie miasta) lub żyją na krańcach tego obwodu, sięgającego daleko poza Zawiszów.

3.       Podobnych paradoksów firmowanych przez panią BMS  jest zdecydowanie więcej. Jednak tylko część znana jest obecnie rodzicom. Nie uznano za potrzebne zorganizowanie spotkań z nimi. Niemniej, informacje o pomysłach władzy się rozchodzą. W rezultacie rozpoczęto zbieranie podpisów pod kilkoma petycjami w sprawie kształtu zamierzonej reorganizacji. Na przykład w szkole Podstawowej nr 1 w ciągu pojedynczych dni złożyło swój podpis około 500 rodziców. Inne akcje jeszcze trwają.

4.       Podobnie zdezorientowani i zaniepokojeni są nauczyciele, zwłaszcza gimnazjów. Trudno pracownikom usłyszeć konkrety dotyczące ich sytuacji od dyrektorów szkół, skoro  spotkania z szefami placówek miasto organizowało z zastrzeżeniem poufności wobec gron pedagogicznych. Zresztą, styl tych narad był dosyć osobliwy -  dyrektorzy mieli słuchać i milczeć, a nie wyrażać opinie. Nie chciano także wysłuchać podpowiedzi i opinii oświatowych związków zawodowych. Pani BMS odmawia im spotkania od października.

5.       Skala zamieszania jest na tyle duża, że przewodniczący Rady Miejskiej, dotychczas całkowicie spolegliwy wobec BMS, zdecydował o odłożeniu terminu odbycia sesji dotyczącej sieci szkół. Wiele wskazuje, że pod wpływem presji świdniczan nastąpią korekty planu dotychczas uznawanego przez władzę za jedyny słuszny. 

6.       Podział ról we wdrażaniu reformy edukacji jest jasny. Minister Anna Zalewska odpowiada za zagadnienia prawne na poziomie ustawy, programy nauczania i finansowanie systemu. Pani BMS, podobnie jak wszyscy inni szefowie gmin, odpowiada za strukturę sieci szkolnej i zatrudnianie pracowników szkół. 

A teraz moja ocena.

Pani BMS wykazuje się indolencją we wdrażaniu nowej organizacji szkół. Zawiodły rachuby, że wystarczającą przykrywką dla tej nieudolności będzie prowadzona przez panią prezydent krytyka całej reformy edukacji autorstwa PiS. W zderzeniu z realnymi problemami niewystarczające okazały się kompetencje w zarządzaniu miastem. Kompletne lekceważenie rodziców i nauczycieli oraz brak jakiegokolwiek dialogu społecznego stoi  w sprzeczności z wykreowanym wizerunkiem osoby, który jest „bliżej ludzi”.

Oczywiście, stronnicy pani BMS, dyspozycyjne media i internetowi trolle dwoją się i troją, żeby zatrzeć fatalne wrażenie. Jednym z pomysłów na zaciemnienie istoty sprawy był ich wrzask z powodu spotkania, jakie z inicjatywy związków zawodowych odbył kurator oświaty z dyrektorami szkół. Pod nieobecność urzędników miejskich mieli nie tylko możliwość swobodnej dyskusji z kuratorem, ministrem i posłem rządzącej partii, ale także (o zgrozo!) przekonania się, że razem są w stanie wydyskutować rozwiązania lepsze niż lansowane przez władze miasta. 
Jednak wysiłki propagandy uprawianej przez klakierów pani prezydent są nieskuteczne. Choćby dalej zakrzykiwali oponentów, niedołęstwo BMS zostało zauważone. Przypomina się  znane z baśni H.C. Andersena „Nowe szaty króla” stwierdzenie, że król jest nagi. Istotnie tak jest, a obnażona „królowa”(abstrahując od jej urody)  przedstawia dosyć żałosny widok. 

Na koniec, tytułem komentarza, przytoczę znaleziony w sieci wierszyk, który dobrze pasuje do obecnej sytuacji:
Gdy już dłużej nie mogłem znieść wstrętnej dworskiej blagi/  Krzyknąłem tak jak w bajce: "Przecież król jest nagi!" /  Lecz dworzanie przegnali mnie z drwiącym chichotem / "Cóż z tego? Milcz głupcze, przecież wiemy o tem".